Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta
Testy Tech Historia Prawo Felietony Cennik SZUKAJ





historia

Sztern bez ringu - Mercedes



Sztern bez ringu - Mercedes

60 lat w zamknięciu i wspaniały powrót do dawnej świetności to najkrótsza historia najstarszego w Polsce Mercedesa i jednocześnie wyśniona przygoda kolekcjonera zabytków

„Sztern bez ringu” - tak w śląskiej gwarze brzmi gwiazda bez pierścienia i taki znak posiadały na swoich maskach Mercedesy do początku lat 20. Potem pojawił się znany do dzisiaj
Reklama
symbol na korku chłodnicy, jakkolwiek jeszcze dość długo towarzyszył mu wspomniany „sztern bez ringu” na górnym zbiorniku chłodnicy. Po połączeniu w roku 1926 zakładów Daimlera i Benza słynny znak przybrał nieco inne kształty, ale my wrócimy do czasów najstarszych.

Historia zaczyna się w roku 1996 na towarzyskim przyjęciu, gdzie jeden z gości opowiada historię o ukrytym starym Mercedesie, którego właściciele zdecydowali się sprzedać zachowując jak największą dyskrecję. Opowieści przysłuchuje się jeden z gości - pan Józef Kołoczek, który w tamtych latach nie należał jeszcze do grona kolekcjonerów pojazdów zabytkowych. Razem z żoną przemyśliwali już od pewnego czasu o znalezieniu i odremontowaniu sobie jakiegoś staruszka na czterech kołach i o niedzielnych przejażdżkach przenoszących ich do dawnych lat. Marzenia nie były sprecyzowane, ale historia o jakimś ukrytym samochodzie zainteresowała ich niezmiernie i postanowili sprawdzić, co to za pojazd. Otrzymawszy kontakt telefoniczny do właścicieli zadeklarowali swoje zainteresowanie. Cały czas nie było mowy o typie i modelu oraz miejscu postoju samochodu. Minęło trochę czasu, w którym właściciele zabytku najprawdopodobniej sprawdzali wiarygodność swoich kontrahentów zanim zadzwonił telefon zapraszający na oględziny. Ponieważ pan Józef był zdecydowany „w ciemno” na nabycie samochodu wziął swoją terenówkę z lawetą i udał się do Zakopanego, gdzie samochód miał przebywać. Było wczesne przedpołudnie, gdy znalazł się na posesji właścicieli samochodu. Jednak nigdzie nie było widać garażu. Jedynym miejscem, gdzie samochód mógł się znajdować była stara szopa obłożona dookoła drewnem opałowym od lat czekającym na swoją kolejkę do pieca. Rzeczywiście, to miało być to miejsce. Przeniesienie kilku metrów sześciennych drewna nie było łatwym zajęciem i zajęło sporo czasu. Jednak, gdy dało się uchylić nieco drzwi, nie otwieranych od dziesięcioleci i pan Józef mógł rzucić okiem na fragment samochodu. Tak relacjonował: „zobaczyłem kawałek maski i chłodnicę a na niej sztern bez ringu i od razu wiedziałem, że to bardzo stary samochód Mercedes”. To było elektryzujące. Jeszcze godzinka pracy i można było otworzyć drzwi na oścież. Oczom wszystkich ukazał się samochód o archaicznych kształtach, jakie spotykało się wtedy głównie w muzeach. Na oko był kompletny i nawet nie bardzo zniszczony. Jedynym problemem były opony, które czas całkowicie rozłożył na czynniki pierwsze. Zlasowane „kapcie” nie pozwalały ruszyć go z miejsca aby wydobyć na światło dzienne. Jednak nie to było największym problemem. Otóż przez kilkadziesiąt lat zamknięcia podniósł się poziom podwórza o dobre pół metra. To był próg niemal nie do pokonania. W ruch poszły łopaty, deski, belki i liny.

Samochód zaczął wypełzać z garażu. Na złość zaczęło padać i strome podwórko zamieniło się gliniastą ślizgawkę. Potrzebna była pomoc sprowadzonego Unimoga, który lepiej
Reklama

sobie radził w takich warunkach od innych pojazdów. W końcu ubłoceni wydobywcy załadowali samochód na lawetę. Minęło 12 godzin do chwili, kiedy zostały zapięte ostatnie pasy mocujące samochód. Transakcja została zakończona, dokumenty podpisane i samochód rozpoczął swoje nowe życie.

Pierwszym poproszonym o dokonanie oględzin nowego nabytku został znany śląski kolekcjoner i restaurator Brunon Fyrla. Jego komentarz był dość niezwykły – „pan jest raz szczęśliwym człowiekiem, bo pan ma to auto i drugi raz, bo pan nie wie co pan ma”. Dla doświadczonego kolekcjonera było jasne, że jest to unikat, z całą pewnością sprzed I wojny światowej i to cały kompletny, przy którym nie majstrował żaden domorosły majster. Silnik dawał się obracać, ale dopiero po ogrzaniu go i spuszczeniu czarnej mazi z miski olejowej, gdy został napełniony świeżym olejem, zdecydowano się nim zakręcić. Wszystko działało! Po sprawdzeniu wszystkiego, co dało się sprawdzić dokonano próby rozruchu – silnik zapracował. Jak się okazało po ponad 60-ciu latach bezruchu świetnie zaprojektowany mechanizm dalej działał.

Teraz rozpoczęły się poszukiwania historii samochodu i jego identyfikacja. Nie było to łatwe, gdyż produkcja zakładów Daimlera wcale nie była mała i w okresie lat 1900 – 1914 w Cannstatt i potem Untertürkheim powstało ponad 10 tysięcy samochodów. Trochę historii samochodu przekazali jego poprzedni właściciele. Według ich relacji samochód został nabyty z Wielkopolski w roku 1925 przez ich przodka – zakopiańskiego złotnika. Samochód służył mu wiernie do roku 1935, kiedy to został zamknięty, jak się okazało na ponad 60 lat. Niewątpliwie w roku 1935 musiał uchodzić za bardzo archaiczny i całkowicie przestarzały. Liczył sobie 23 lata, w czasie których odbyła się spora rewolucja technologiczna w dziedzinie motoryzacji. Na pewno nikt nie patrzył na niego jako zabytek, a nawet szacowna marka nie ratowała go przed traktowaniem jako archaicznej zawalidrogi, ale był zapewne sentymentalną pamiątką.

Sztern bez ringu - Mercedes




Reklama



Reklama










Lipiec 2008





Warte uwagi