Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta
Testy Tech Historia Prawo Felietony Cennik SZUKAJ





Test

Laptop Huawei MateBook D15 - Praca plus



Huawei MateBook D15 i3-10110U/8GB/256/Win10

Czasami trzeba popracować poza biurem, czy też domem. Ważne jest wtedy, aby na urządzenia, które zabierasz ze sobą nie trzeba było zamawiać dodatkowego transportu. Nie inaczej jest z laptopem, a w zasadzie z jego mobilnością. Najważniejsze, aby nie zajmował połowy bagażu, jego waga nie zabrała całego samolotowego limitu, czy też żeby bateria wytrzymywała przynajmniej tyle ile trwa blok reklamowy na Polsacie (jak głosi legenda one nigdy się nie kończą). Sprawdźmy, czy temu zadaniu podoła Huawei MateBook D15.

„A co to za malizna przyszła?” „Miał mieć 15,6 cala, a nie wiem czy posiada chociażby 14”. Takie myśli wykiełkowały mi w głowie, gdy po raz pierwszy wyciągnąłem z pudełka Huaweia MateBook D15. Napisać, że jest poręczny i smukły, to w zasadzie nie napisać nic. Jego gabaryty zewnętrzne bardziej przypominają duży tablet, a nie pełnowymiarowy laptop. Tym większe zaskoczenie jest w momencie otwarcia klapki, bo przed sobą mamy prawdziwy 15,6” ekran wypełniający prawie całkowicie jej powierzchnię. Co równie istotne, wydaje się iż projektanci odpowiednio zabezpieczyli go przed naszymi humorami oraz emocjonalnymi uniesieniami związanymi z nieszablonowym i gwałtownym zamknięciem
Reklama
klapki, zostawiając pomiędzy obudową z klawiaturą, a ekranem wystarczającą ilość miejsca z poduszką powietrzną. Tym samym ekran nie dotyka żadnego elementu konstrukcji laptopa. Nie inaczej jest z obudową (aluminiową), która nie tylko jest doskonale wykonana, ale również miła w dotyku. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zdaję sobie sprawę, że żyją na świecie osoby – zatem i w Polsce – dla których ważna ponad wszystko jest specyfikacja urządzenia. Potrafią oni dniami i tygodniami śledzić oraz sprawdzać poszczególne parametry, kierując się przy swoim wyborze praktycznie tylko nimi. Nie rozumiem ich, ale szanuję. Więc specjalnie dla nich, i też dlatego żeby mieć to "z głowy" specyfikacja testowanego egzemplarza laptopa Huawei MacBook D15. Na jego pokładzie znajduje się procesor Intel Core i3-10110U (2 rdzenie, 4 wątki, 2.10-4.10 GHz, 4MB cache), karta graficzna Intel UHD Graphics, 8 GB RAMu (DDR4, 3200MHz), dysk SSD 256 GB, matowy ekran LED IPS 15,6” o rozdzielczości 1920x1080 px, kamera internetowa 1 Mpx oraz zainstalowany system operacyjny Microsoft Windows 10 Home PL (wersja 64-bitowa). Przypuszczam, że właśnie niektórzy przestali dalej czytać. Przykro mi z tego powodu, ale ich przyzwyczajeń nie zmienię. Pozostałym, którzy zostali, gratuluję trafnego wyboru. Postaram się, aby spędzony czas był efektywny, a nie zmarnowany, gdzie treść nie będzie tylko pięknymi, nic nie wnoszącymi literkami ułożonymi w słowa, a te w zdania.

Tempo włączania się oraz wyłączania Huawei MateBook D15 jest doskonałe i można je liczyć w sekundach, a z pewnością jest szybsze niż czas potrzebny dobermanowi, aby dobiec do ogrodzenia. Tak, jestem dzikusem i wyłączam go, bo dochodzę do wniosku, że jak nie korzystam, to dlaczego mam tylko „zamrażać" jego działanie. Tym bardziej, iż praktycznie nie ma żadnej różnicy czasowej, czy włącza się go, czy wzbudza. No, może w milisekundach, tylko że nie wiem co wtedy mógłbym zrobić z tą nadwyżką czasu.

Huawei MateBook D15 i3-10110U/8GB/256/Win10

W klawiaturze zabrakło paru przycisków. Nie to że do testu otrzymałem wybrakowany egzemplarz, po prostu Huawei nie przewidział dla nich miejsca. Tym samym nie masz do dyspozycji „Home” i przewijać na górę strony musisz za pośrednictwem skrótu: Fn (przycisk funkcyjny) + strzałka w lewo. Analogicznie, jeżeli chcesz przewinąć na dół konieczne jest naciśnięcie Fn + strzałkę w prawo, bo nie ma klawisza „End”. Przycisk PdUp (Page Up) zastępuje skrót Fn + strzałka w górę, a PdDn (Page Down) kombinacja Fn + strzałka w dół. Jeżeli natomiast chcesz cofnąć się do poprzedniej strony, przykładowo surfując po internecie, pomocna okaże się kombinacja Alt + strzałka w lewo. Kończąc wycieczkę po klawiaturze
Reklama

dłuższe przytrzymanie Fn – do zaświecenia się przy nim sygnalizacji – zmienia funkcyjność klawiszy w górnym rzędzie. Wtedy zachowują się one jak klasyczne F2, F3, czy każde kolejne F. Jeżeli sygnalizacja jest zgaszona, to wykonują one funkcje dodatkowe, czyli między innymi zwiększają/zmniejszają jasność, czy też dźwięk do całkowitego go wyciszenia. Słowo należy się o samej klawiaturze. Działa doskonale, a poszczególne klawisze mają skok taki jak należy, jednak już ich wielkość jest za duża. Przynajmniej dla mnie, i nie jest to zarzut, bo można się do tego przyzwyczaić, jednak mi na mniejszych, ale z większymi przerwami między nimi, pisze się zdecydowanie wygodniej.

Nie mam zastrzeżeń do jakości wyświetlanego obrazu. Bez względu na to, czy korzystałem z Huawei MateBook D15 w ciemnej piwnicy, czy w nasłonecznionym ogródku nie miałem problemu z odczytaniem szczegółów na ekranie. Nie podoba mi się za to sposób przydziału miejsca dwóm istniejącym partycjom. Producent przeznaczył na dysk C 200 GB, a na D jedynie 18,8 GB. Ja ustawiłbym proporcje zupełnie inaczej.

Jeżeli lubisz na laptopie oglądać filmy, czy też słuchać muzyki, a niekoniecznie leży on wtedy na biurku, czy też blacie, nie docenisz kreatywności jego konstruktorów, którzy umieścili głośniki na jego spodzie. Powoduje to, że każda nierówność, czy to kołdra, czy też ubranie jeżeli trzymasz go na kolanach powoduje istotne zmatowienie dźwięku i jego izolację od naszych uszu. I nieważne, że głośniki wydobywają naprawdę sensowny dźwięk, bo żebyś mógł go docenić, musisz znaleźć odpowiednie podłoże na umieszczenie laptopa. Wyjściem jest stosowanie słuchawek (możesz przewodowe, bo laptop został wyposażony w ich gniazdo), tylko wtedy po co głośniki w nim. Chyba tylko żeby uzupełnić jego wyposażenie oraz kwotę w cenniku.

Huawei MateBook D15 i3-10110U/8GB/256/Win10

Połączenie za pośrednictwem Bluetootha ma pewne ograniczenia. Jednym z nich jest wielkość przesłanego pliku (do 4 GB). Dzięki usłudze Huawei Share nie musimy się tym przejmować, gdyż Huawei znalazł sprawne rozwiązanie na bezprzewodowe połączenie pomiędzy laptopem a smartfonem (w moim przepadku był to Huawei Mate 40 pro). Niestety działa ono tylko pomiędzy urządzeniami tego producenta. Sparowanie ich ze sobą nie tylko jest proste, ale i błyskawiczne, i od tego momentu możemy już zarządzać smartfonem na laptopie. Teoretycznie aby połączenie było realizowane smartfon musi leżeć na laptopie po prawej stronie od pada. Na szczęście to tylko teoria i w praktyce połączenie działa również jak znajduje się on tuż obok niego. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ umieszczenie smartfona we wskazanym miejscu na laptopie powoduje, że jego użytkowanie jest praktycznie niemożliwe gdyż zasłonięte zostają - i w praktyce nie można z nich korzystać - nie tylko klawisze strzałek, ale również enter. Dodatkowo coś takiego jak mobilność zupełnie zanika, bo jak nawet przesunąć z kolan laptopa tak żeby nie poruszyć smartfona znajdującego się na nim. To praktycznie nierealne. Przewagę połączenia Huawei Share nad Bluetooth najłatwiej zauważyć w trakcie kopiowania plików. Dzięki połączeniu Huawei Share plik o wadze 200 Mb skopiujesz w 24 sekundy, tymczasem poprzez Bluetooth trwa to niecałe 27 minut. Tak minut. Natomiast plik ważący 7,64 GB, którego nie skopiujesz za pośrednictwem Bluetootha, skopiował w 14 minut i 45 sekund, czyli mniej więcej w tyle czasu w ile youtubowi kucharze szacują, że znajdziemy byka, oprawimy go, wsadzimy, a następnie wyciągniemy z piekarnika, aby podać gościom, którzy zadzwonili niedawno, że wpadną z wizytą. To oczywiście nie wszystkie możliwości Huawei Share, a w zasadzie jedna z wielu. Jednak nie jest to test tej usługi, a laptopa, wspomnę więc tylko o jeszcze jednej, czyli sterowaniu smartfonem za pośrednictwem laptopa, które odbywa się praktycznie w pełnym zakresie. Oznacza to, że cokolwiek zrobisz na laptopie (w obszarze gdzie wyświetlany jest zrzut smartfona) wykonywane jest przez smartfon, nawet taka czynność jak napisanie smsa za pośrednictwem klawiatury laptopa.

Skoro jesteśmy przy nieoczywistych rozwiązaniach, warto wspomnieć o kolejnym, czyli czujniku Halla. Nie jest on kluczowy w ocenie zadowolenia z korzystania z laptopa, a nawet możesz nie zauważyć iż figuruje na jego liście wyposażenia. Wszystko zależy od tego w jaki sposób korzystasz z laptopa. Jeżeli często wpatrujesz się w zamyśleniu w ekran, docenisz jego obecność, ponieważ wygasi on ekran dopiero wtedy jak odejdziesz od laptopa, a nie po określonym czasie braku naszej aktywności (wykorzystania klawiatury, czy też pada).

Jeżeli lubisz korzystać z laptopa trzymając go na kolanach i delektować się ciepłem wydobywanym przez niego, mam złą wiadomość. On w ogóle się nie nagrzewa i nawet jak pracuje na maksymalnych obrotach ledwo zmienia się jego temperatura. W tym aspekcie przypomina on samochód elektryczny, bo gdzie go nie dotkniesz jest zimny. Dla mnie to zaleta, piszę o laptopie, bo w przypadku auta elektrycznego to wada, i to całkiem spora. Jednak nie jest to test samochodu, więc czas zakończyć tę dygresję.

Huawei MateBook D15 i3-10110U/8GB/256/Win10

Przez cały test nie mogłem dogadać się z baterią, a w zasadzie z sygnalizacją informującą na ile czasu pracy jej wystarczy. Niejednokrotnie pokazywała tak chaotyczne i szybko zmieniające się wartości, że miałem wrażenie, iż to bardziej maszyna losująca, aniżeli wskazania na których mogę rzetelnie się opierać. Wykonując na Huawei MateBook D15 praktycznie cały czas te same operacje - bo co innego mogłem robić, byłem w końcu w pracy – czyli w praktyce przeglądarka internetowa plus Word, to bateria przy stanie 83% potrafiła jednego dnia pokazać przewidywany czas pracy wynoszący 4 godziny i 16 minut, a innego 5 godzin i 30 minut. Zdarzały jej się dni gdzie przy 90% stanie naładowania baterii pokazywała 9 godzin i 12 minut, aby innego przy 93% naładowania baterii wskazywać 5 godzin i 31 minut. O ile przy dużym stopniu naładowania baterii wskazania przewidywanego jej czasu pracy traktowałem jako swoistego rodzaju ciekawostkę, to już przy niskich poziomach potrafiła podnieść mi ciśnienie. Bo jak tu spokojnie pracować kiedy pojawiają się takie wskazania przewidywanego czasu pracy (w różne dni): godzina i 1 minuta (bateria naładowana w 58%), godzina i 19 minut (30%), godzina i 24 minuty (19%), czy chociażby 3 godziny i 36 minut (34%). Przecież idzie zwariować, nawet tylko od samego patrzenia i próby przewidzenia stopnia rozładowywania baterii. Przez cały test, trzymając w zanadrzu ładowarkę, starałem się znaleźć logiczne wytłumaczenie tych wskazań i do końca nie udało mi się to. Oczywiście doceniam algorytm, który monitoruje to co robię i na bieżąco koryguje zużycie energii, ale mnie takie skoki przewidywanego czasu pracy zamiast uspokajać, wprowadzały w konsternację. Pomimo tego faktyczny czas pracy na baterii (do 10-20% jej naładowania) jest bardzo dobry i nigdy nie spadł poniżej kilku godzin. Będąc przy baterii warto poświęcić chwilę jej ładowaniu. Jak obiecuje Huawei ładowarka o mocy 65 Watów (w zestawie) powinna naładować laptopa (w trybie uśpienia) od 1% do 53% w 30 minut. Nie stałem ze stoperem, ale wydaje się iż to faktycznie się dzieje. Jednak później, wraz z każdym doładowanym procentem, szybkość spada osiągając - po przekroczeniu 80% naładowania baterii - tempo urzędnika. Jednak to dopiero preludiom, a nie pokaz pełni mocy kto tutaj rządzi tym procesem, bo jeżeli chcesz naładować baterię do 100% musisz być wyjątkowo cierpliwy. Naładowanie ostatnich 2%, a nawet 1% potrafi trwać naprawdę długo i wtedy człowiek czuje się jakby czekał na serwisanta, który twierdzi że już wjeżdża na naszą ulicę, jednak było to dawno temu, a on ciągle nie pojawił się w naszych drzwiach. To frustrujące, tym bardziej, że nie mieszkasz na ulicy Puławskiej (najdłuższa ulica w Polsce, której długość wynosi 15,6 km i biegnie ona od placu Unii Lubelskiej w Warszawie do Piaseczna). Cóż pozostaje nam więc tylko czekać i być cierpliwym.

Reklama






Z chęcią napisałbym, że wagę Huaweia MateBook D15 można zupełnie pominąć, jednak już oczami wyobraźni widzę wypowiedzianą pretensję w moją stronę, gdyż ktoś musiał zapłacić za nadbagaż w samolocie, bo jednak coś waży. To coś oznacza konkretnie 1,53 kg, co powoduje, że jeżeli przemieszczasz się środkami lokomocji, w których nie jest ciągle ważony twój bagaż, to nie odczujesz żadnej różnicy, czy będziesz miał go ze sobą, czy też nie.

Huawei MateBook D15 (w testowanej specyfikacji dostępny jest w regularnej cenie wynoszącej 2799 PLN) jest doskonałym laptopem do pracy, oczywiście jeżeli zaakceptujesz jego niedoskonałości lub nie są one dla ciebie niedoskonałościami. Ma on jeszcze jedną zaletę: będziesz na nim pracował i nie kombinował do czego można by go jeszcze wykorzystać - być może przy okazji narzekając, że nie radzi sobie tak płynnie jakbyś chciał z ulubioną grą. A po pracy, jeżeli będziesz miał ochotę wpatrywać się jeszcze w jego ekran, to z powodzeniem oglądniesz na nim film lub posurfujesz po stronach w internecie. Zmieniłbym mu nazwę z MateBook D15 na PracaPlus D15, bo przede wszystkim pozwalał mi na sprawną pracę, a dodatkowo był gotowy do zapewnienia rozrywki na odpowiednim poziomie, po jej zakończeniu. Tak, bez żadnych oporów i kompromisów z mojej strony mógłby stać się stałym towarzyszem moich pracujących wyjazdów (i nie tylko).

Huawei MateBook D15 i3-10110U/8GB/256/Win10


Reklama



Reklama






Podziel się:
Reklama
Wrzesień 2021

Robert Lorenc

Dziękuję x-kom za udostępnienie Huaweia MateBook D15 do testu.

Zobacz ostatnie numery:











Warte uwagi