Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta
Testy Tech Historia Prawo Felietony Cennik SZUKAJ





historia

Trabant 600



Trabant 600

Trabant (drabant) po niemiecku znaczy prawie to samo co sputnik po rosyjsku, a jednocześnie jest określeniem kogoś, kto towarzyszy nam w podróży. Jak więc inaczej można było nazwać samochód, który pojawił się u progu ery kosmicznej?

Czwartego października roku 1957 Rosjanie wystrzelili pierwszego sztucznego satelitę Ziemi o nazwie Sputnik 1, zaś pierwszy Trabant P50 serii próbnej został wyprodukowany w listopadzie tegoż roku. Czy był związek nazwy „enerdowskiego” samochodu z tym faktem trudno wyrokować, ale zbieżność jest zastanawiająca, tym bardziej, że rosyjskie słowo „sputnik” nie stało się wtedy jeszcze międzynarodowym synonimem sztucznego satelity.

Koncepcja następcy samochodu P70, który tkwił korzeniami jeszcze w konstrukcji przedwojennych dekawek, okazała się na owe czasy całkiem nowoczesna. Wbrew temu, co zdarza
Reklama
się przeczytać, samochód ten nie miał nic wspólnego ze wspomnianym P70. Jedyne co łączyło te samochody, to tworzywo wykorzystane do produkcji poszycia oraz zakłady, w jakich je produkowano. Konstrukcyjnie pod niektórymi względami wyprzedził znacznie dostojniejszego Wartburga, zaś cenowo zmieścił się na najniższej półce. Z całą pewnością można go dzisiaj ochrzcić wschodnioniemieckim volkswagenem. Od początku produkcji seryjnej w sierpniu 1958 roku do roku 1964, kiedy pojawiło się jego najpopularniejsze wcielenie, czyli model 601, zdążył być kilkakrotnie modernizowany.

Najbardziej znany jest u nas model P60, który pojawił się w sprzedaży w NRD w październiku roku 1962, a już w pierwszej połowie następnego roku znalazł się w sprzedaży w Polsce. Najistotniejszą zmianą w konstrukcji było zastosowanie silnika o pojemności 595 ccm, którą uzyskano rozwiercając cylindry z 66 do 72 mm. Po zwiększeniu stopnia sprężania do 7,6, silnik rozwijał już 23 KM. Drugą zmianą było zastosowanie całkowicie synchronizowanej skrzyni przekładniowej, która pojawiła się już pod koniec produkcji modelu P50. Trzeba przyznać, że była ona jedną z najmocniejszych stron tego samochodu i pomimo „klamkowej” dźwigni zmiany biegów, działała precyzyjnie i bardzo lekko.

Wróćmy jednak do konstrukcji tego samochodu. Nadwozie było konstrukcją samonośną, wykorzystująca stalową płytę podłogową łączoną z przestrzennym stalowym szkieletem. Słynne plastiki (duroplast) stanowiły jedynie poszycie dachu, maski silnika i bagażnika, drzwi i błotników. W wersji Uniwersal, czyli kombi, dach był wykonany z blachy. Do nadwozia mocowano wahaczowe zawieszenie niezależne wszystkich czterech kół wykorzystujące wszakże dość ciężkie i toporne resory poprzeczne. W samochodzie zastosowano bębnowe hamulce hydrauliczne i 13-calowe koła wyposażone w ogumienie bezdętkowe, co było w Polsce nie lada sensacją. Początkowo nikt nie potrafił go naprawiać.

Linia nadwozia Trabantów P50 i 60 mogła się podobać, gdyż odpowiadała ówczesnym trendom stylistycznym, natomiast jego wymiary wewnętrzne już nie bardzo. Na przednich
Reklama

siedzeniach było jeszcze jako tako, chociaż głęboko wchodzące wnęki kół powodowały, że kierowca nie bardzo miał co zrobić z lewą nogą. Z tyłu można było usadzić dwójkę dzieci lub na upartego trzecią osobę dorosłą. Cztery osoby dorosłe to był już poważny problem, jeśli kierowca był „słusznego wzrostu”. Jeśli zaś chodzi o przestronność nadwozia, to chwalono jedynie naprawdę zaskakująco duży bagażnik i wersję kombi. Naszym kierowcom nie bardzo podobała się „klawiatura” identycznych przełączników po lewej stronie kierownicy, gdyż na pamięć należało się nauczyć ich przeznaczenia, oraz duża odległość pomiędzy pedałem hamulca i gazu, co utrudniało równoczesne nimi operowanie.

Mocną stroną Trabanta 600 był też silnik. Dwucylindrowy dwusuw, z wymuszonym chłodzeniem powietrznym był bardzo żwawy. To znaczy, robił takie wrażenie łatwego „wkręcania” się na obroty, co jednak niekoniecznie przekładało się na jakieś znakomite przyspieszenia. Trabant 600 potrzebował około 50 s, aby rozpędzić się do prędkości maksymalnej 100 km/h, ale do 80 km/h tylko 27. Sporą nowością, która otwierała nowe możliwości przeróbek sportowych, było sterowanie wlotem mieszanki za pomocą stawideł obrotowych, a nie płaszczem tłoka.

W polskich badaniach drogowych dość nisko oceniano także widoczność z miejsca kierowcy, ale co powiedzieliby dzisiaj ci sami oceniający podróżując współczesnymi wytworami designerów dbających głównie o efektowną linię nadwozia... Krytykowano także twarde zawieszenie, które na jeszcze gorszych drogach niż je mamy dzisiaj i stosunkowo małych kołach, zapewniało doskonałe wyobrażenie o nawierzchni. Dość mocno krytykowano także ogrzewanie zdecydowanie za słabe na zimy, jakie wtedy miewaliśmy i bardzo słabą wentylację latem.

Co chwalono? Po pierwsze znakomitą zwrotność samochodu, chociaż amatorzy sportowej jazdy zauważali tendencję do nadsterowności przy szybko pokonywanych zakrętach (tył dość łatwo odjeżdżał). Po drugie, wspomnianą już skrzynię biegów i bardzo dobry układ kierowniczy. Po trzecie, przestronny bagażnik, wygodne przednie fotele, niezłe asymetryczne światła i bezdętkowe opony.

No i cena – w roku 1963 był to najtańszy samochód na naszym rynku. Limuzyna kosztowała 65 tysięcy złotych, a kombi 72.

W ciągu trzech lat powstało 106 tysięcy Trabantów 600, po czym zostały zastąpione najbardziej znanym modelem 601

Trabant 600




Reklama



Reklama










Styczeń 2009

Jerzy Kossowski



POBIERZ NUMER




Warte uwagi