Narodziny potęgi
Shell pojawił się w Nigerii w latach 30. XX wieku, ale prawdziwy przełom nastąpił w 1956 roku, kiedy w Oloibiri (wioska w stanie Bayelsa) odkryto pierwsze znaczące złoża ropy. W kraju, który był kolonią brytyjską i dopiero przygotowywał się do niepodległości (uzyskał ją 1 października 1960 roku), ropa stała się obietnicą szybkiego rozwoju. Shell – dysponujący technologią, kapitałem i doświadczeniem – był naturalnym partnerem dla młodego państwa.
W kolejnych dekadach, zwłaszcza w latach 70. i 80. XX wieku, gdy Nigeria była rządzona przez wojskowe dyktatury, koncern umacniał
swoją pozycję. Państwo, uzależnione od dochodów z ropy, potrzebowało Shella bardziej, niż Shell potrzebował państwa. W praktyce oznaczało to, że koncern działał w warunkach minimalnego nadzoru, a jego wpływy sięgały najwyższych szczebli władzy. To właśnie w tym okresie ukształtował się model funkcjonowania, który później stał się przedmiotem ostrej krytyki: Shell jako partner rządu, a nie społeczeństwa; Shell jako beneficjent słabości instytucji; Shell jako podmiot, który może pozwolić sobie na opóźnianie działań naprawczych, ignorowanie protestów i minimalizowanie odpowiedzialności. W 1995 roku Shell pełnił rolę największego i kluczowego operatora naftowego w Delcie Nigru, wydobywając prawie milion baryłek ropy dziennie. Koncern odgrywał znaczącą rolę w generowaniu przychodów Nigerii z handlu zagranicznego, z czego aż 95,7% pochodziło z eksportu ropy naftowej.
Ken Saro-Wiwa
Najbardziej dramatycznym symbolem konfliktu między koncernem a społecznościami Delty Nigru był proces Kena Saro-Wiwy w 1995 roku. Pisarz, działacz i lider ruchu MOSOP (Movement for the Survival of the Ogoni People - Ruch na rzecz Przetrwania Ludu Ogoni) oskarżał koncern o niszczenie ziemi ludu Ogoni, łamanie praw człowieka, przepisów o ochronie środowiska i domagał się sprawiedliwości. W jego procesie – powszechnie uznawanym za sfingowany – został uznany za winnego i skazany na karę śmierci, którą wykonano dwa dni po ogłoszeniu wyroku. Razem z nim stracono ośmiu innych działaczy. W czerwcu 2025 roku rząd Nigerii dokonał symbolicznego ułaskawienia
wszystkich dziewięciu skazanych. Jednak decyzja ta zapadła kilka miesięcy od spotkania prezydenta Boli Tinubu z przywódcami ludu Ogoni, podczas którego omawiano perspektywy wznowienia wydobycia ropy na ich obszarach, co wielu z nich uznało za znieważenie pamięci skazanych.
Choć Shell konsekwentnie zaprzeczał, jakoby miał wpływ na decyzje wojskowego rządu, organizacje praw człowieka przez lata wskazywały na pośrednią odpowiedzialność koncernu. Egzekucja Saro-Wiwy i pozostałych aktywistów stała się punktem zwrotnym. Od tego momentu Shell był już nie tylko firmą naftową, ale także symbolem globalnej niesprawiedliwości.
Od ekologicznego raju do strefy skażenia
Delta Nigru to jeden z najbardziej złożonych ekosystemów na świecie. Sieć rzek, bagien, lasów namorzynowych i terenów rolniczych przez wieki zapewniała mieszkańcom pożywienie oraz źródło utrzymania. Wraz z rozwojem przemysłu naftowego region ten zaczął jednak ulegać degradacji na niespotykaną skalę. Wyciek za wyciekiem, pożary instalacji, spalanie gazu na otwartym powietrzu, nieszczelne rurociągi, korozja, brak konserwacji, to codzienność, którą mieszkańcy Delty znają od lat 70.
Wyciek w Bodo z lat 2008–2009 to jedna z najbardziej znanych katastrof ekologicznych w Nigerii. Dwa ogromne rozszczelnienia rurociągów Shella doprowadziły do skażenia rzek, pól i terenów rybackich. Mieszkańcy przez lata walczyli o odszkodowania, a Shell zgodził się na wypłatę rekompensaty dopiero po pozwie w brytyjskim sądzie. Jeszcze innym symbolem zaniedbań jest „gas flaring” (spalanie gazu na otwartym powietrzu). Choć praktyka ta jest formalnie zakazana od 1984 roku, Shell przez dekady ją kontynuował, tłumacząc się brakiem infrastruktury. Skutki były katastrofalne: kwaśne deszcze niszczyły uprawy, a mieszkańcy cierpieli na choroby układu oddechowego.
Według danych Amnesty International tylko w latach 2011–2021 odnotowano ponad tysiąc wycieków ropy, z czego znaczna część dotyczyła infrastruktury Shella. Raport ONZ/UNEP z 2011 roku dotyczący Ogonilandu (obszar o powierzchni blisko 1000 kilometrów kwadratowych leżący w regionie Delty Nigru, będący trzecim co do wielkości ekosystemem namorzynowym na świecie) był równie wstrząsający i wskazywał, iż pełne oczyszczenie regionu może potrwać nawet 30 lat. Opisał oraz udokumentował wieloletnie zaleganie ropy w glebie i strefie wodonośnej, ekstremalne skażenie wód gruntowych, a także przypadki przekroczeń norm WHO dla benzenu nawet o 900 – 1000 razy.
W Delcie Nigru ropa nie przyniosła dobrobytu. Przyniosła utratę źródeł utrzymania. Rybołówstwo – podstawowa gałąź lokalnej gospodarki – zostało zniszczone, gleba stała się jałowa, a woda niezdatna do picia. W wielu miejscach dzieci dorastają w otoczeniu, w którym zapach ropy jest tak powszechny, że przestaje być zauważalny. Mieszkańcy Delty od lat podkreślają, że inwestycje społeczne Shella były symboliczne i często służyły bardziej budowaniu wizerunku niż realnej poprawie warunków życia. Szkoły bez nauczycieli, kliniki bez lekarzy, programy rozwojowe bez kontynuacji – to częsty obraz projektów, które miały być dowodem „odpowiedzialności społecznej”.
Niepewna przyszłość
W 2021 roku Shell ogłosił zamiar sprzedaży swoich aktywów lądowych. W marcu 2025 roku transakcja została sfinalizowana: koncern sprzedał swoje udziały w SPDC – spółce odpowiedzialnej za działalność na lądzie i wodach płytkich – za około 2,4 miliarda dolarów. Nabywcą zostało konsorcjum Renaissance, złożone głównie z firm nigeryjskich. Dla Shella to koniec działalności lądowej, ale nie koniec obecności w Nigerii. Koncern nadal inwestuje w projekty głębokowodne i LNG, które są mniej ryzykowne, bardziej dochodowe i – co najważniejsze – mniej narażone na konflikty społeczne. Dla Nigerii, to największa transakcja w historii sektora energetycznego. Dla mieszkańców Delty, kolejna niewiadoma.
Amnesty International ostrzegała, że sprzedaż nie powinna zostać zatwierdzona bez oceny szkód środowiskowych i zabezpieczenia praw mieszkańców. Po finalizacji transakcji organizacja podkreślała, że społeczności – jak ta w Bodo – nadal walczą o sprawiedliwość, tym razem już przeciwko nowemu właścicielowi. Nowy operator przejął infrastrukturę, która jest stara, nieszczelna i wymaga ogromnych nakładów finansowych. Nie ma dowodów, że rozpoczęto szeroko zakrojone działania naprawcze. W praktyce oznacza to, że problemy, które narastały przez dekady, nie zniknęły wraz ze zmianą właściciela.
Sprzedaż aktywów Shella to przede wszystkim zmiana struktury własności, która nie rozwiązuje fundamentalnych problemów: skażenia środowiska, braku odpowiedzialności za historyczne szkody, konfliktów społecznych, przestarzałej infrastruktury i słabości instytucji państwowych.
Delta Nigru pozostaje jednym z najbardziej zanieczyszczonych regionów świata. Mieszkańcy nadal żyją w otoczeniu, które zagraża ich zdrowiu i przyszłości. A Shell – choć formalnie wycofał się z działalności lądowej – pozostaje „aktorem”, którego decyzje z przeszłości będą wpływać na Nigerię jeszcze przez dekady. Kto oczyści deltę? To pytanie, które powraca w raportach, debatach i rozmowach z mieszkańcami. Oczyszczenie Delty Nigru wymaga ogromnych nakładów finansowych, technologicznych i organizacyjnych. Potrzebuje też politycznej woli – zarówno ze strony Nigerii, jak i międzynarodowych partnerów. Na razie nie ma pewności, kto podejmie się tego zadania. Pewne jest jedno: katastrofa ekologiczna w Delcie Nigru nie jest historią zamkniętą. To proces, który trwa, a jego skutki będą odczuwalne jeszcze długo po tym, jak Shell przeniesie swoje inwestycje na głębokie wody Atlantyku.