Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta
Testy Tech Historia Prawo Felietony Cennik SZUKAJ





Felieton

Celem podwyżki mandatów nie jest zwiększenie bezpieczeństwa na drogach



podwyżki mandatów

Wszystko wskazuje na to iż jesteśmy w przededniu znaczącej – to delikatne stwierdzenie – podwyżki mandatów za wykroczenia drogowe. Jeżeli ktokolwiek myśli, że za ich wprowadzeniem przemawia zwiększenie bezpieczeństwa na drogach, jest w błędzie, i to dużym. Niestety ale powód jest bardziej przyziemny.

W dużym skrócie. Górna granica mandatu ma wzrosnąć do 5000 zł (obecnie 500 zł), a jeżeli naraz zostanie popełnionych kilka wykroczeń, to może ona wynieść 6000 zł. Maksymalna wysokość grzywny ma zostać podniesiona z 5000 zł do 30000 zł. Jak zapewnia Ministerstwo
Reklama

Infrastruktury "Nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa na drogach". Mam nadzieję, że to zapewnienie pisał robot lub sztuczna inteligencja, a w najgorszym wypadku ktoś kto aktualnie przechodził i zostało mu to nakazane, bo niestety nic nie wskazuje żeby podniesienie bezpieczeństwa było faktycznym, a nie medialnym powodem zmian. Już wyjaśniam dlaczego mam wątpliwości co do szczerości i celu przy wprowadzeniu podwyżek mandatów.

Gdyby celem była poprawa bezpieczeństwa, to należałoby zacząć od doprowadzenia do nieuchronności kary i zwiększenia ściągalności mandatów. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli już w 2013 roku informowała w swoim raporcie, że w Polsce tylko blisko połowa ukaranych (47 proc.) płaci dobrowolnie mandaty. W przypadku ok. 23 proc. spraw kary grzywny zostały wyegzekwowane, pomimo uchylania się ukaranych od dokonania płatności. Natomiast w przypadku ok. 30 proc. spraw nie udało się wyegzekwować kar i istotna ich część po upływie trzech lat od daty ich nałożenia

W budżecie na 2013 rok prognozowano dochody - tylko z tytułu nałożonych mandatów karnych z użyciem fotoradarów - w wysokości 1,5 mld zł, wobec 1,2 mld zł zaplanowanych w roku 2012.

ulegała przedawnieniu. Sytuację miała uzdrowić wprowadzona od 1 stycznia 2016 r. zmiana systemu dochodzenia należności z tytułu mandatów karnych. Jednak, jak pokazała przeprowadzona kontrola (obejmująca lata 2016-18) założeń tych nie osiągnięto, gdyż nie nastąpiło zwiększenie skuteczności dochodzenia należności z tytułu mandatów karnych. Jednocześnie wzrosły koszty funkcjonowania tego systemu o blisko 6 mln zł rocznie czyli o ponad 30 proc. NIK zbadał również skuteczność Naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego w Opolu za lata 2016-18 i wykazał, że skuteczność dochodzenia wyniosła mniej niż 63,7 proc (zewidencjonowano mandatów na kwotę 2,1 mld zł, a do budżetu państwa wpłynęło nieco ponad 1,3 mld zł), co było wartością niższą niż w trakcie poprzedniej kontroli NIK (za lata 2011-12 r.) kiedy to skuteczność wynosiła ok. 70 procent. Po pierwszym roku od reorganizacji niezapłaconych zostało 2,8 mln z 5,4 mln mandatów wystawionych w 2016 r., a kwota zaległości z tego tytułu sięgnęła ponad 378 mln zł. Po trzech latach (na koniec 2018 r.) od reorganizacji liczba niezapłaconych mandatów wzrosła do blisko 6,7 mln. Jak również wykazuje NIK, kierowca który otrzymał mandat poniżej 116 zł mógł być niemal pewny, że nie zostanie objęty upomnieniem, jak również tytułem wykonawczym, gdyż na dzień 31 grudnia 2016 roku z tytułu 2,8 mln niezapłaconych mandatów, 2,1 mln spraw (76 proc. co stanowi równowartość kwoty 162,8 mln zł) dotyczyło właśnie

Na koniec 2018 roku liczba niezapłaconych mandatów wyniosła blisko 6,7 mln.

zaległości poniżej 116 zł. Spadek skuteczności dochodzenia należności z tytułu mandatów karnych wydaje się być zjawiskiem trwałym, co potwierdzają również dane dotyczące liczby mandatów przedawnionych za styczeń i luty 2019 roku. W tym okresie przedawniły się bowiem mandaty na kwotę nie niższą niż 28,6 mln zł, a liczba przedawnionych w tym okresie mandatów (nie mniej niż 206 tys. sztuk) była o ok. 1/3 wyższa od liczby mandatów przedawnionych w analogicznym okresie roku 2018. 76% z nich stanowiły mandaty do 116 zł. Równolegle, z roku na rok, rosną koszty związane z poborem należności z tytułu grzywien nałożonych w drodze mandatu karnego, które w 2015 roku wynosiły 97 tys. zł, a w 2018 r. już 24 708 tys. zł.

Gdyby celem była poprawa bezpieczeństwa, to państwo nie planowałoby wpływów z tytułu mandatów za wykroczenia drogowe. Tymczasem w budżecie na 2013 rok prognozowano dochody - tylko z tytułu nałożonych mandatów karnych z użyciem fotoradarów - w wysokości 1,5 mld zł, wobec 1,2 mld zł zaplanowanych w roku 2012. Zresztą nie tylko państwo planuje, i liczy na wpływy z tytułu mandatów karnych. Już w 2007 roku Rada Miasta Nowy Targ zapisała w budżecie wpływy z tytułu mandatów karnych nakładanych przez Straż Miejską w kwocie 80 000 zł. Z tego samego tytułu Świdnica w budżecie na rok 2017 ujęła kwotę 50 000 zł (identyczną jak w roku 2016), gmina Stronie Śląskie 11 100 zł (na rok 2015), a Leżajsk 10 000 zł (na 2020 rok). Takich przykładów można mnożyć, bo powyższe działania są standardowymi, a nie wyjątkami. Mechanizm wszędzie jest taki sam, różnią się tylko zapisywane kwoty. Na swój sposób pocieszające jest, że nie zawsze obywatele chcą współpracować z budżetem zapewniając
Reklama
odpowiedni dopływ środków do niego. Za przykład niech posłuży Zakopane, które zaplanowało w pierwszym półroczu 2017 roku wpływy z tytułu mandatów karnych nakładanych przez Straż Miejską w wysokości 80 800 zł, tymczasem wystawiono ich na kwotę 28 071,90 zł.

Jeżeli państwu zależałoby na bezpieczeństwie na drogach, to przede wszystkim powinno ono dążyć do nieuchronności kary za spowodowane wykroczenie. Od tego powinno zacząć. Jeżeli kierowca miałby świadomość, że za wykroczenie które popełnił (świadomie lub nie) wyegzekwowana na nim zostanie kara, zmniejszyłaby się skłonność do ich popełniania. Tymczasem obecnie, co wykazałem wcześniej, nawet nałożenie kary nie powoduje jej nieuchronności. I tym sposobem dochodzimy do punktu drugiego, czyli ściągalności. Nieuchronność kary to jedno, ale ważne jest również aby została ona wyegzekwowana. Dopiero jeżeli te dwa działania okazałyby się nieskuteczne, z punktu widzenia prewencji, podniesienie stawek mandatów wyglądałoby na uzasadnione. Oczywiście możemy optymistycznie założyć, że w momencie wejścia podwyżek organy państwa z większym wigorem zajmą się również ściągalnością. Tak z pewnością by było jakby były one żywymi organizmami. Przecież sam doskonale to wiesz, że jak pożyczysz znajomemu parę złotych, to masz mniejszą motywację do upominania się o nie, niż w przypadku pożyczki paru tysięcy. Tych raczej nie odpuścisz. Jednak organy państwowe są bytami, a nie żywymi organizmami, tym samym zakładam, że przy dotychczasowej ściągalności mogą zadowolić się wartością zwiększonych wpływów.

Patologią wydaje się również wpisywanie w budżecie kwoty z tytułu mandatów drogowych. Daje to jasny sygnał, że państwo (miasto, czy też gmina) liczy na twoje pieniądze i już ujęła je oraz rozdysponowała. Jeżeli zaczniesz jeździć i parkować przepisowo, to pozbawisz go tego dochodu i będzie miało deficyt. Chyba nie chcesz rozczarować włodarzy? Jeżeli faktycznie chodziłoby o bezpieczeństwo, to nie tylko jakakolwiek kwota z tytułu mandatów drogowych nie powinna znaleźć się w budżecie, a przede wszystkim faktyczne wpływy z tego tytułu powinny wynosić 0 złotych (słownie: zero złotych). Oznaczałoby to, że obywatele rozumieją, szanują i przestrzegają przepisy, a to samoistnie miałoby przełożenie na bezpieczeństwo wszystkich użytkowników dróg.

Podwyżka mandatów w obecnym kształcie wygląda jak „skok na kasę” kierowców i sposób na zwiększenie wpływów do budżetu. Przykro mi, ale jeżeli dotychczas liczyłeś, iż wprowadzenie ich związane jest z bezpieczeństwem w ruchu drogowym, że zostałeś rozczarowany, a słowo „bezpieczeństwo” stało się wytrychem, które zastępuje stwierdzenie „potrzebujemy twoich pieniędzy”.

Reklama









Reklama



Reklama










Podziel się:
Reklama
Październik 2021

Zdjęcie: Pawel Czerwinski/unsplash



POBIERZ NUMER




Warte uwagi