Podstawą do wprowadzenia zróżnicowania na kierowców godnych bezpłatnego przemieszczania się po ulicach Krakowa (znakomitej jej części, bo jak komunikuje „maszyna informacyjna” miasta, obejmującego 60% jego terenu) i tych, którzy - aby dostąpić tego zaszczytu - muszą zapłacić, jest walka o czyste powietrze w Krakowie. To szlachetny gest władz miasta
względem jego mieszkańców, turystów i każdego przyjezdnego, a że przy okazji pojawiły się (niezaplanowane?) miliony w miejskiej kasie, to „wypadek przy pracy”. Przecież oni zrobili to z „dobroci serca i troski”, a nie dla „kilku” królów znajdujących się na banknotach uznawanych za środek płatniczy w Polsce. W zasadzie, to do takiego ruchu zmusili ich sami kierowcy poprzez swoją nonszalancję. Nie tylko jeżdżą po Krakowie samochodami, to niejednokrotnie takimi, które ponadnormatywnie zanieczyszczają powietrze, jakby robili to złośliwie, szczególnie w porze zimowej i przy minusowej temperaturze. Co gorsza ma się wrażenie, iż „grają na nosie” wybranym przez siebie władzom i zmieniają pojazdy na te ekologiczne wiosną i latem, a nawet jesienią, gdyż wtedy zjawisko smogu nie występuje, a i powietrze wydaje się – co potwierdzają wskazania stacji pomiarowych – być jakości pozwalającej ubiegać się Krakowowi o status uzdrowiska. Kierowcy przez lata byli konsekwentni w tym działaniu, więc władze miasta musiały temu zaradzić. I zaradziły.
Szczególne zaniepokojenie po ich stronie wzbudził poziom dwutlenku azotu (NO2), którego średnioroczna wartość wyniosła prawie 45 µg/m³ (za rok 2024 na stacji pomiarowej umiejscowionej przy al. Krasińskiego). To zdecydowanie za dużo, gdyż obowiązujący limit wynosi 40 µg/m³. Na szczęście istnieje rozwiązanie, które nie tylko można wdrożyć, ale przy okazji, jego wprowadzenie oznacza obligatoryjnie napływ dodatkowych pieniędzy do kasy miasta, i to nie od mieszkańców, czy nawet
przyjezdnych (SCT jest kamieniem milowym KPO). Czyż może być piękniejsze rozwiązanie? No właśnie. Zatem postanowiono je wdrożyć. I to z sukcesem, o czym już teraz wiadomo, po kilkudziesięciu dniach obowiązywania SCT.
Powietrze oczyściło się, i to znacznie, przynajmniej statystycznie i według dokumentów, których treść posłuży jako podstawa ogłoszenia sukcesu SCT w przyszłym roku. Jednak nie ma co czekać tak długo i już teraz można je przytoczyć oraz bez żadnej fałszywej skromności wykrzyczeć „powietrze jest czystsze! Dziękujemy władzo!”. Jak to się stało? W Krakowie funkcjonują dwie stacje komunikacyjne monitorujące jakość powietrza (przy al. Krasińskiego oraz przy ul. Kamieńskiego), jednak do analiz przy planowaniu SCT wzięto wskazania tylko tej pierwszej. To żadna manipulacja, gdyż druga zaczęła pomiary dopiero 22 marca 2024 roku (a że jej właścicielem jest Urząd Miasta Krakowa, to pewnie szybciej się nie dało). Tym samym nie działała ona przez cały rok, więc z wyników jej pomiarów nie można było stworzyć „średniorocznej wartości”. Prawda, że sprytnie? Ale nastał rok 2025, który posłuży za podstawę do określenia jakości powietrza ogłaszanej po 2026 roku, czyli po wprowadzeniu SCT. Jakie zatem ujrzymy dane? Doskonałe. Średnioroczna wartość NO2 w krakowskim powietrzu spadła z 45 µg/m³ do 33,15 µg/m³ (stacja przy al. Krasińskiego odnotowała 40 µg/m³, a ta przy ul. Kamieńskiego 26,3 µg/m³). Co prawda powyższe dane dotyczą roku w którym SCT nie było, ale skoro do jej wprowadzenia posłużyły te z 2024 roku, to trzeba być konsekwentnym. To sukces, którego chcieliśmy, ale się nie spodziewaliśmy, że tak szybko nastąpi. Jeszcze raz władze Krakowa pokazały jak potrafią działać sprawczo. Tym razem wystarczyło tylko zadekretować wprowadzenie SCT, a powietrze tak się wystraszyło, iż samoistnie się oczyściło.
A zatem SCT zostanie zniesiona, bo spełniła swoją rolę. Prawda? Oczywiście, że nie, bo przed nami kolejne wyzwania i już od 2030 roku roczny limit NO2 będzie wynosił 20 µg/m³. Musimy zatem pracować dalej nad poprawą jakości powietrza i... jeżeli jesteś zbyt biedny lub zakochany w swoim obecnym samochodzie aby go zmienić, to płać za wjazd, gdyż tylko w ten sposób twój pojazd stanie się ekologiczny i godny poruszania po Krakowie.