Zapoznanie, czyli przygotowanie do pracy
Ta część przypadła laikowi, czyli mi, standardowemu konsumentowi, któremu zamarzyło się posiadanie PLSA 40-li A1. Parkside doskonale przewidział zaawansowanie techniczne osób mogących chcieć używać tego urządzenia i jeżeli potrafisz przygotować do pracy standardowy odkurzacz – połączyć ze sobą rury oraz umieścić wtyczkę w gniazdku bez wywołania spięcia – to powinieneś poradzić sobie z przygotowaniem do pracy PLSA 40-li A1. Jest to maksymalnie uproszczone, bo w paczce znajduje się kompletny zestaw (bez baterii). Złożenie PLSA 40-li A1 tak po prawdzie sprowadza się do połączenia rur, przytwierdzenia
kółek oraz paska na ramię. Jedyną niewiadomą była rola czterech wkrętów, ale zagadkę szybko wyjaśniła instrukcja obsługi. Ostatnią czynnością pozostało naładowanie dwóch baterii, a tak po prawdzie doładowanie ich, gdyż fabrycznie posiadały one w sobie trochę zgromadzonej energii. Po około godzinie – jedna bateria (20V, 2 Ah) ładowała się 30 minut, a ja dysponowałem jedną ładowarką – byłem gotowy i przygotowany na przyjazd profesjonalisty, czyli ogrodnika.
Okiem profesjonalisty
Ogrodnik, pierwsze co zrobił, to skrupulatnie zdemontował niektóre elementy PLSA 40-li A1, które ja pieczołowicie składałem, a mianowicie kółka oraz pasek na ramię. Następnie włączył urządzenie i wziął się do pracy, którą z uwagą obserwowałem. Nie trwało to długo. PLSA 40-li A1 potrzebował około 15 minut, aby rozładować baterie, tym samym mogliśmy spokojnie porozmawiać. W opinii profesjonalisty to bardzo dobry sprzęt, o sporej mocy, która przekłada się na efektywną i komfortową pracę. Niepokoju nie wzbudza również jego konstrukcja oraz jakość wykonania, która sprawia wrażenie solidnej. Nie jest to urządzenie profesjonalne, przeznaczone do długotrwałej pracy, ale na zwykłe domowe potrzeby jak najbardziej polecane.
Okiem laika
Po ponownym naładowaniu baterii, co trwało około 2 godzin na każdą, sam zabrałem się ochoczo do odkurzania i mielenia (tak, ten sprzęt ma i tę funkcję), co znów trwało około 15 minut, zanim baterie rozładowały się. Pierwotnie do pracy ponownie przytwierdziłem kółka oraz pasek, ale okazało się, że ogrodnik miał rację, wcześniej je demontując. Trzeba się było jednak o tym samodzielnie przekonać. Mi w pracy przeszkadzały, jednak to subiektywna ocena i minimalnym wysiłkiem umysłowym jestem w stanie wyobrazić sobie osoby, dla których te akcesoria
będą pomocne. Lepiej, że znalazły się na wyposażeniu PLSA 40-li A1, bo daje nam to wybór i możliwość sprawdzenia, która forma pracy jest dla nas łatwiejsza i przyjemniejsza.
PLSA 40-li A1 pracuje się bardzo dobrze. Dmuchawa ma wystarczającą moc, aby poradzić sobie nawet z częściowo mokrymi liśćmi, zdmuchując je bezwysiłkowo zarówno z kostki brukowej, trawnika, jak i kamieni. Dodatkowo, praca w trybie turbo rozwiewa wszelkie wynikłe trudności i... równie szybko opróżnia baterie. Regulowana moc doskonale sprawdza się przy doborze tej właściwej do podłoża Ale nie ta funkcja była dla mnie kluczowa przy wyborze PLSA 40-li A1. Zdecydowanie ważniejszą był odkurzacz z funkcją mielenia. Uprzedzając wypadki i tutaj urządzenie sprawdziło się świetnie. Pierwszym zadaniem, jakie przed nim postawiłem było sprawdzenie mocy i w jaki sposób poradzi sobie z wciągnięciem liści znajdujących się na kamieniach i pomiędzy nimi. Mam takie kamyki, powiedzmy średniej wielkości, wysypane w pewnych częściach ogrodu, których funkcją – oprócz estetyki – jest zblokowanie robota koszącego, aby nie zakopał się w grząskim terenie. Test był prosty. Sprawdzenie, czy odkurzacz ma wystarczająco mocy, aby lekko podnieść kamyczki i wyssać liście, równocześnie nie wciągając kamyków. I PLSA 40-li A1 właśnie to robi. Nie ma na tyle dużej mocy, aby kamienie zassać do części mielącej, co profesjonalnym odkurzaczom o dużej mocy się zdarza. Kolejnym zadaniem było wciągnięcie i zmielenie liści wokół drzewek i krzewów oraz niejako przy okazji małych gałązek, które są wynikiem podcinania drzew i krzewów na jesieni. Tu też urządzenie radzi sobie bardzo dobrze.
Kwasik
Niestety, w pewnym momencie PLSA 40-li A1 stracił moc i skończyła się „zabawa”. Już myślałem, że coś się spaliło lub zepsuło, bo i dźwięk odbiegał nieco od normy, ale czuwający nade mną ogrodnik powiedział, że to normalne i wyjaśnił przyczynę. Stało się to przy odkurzaniu przy świeżo podciętym dereniu. Roślina ta ma dość miękkie gałązki, które w efekcie oplatają i zapychają wirnik, zanim zostaną zmielone. Dla jasności, to nie tylko przypadłość PLSA 40-li A1, gdyż również w urządzeniach profesjonalnych tak może się zdarzyć. I tutaj pojawił się mankament urządzenia. O ile składanie go nie nastręcza trudności, o tyle aby dostać się do wirnika i oczyścić go, należy odpiąć akumulatory, odkręcić 4 wkręcone śrubki i zdemontować rury. Nie jest to skomplikowana procedura, ale niestety wymaga śrubokręta (gwiazdki), który należy mieć przy sobie, no i czasu, bo to chwilę trwa. Szkoda, że nie da się oczyścić wirnika w jednym lub dwóch ruchach. Co prawda Parkside przewidział możliwość dostania się do wirnika bez konieczności rozbierania urządzenia – za pośrednictwem klapki – ale jest to niewygodne i stosunkowo często nie pozwala na dokładne oczyszczenie wirnika. Ta przypadłość PLSA 40-li A1 wzbudziła we mnie pewnego rodzaju niepokój co do trwałości plastikowego wirnika. Wypada tylko mieć nadzieję, iż zastosowany do jego budowy plastik – wraz z łopatkami – jest na tyle elastyczny, i nie będzie tej elastyczności tracił w miarę upływu miesięcy oraz lat, że ten element nie stanie się dla PLSA 40-li A1 „piętą achillesową”.
15 minut
Nie zdziwiłbym się, gdyby na informację, iż w pełni naładowane baterie wystarczają na piętnaście minut pracy, pierwszą reakcją byłoby, że to zbyt krótko. Też tak miałem. Jednak teraz tak nie sądzę. Powody ku temu są przynajmniej trzy. Pierwszy wynika z tego, że pracując hobbistycznie w ogrodzie, kiedy ma sprawiać to przyjemność, 15 minut pracy jest wystarczającym czasem, aby zrobić sobie przerwę i pozachwycać się efektami. Drugim jest waga PLSA 40-li A1. O ile okolice trzech kilogramów (tyle waży wraz z bateriami) nie są wyzwaniem przy przenoszeniu, to przy długotrwałym trzymaniu stają się odczuwalne. Trzecim jest wielkość worka na zmielone liście i gałązki, która jest tak dobrana, że niemal wraz z wyładowaniem się baterii jest on zapełniony.
Podsumowując
Jako posiadacz pięcioarowej działki z kilkoma drzewami liściastymi uważam, że PLSA 40-li A1 jest bardzo dobrym urządzeniem spełniającym swoją rolę, a nie tylko obiecującym jej spełnienie. Oczywiście, jak każde urządzenie akumulatorowe posiada swoje ograniczenia, jednak wykonane jest solidnie, co budzi dość spore zaufanie i nie daje podstaw, aby sądzić, że trzeba je będzie naprawiać po pierwszym zmielonym liściu lub gałązce. Jego waga jest dobrze dobrana, poręczność na wysokim poziomie, nie przegrzewa się pod obciążeniem, a w trakcie pracy wydobywa z siebie akceptowalny poziom dźwięku (w porównaniu ze spalinowymi odpowiednikami jest wręcz ciche).
PLSA 40-li A1 jest godny polecenia, ale przynajmniej pod jednym warunkiem, a mianowicie, że nie będzie to jedyne urządzenie akumulatorowe Parkside w twoim warsztacie, domu, mieszkaniu, czy też ogrodzie. Powód jest prozaiczny. O ile cena za PLSA 40-li A1 została dobrze skalkulowana (w trakcie przeprowadzania testu wynosiła w okolicach niecałych 330 PLN), to konieczne jest dokupienie do niego baterii oraz ładowarki. Wliczając ich koszt, wartość całego kompletu rośnie ponad dwukrotnie, co już nie jest atrakcyjną ofertą.
Specyfikacja Parkside PLSA 40-li A1:
Napięcie znamionowe: 40V (2 × 20V)
Maksymalna prędkość nadmuchu: 320 km/h
Maksymalna moc ssania: 160 l/s
Worek na odpady: 45 l
Typ ochrony: IPX0
Waga (bez akumulatorów): 2,58 kg (tryb dmuchawy), 2,99 kg (tryb ssania)
Czas ładowania ładowarką PLG 20 A4/C1 2,4A: 60 minut (akumulator PAP 20 B1 2 Ah)
Wymiary: 122 cm (długość) x 24,5 cm (szerokość) x 46,5 cm (wysokość)