Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta
Testy Tech Historia Prawo Felietony Cennik SZUKAJ





Test

Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG - Bez kompleksów



Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG Comfort

Kiedy nastolatek marzy o testowaniu samochodów raczej nie wyobraża sobie siebie za kierownicą Dacii Sandero. A jednak po tygodniowym teście, z pewnym uczuciem żalu, zostawiałem to auto na parkingu dla aut prasowych, mile zaskoczony jak bardzo dojrzała okazała się trzecia generacja tego modelu.

Dacia to tańsza alternatywa dla Renault. Zaczęło się od pierwszego Logana w 2003 roku, który nawet z daleka wyglądał na taniego. W liniach nadwozia ograniczono do minimum przetłoczenia (koszty!), a część podzespołów wzięto z półki, jak na przykład skrzynię biegów z Renault 19. Polski kierowca, zawsze trzymający się za portfel i jakże często widzący w samochodzie „generator prestiżu”, wolał wybrać kilkunastoletnie BMW „z niewielkim przebiegiem, jeżdżone tylko do kościoła”. Dacia? To raczej coś dla emeryta, żeby pojechał na ryby!

Prawie 20 lat później na rynek wjeżdża nowe Sandero. Gdyby zdjąć znaczek, nikt nie domyśliłby się, że to auto budżetowe. Linie nadwozia jednoznacznie wskazują na przynależność do Renault – co widać choćby w charakterystycznych wypukłościach tylnych błotników, które przypominają siostrzane Clio (poprzedniej i obecnej generacji). W tańszym aucie spodziewać by się można świateł halogenowych, ale tu mamy wyłącznie LED. Sandero automatycznie
Reklama
odrygluje drzwi, wykrywając kartę dostępu schowaną w kieszeni. Zajmując miejsce za kierownicą zwrócimy uwagę na tapicerowane elementy nie tylko boczków drzwi, ale także kokpitu. Tu pozdrawiam pewien miejski model marki aspirującej do segmentu premium, w którym kierowcę otacza morze plastiku! W Sandero plastiki są twarde, ale faktura ich powierzchni tworzy niezłe złudzenie miękkości , które utrzymuje się do pierwszego dotknięcia. Za to w czasie jazdy nic nie trzeszczy i nic nie stuka.

Komfort, miękkość i lekkość


Obszyta ekologiczną skórą kierownica obraca się z łatwością. Biegi wchodzą precyzyjnie, a dźwignia została umieszczona znacząco wyżej, dzięki czemu można nią wygodnie operować opierając się na rozkładanym kapitańskim podłokietniku. Zestaw wskaźników jest przyjemnie staroświecki w formie (kojarzył mi się z Renault Clio trzeciej generacji), z komputerem pokładowym dostarczającym standardowy zestaw informacji – ale dla obu rodzajów paliwa! Testowany egzemplarz wyposażony był w fabryczną instalację LPG. Na centralnym wyświetlaczu można zobaczyć nie tylko dokładną ilość gazu w zbiorniku, ale także dystans pokonany na LPG (liczony oddzielnie od benzyny), średnie zużycie paliwa oraz zasięg. W porównaniu ze wskazaniami dla benzyny, brakuje tylko odczytu chwilowego spalania.

Sandero prowadzi się komfortowo. Nierówności znosi z godnością – żadnych niepokojących dźwięków, a wstrząsy są świetnie tłumione przez zawieszenie. Nawet najbardziej nielubiane przez kierowców progi zwalniające dają się pokonać z przepisową prędkością bez nieprzyjemności. Ale czy to, co jest oczywistą zaletą w mieście, przeszkadza w trasie? Okazuje się, że nie. Przy prędkościach autostradowych siła wspomagania kierownicy znacząco maleje, dzięki czemu z łatwością można utrzymać tor jazdy. Gdy prędkościomierz pokazuje 140 km/h w kabinie jest zaskakująco cicho – szumy opływowe są minimalne, silnik – nieuciążliwy, a najgłośniej słychać inne samochody. Zaskakujące, gdy porówna się to z czterokrotnie droższym
Reklama

Renault Espace, w którym w identycznych warunkach było po prostu głośno.

Warto docenić panel sterowania wentylacją (i klimatyzacją) z fizycznymi pokrętłami i przyciskami. Jest to element w całości wyjęty z aktualnie produkowanego Renault Clio. Na szczycie kokpitu umieszczono „tabletowy” ekran inforozrywki. To jeden z niewielu elementów Sandero, gdzie czuć „taniość”. Jakość obrazu jest przeciętna, responsywność ekranu zostawia wiele do życzenia. Ciekawym rozwiązaniem jest zintegrowany uchwyt do telefonu i umieszczone tuż obok gniazdko USB. Z jednej strony nie trzeba już kupować oddzielnego uchwytu i mocować go we własnym zakresie. Z drugiej – w czasie urlopowego wyjazdu łatwo w ten sposób usmażyć smartfona, który będzie grzał się zarówno od ładowania, jak i słońca świecącego przez sporą przednią szybę. A skoro Android Auto działa bezprzewodowo, to czemu brak ładowarki indukcyjnej? Swoją drogą, w nowym Renault Clio jest dokładnie na odwrót – ładowarka indukcyjna jest dostępna, za to Android Auto wymaga kabla.

Drugi rząd siedzeń zapewnia sporo miejsca, co może w miejskim aucie zaskakiwać jedynie do momentu w którym sprawdzimy rozstaw osi. Sandero pod tym względem jest większe od VW Golfa V generacji. Skrajne siedzenia mają isofixy, a bagażnik jest spory – ma 328 litrów wg normy VDA.

Dwa różne oblicza silnika


Pod maską testowanego Sandero pracuje – jakby to nie brzmiało – topowa jednostka napędowa o pojemności 1.0 i mocy 101 KM. Jest to trzycylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy z fabryczną instalacją LPG. Jak na budżetowe auto miejskie, ten silnik zapewnia bardzo dobrą dynamikę do 80 km/h. Nawet dźwięk jest sympatyczny – powiedzmy, że słuchać w nim ambicję, taką chęć wykazania się. Na autostradzie jest nieco gorzej – przyspieszanie powyżej 100 km/h trwa chwilkę, ale bez problemu można utrzymać dozwoloną przepisami prędkość przelotową zużywają 8,5 l benzyny na 100 km.

Reklama


Czy instalacja LPG się opłaca? W mieście, stosując zasady ekojazdy, Sandero zużywa odpowiednio 8,7 l LPG i 6,4 l benzyny na 100 km. Opcja LPG to dodatkowy koszt zaledwie 1000 zł, podczas gdy koszt przejazdu 100 km dzięki temu jest niższy o 12,83 zł (wg średnich cen paliw na 6.05.2021). Oznacza to, że instalacja LPG zwróci się po przejechaniu niespełna 8 tys. km. O ile naprawdę warto docenić jak dobrze ta instalacja jest zintegrowana z resztą samochodu (nawet wlew LPG schowany jest pod tą samą pokrywą co wlew benzyny, zatem niewidoczny z zewnątrz jest #korekwstydu), o tyle na benzynie silnik pracuje odczuwalnie lepiej. Doskonale widać to w działaniu systemu stop&start. Zasilany LPG silnik zatrzymuje się z szarpnięciem, a ponowny rozruch trwa zaskakująco długo. Bez problemu można zdążyć włączyć bieg i zacząć puszczać sprzęgło zanim silnik się włączy. Na benzynie jest nieco lepiej, ale warto docenić możliwość wyłączenia stop&start fizycznym guzikiem poniżej ekranu inforozrywki.

Czy warto?


Najwyższy czas darować ocenianie Dacii poprzez pryzmat „klasizmu”. Nowe Sandero to bezpretensjonalny samochód miejski dla tych, którzy mają bardzo sprecyzowane oczekiwania. Wprawdzie znacznie lepiej sprawdzi się w czasie zawożenie dzieci do szkoły lub weekendowej wizycie w markecie budowlanym niż na parkingu przed modną restauracją (ktoś jeszcze pamięta jak wygląda wizyta w restauracji?!), ale na pierwszy rzut oka nie odstaje już od konkurencji. I ma wszystko to, co potrzebne.

Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG Comfort Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG Comfort Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG Comfort Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG Comfort Dacia Sandero 1.0 Tce 101 KM LPG Comfort







Reklama



Reklama










Podziel się:
Reklama
Październik 2021

Leszek Kadelski



POBIERZ NUMER




Warte uwagi