Dzięki dziurom w obudowie można podglądnąć wnętrze DM6 Holey
Ta świecąca leda daje naprawdę ostre światło (w najjaśniejszym punkcie swojego świecenia)
KONIEC GALERII
Runda 1
- Trzeba przyznać, że nie tylko pudełko dobrze się prezentuje, ale przede wszystkim jego zawartość, czyli mysz DM6 Holey.
- Zgodzę się. Faktycznie została dobrze i estetycznie wykonana. Nawet kabelek łączący ją z komputerem, który przypomina sznurówkę, ma ciekawą strukturę.
- Poza tym dobrze leży w dłoni i nawet te dziury, które mają maksymalnie obniżyć jej wagę, nie
wprowadzają dyskomfortu. W Dream Machines naprawdę się przyłożyli, aby pierwsze wrażenie było bardzo dobre i w pełni im się to udało.
- Zgadzam się, ale czy my nie przesadzamy z tymi zachwytami?
- W żadnym wypadku, przecież zasłużyła.
Runda 2
- Podoba mi się, że pomimo iż producent udostępnia sterownik do niej, to nie trzeba z niego korzystać. Ja po prostu wpięłam ją do komputera i... zaczęłam pracować. Oczywiście, wybierając odpowiednią jej rozdzielczość, która najbardziej mi spasowała. Wiesz, że do końca testu nie wgrałam oficjalnego sterownika? Najpierw pamiętałam, żeby to zrobić, ale że działała zgodnie z moimi oczekiwaniami, zapomniałam o tym.
- To może nie chwal się tym, bo zaraz posądzą cię o brak profesjonalizmu i rzetelności w ocenie.
- Nawet jak stwierdziłam, że działała zgodnie z oczekiwaniami?
- To ty nie znasz ludzi?
- Fakt.
- Mnie „rzuciło się w oczy” coś innego. To nie jest mysz dla osób, którym pocą się dłonie. O ile pot może nie spowoduje awarii DM6 Holey, to sama świadomość, że kapie do jej wnętrza, może wywołać komplikacje w sferze psychicznej użytkownika. Wszystko to przez jej budowę, która nie jest jednolita, a posiada w swojej konstrukcji dziury, jak szwajcarski ser. I faktycznie to są dziury, niczym nie przysłonięte. Dzięki nim, posiadając nawet przeciętny wzrok, można pooglądać wnętrzności DM6 Holey.
- Czyli mamy kolejną rzecz, nad którą lepiej nie jeść kanapki. Do klawiatury doszła mysz.
- Chyba że chcesz przechować w niej okruszki jedzenia na trudniejsze czasy, to przyda się jako podręczna spiżarnia.
- Nie ironizuj. Ale faktycznie, te dziury zdecydowanie wyróżniają DM6 Holey na tle konkurencji, tyle że w codziennym użytkowaniu nie jest to zbyt dobre rozwiązanie.
- To niejedyna niedoskonałość DM6 Holey, ma ona przynajmniej jeszcze jedną.
- Jaką?
- Przez te konstrukcyjne dziury widać świecącą się kolorową ledę, której blask razi. Nawet nie da wybrać się koloru, gdyż ten automatycznie zmienia
rozdzielczość myszy. Oczywiście, światło ledy w trakcie używania DM6 Holey zakrywa się dłonią, jednak kiedy pisze się na klawiaturze, a mysz znajduje się obok laptopa, niesamowicie to światło absorbuje oraz przeszkadza, i to nawet w nasłonecznionym środowisku. Co gorsza, ta leda nie świeci się jednostajnie, a zmienia natężenie.
- Dobra marudo, to ja dla odmiany mam pozytyw.
- Dajesz.
- Bardzo spodobała mi się praca przycisków, które mają właściwy poskok oraz stawiają opór, który mi odpowiada. Tak samo kółeczko, którego działanie jest precyzyjne.
- Tutaj pełna zgoda.
Runda 3
- Nie da się nią pracować, jest zbyt lekka. Jakbym była świeżo po oglądnięciu dowolnej części „Gwiezdnych wojen”, to byłabym w stanie przesuwać ją myślami. Nawet złapałam się na tym, że zastanawiam się, czy mogę otworzyć okno, czy też włączyć wiatrak, żeby samoistnie nie zmieniła swojego położenia.
- Trochę przesadzasz. Aczkolwiek faktycznie DM6 Holey waży ekstremalnie mało.
- Nie przesadzam. Ostatnio uświadomiłam sobie, że wykonując precyzyjny obrys, praktycznie przestałam oddychać, żeby zrobić go dobrze. Na szczęście udało się.
- Zmień podkładkę. U mnie to pomogło. Co prawda trochę musiałem pokombinować, aby dobrać taką o właściwej strukturze, ale teraz pracuje mi się znakomicie. Precyzyjnie, pewnie oraz stabilnie, i to bez względu jak dokładne rzeczy wykonuję. Oczywiście, równie ważne jest na jaką rozdzielczość ustawiłaś sobie mysz, ale to łatwo sprawdzisz po kolorze świecącej się ledy oraz czułości DM6 Holey.
- Faktycznie, z tą podkładką to jest rozwiązanie, ale długofalowo u mnie to nie przejdzie, jestem leworęczna. Co prawda, prawa ręka nie służy mi jedynie jako stojak, żebym miała o co oprzeć głowę, ale precyzyjnych prac nią nie zrobię. Takie muszę lewą, a nie będę przecież używała dwóch myszy: DM6 Holey do codziennych biurowych prac, a innej do precyzyjnych.
- Nawet tego nie zauważyłem, że jest w ten sposób wyprofilowana. Patrząc się na nią, nie rzuca się to w oczy, ale faktycznie całkowicie inaczej czuje się ją w lewej dłoni.
Werdykt
DM6 Holey (w momencie pisania testu kosztująca 89 PLN na stronie Dream Machines) nie jest półproduktem, to pełnowartościowa mysz, która sprawdziła się we wszystkich postawionych przed nią zadaniach. Jednak, aby w pełni czuć się usatysfakcjonowanym, konieczne jest spełnienie kilku warunków: musisz operować myszą prawą ręką, posiadać odpowiednią podkładkę oraz być niewrażliwym na wydobywające się z jej wnętrza - przyciągające uwagę - światło, kiedy nie zakrywa się jej dłonią.
Specyfikacja Dream Machines DM6 Holey:
Sensor: Optyczny PMW3360
Prędkość maksymalna: 7.0 m/s (250 IPS)
DPI: 400, 800, 1200, 2400, 4800, 12000
USB: Pozłacane
Przyciski: 7 + scroll
Przycisk lewy i prawy: Huano 20.000.000 kliknięć
Przyciski boczne: 3 000 000 kliknięć
Scroll: Huano
Przewód: sznurówka 1,8 metra
Wymiary: 129 x 66 x 40 mm
Waga: 69 g
Zawartość: mysz, instrukcja obsługi