Program do personalizacji Dream Machines DM7 Switch
KONIEC GALERII
Z rąk do rąk
Pierwszy kontakt z DM7 Switch jest zaskakująco pozytywny. Została wykonana z materiałów miłych w dotyku, z którymi chce się obcować. Spasowanie poszczególnych elementów także stoi na wysokim poziomie, a jej kształt oraz wyprofilowanie pozwala na komfortowe użytkowanie. A przynajmniej nam nie udało się znaleźć osoby, dla której codzienna praca z nią byłaby obarczona znacznymi kompromisami. A naprawdę
staraliśmy się, i z taką samą intensywnością DM7 Switch używały osoby posiadające różnej wielkości dłonie. Wszystko to sprawiło, iż pierwsze zadanie przeszła „śpiewająco”.
Waga DM7 Switch wydaje się być również optymalna. Jest na tyle ciężka, że wiatr pochodzący od otwartego okna czy też pęd powietrza wypluwanego przez wentylator nie przesunie jej, i na tyle lekka, że nawet całodzienne użytkowanie jej nie powoduje przyrostu masy mięśniowej. Przewód łączący ją z komputerem przypomina sznurówkę do butów górskich i pomimo iż jest szorstki w dotyku, to sprawia wrażenie, że nawet jak nie będzie przesuwał się po gładkiej niczym szkło powierzchni, nie przetrze się tuż po upływie gwarancji ani w jej trakcie. Dodatkowo jego długość (1,8 metra - nawet go zmierzyliśmy wyspecjalizowanym narzędziem służącym do tego - w najbardziej rozwiniętej formie, którą można skracać za pomocą elastycznej opaski) zapewnia nie tylko komfortową pracę, ale również potrafi przynieść radość miałczącym futrzanym domownikom (jeżeli aktualnie ma się Home Office) lub firmowym stróżom równowagi psychicznej. Bo czy jest coś piękniejszego oraz bardziej intrygującego niż luźno dyndająca sznurówka, aby się nią zainteresować i przynajmniej - od czasu do czasu - trącić łapką? No właśnie. Ta funkcja zabawiacza przypadła nam do gustu.
DM7 Switch, w swojej dolnej części, posiada świecące logo (można je wyłączyć, czy też skonfigurować pod siebie zmieniając barwę i natężenie). W trakcie użytkowania jest ono niezauważalne - zasłania się je nadgarstkiem - jednak kiedy mysz leży nieużywana, wygląda jak wyrzut sumienia i neon z hasłem „dlaczego ty nie pracujesz”.
DM7 Switch wyposażona została w wymienne przełączniki, które dostępne są o różnej twardości oraz żywotności. Kailh GM 8.0 (wyposażenie seryjne) posiada średnią twardość i żywotność 80 mln kliknięć. Do wyboru są również Huano Blue
Shell (duża twardość, 20 mln kliknięć) oraz Omron (niska twardość, 20-50 mln kliknięć). Wszystkie one są w tej samej cenie, która na moment pisania testu w firmowym sklepie internetowym wynosiła 9 PLN. Nie tylko jest to ciekawe rozwiązanie, ale nad wyraz użyteczne, a dojście do tego wniosku zdziwiło również nas.
Personalizacja
Dream Machines na swojej stronie internetowej udostępnia sterownik do DM7 Switch. Trzeba go samodzielnie pobrać oraz zainstalować. Pozwala on na personalizację myszy w dosyć szerokim zakresie. Od wyboru funkcji, którą mają realizować poszczególne przyciski, po ogólnie pojętą czułość oraz podświetlenie loga, a kończąc na ustawieniach makro. Czy jest on niezbędny? Wykonane testy pokazały, że nie i w naszym przypadku DM7 Switch doskonale radziła sobie również na standardowych sterownikach wbudowanych w Windowsa. Oczywiście sprawdziliśmy ją również na dedykowanym sterowniku, ale w ramach przetestowanych przez nas funkcjonalności różnica w jej działaniu była praktycznie niezauważalna. Tym bardziej że najważniejsze ustawienie (z naszej perspektywy), czyli wybór jej odpowiedniego DPI (czułości) zmienia się przyciskiem umiejscowionym na jej spodzie, co sygnalizowane jest zmianą koloru LED-u przy nim.
Taśma produkcyjna
Na początek łatwe - oby - zadanie, czyli klasyczna praca biurowa. Trochę maili, arkuszów kalkulacyjnych i przeskakiwanie pomiędzy programami. Wynikiem testu nie byliśmy w ogóle zdziwieni. Ze wszystkimi postawionymi przed nią próbami poradziła sobie znakomicie. Nawiasem mówiąc, tak samo jak tańsze i droższe myszy (DM7 Switch w momencie pisania testu na stronie Dream Machines kosztowała 109 PLN), ale dla rzetelności testu i „spokoju ducha” trzeba było sprawdzić ją i w tym środowisku. Podnieśliśmy zatem poprzeczkę, jednak nie stopniowaliśmy trudności i od razu DM7 Switch trafiła w ręce grafików. To wymagające dla myszy środowisko, gdzie oprócz samej precyzji wskazań i działania ważna jest również wrażliwość przycisków oraz ich podatność na długotrwały nacisk. Być może to dziwne, ale werdykt grafików był jednogłośny: bardzo dobra. Dodatkowo zwrócili oni uwagę na jej ergonomiczny kształt, który znakomicie sprawdził się w ich pracy, nie przyczyniając się do ponadnormatywnego zmęczenia ręki.
Niewątpliwą zaletą DM7 Switch jest również jej niewrażliwość na podłoże, po którym się porusza. W zasadzie jest jej obojętne, czy jest to gładki blat biurka, dedykowana podkładka, czy też koc. W tym zakresie jest wyrozumiała.
Tylko się nie pokłóćcie
Mysz DM7 Switch w trakcie naszych testów sprawdziła się w każdym postawionym przed nią zadaniu. Nie robiło jej różnicy, czy traktowana była po macoszemu przy standardowych pracach biurowych, czy też musiała wykazać się cierpliwością na długotrwałe naciśnięcia przycisków (przy projektowaniu graficznym). Tym samym nazywanie jej myszą gamingową ogranicza ją, a nie powinno tak być. Zatem, jeżeli nie grasz namiętnie, a DM7 Switch „skradła twoje serce”, przynajmniej w stopniu porównywalnym do naszego, to bez żadnej bojaźni, strachu, czy też paniki, kup ją i korzystaj z niej tak, jak chcesz. Tym bardziej że nikt nie sprawdza w jaki sposób jest użytkowana, ani sprzedawca, ani Dream Machines. Naprawdę.
Specyfikacja Dream Machines DM7 Switch:
Sensor: PixArt 3370
Prędkość maksymalna: 10 m/s (400 IPS)
DPI: 400, 800, 1600, 3200, 5000, 19000
USB: Pozłacane
Przełączniki: Kailh GM 8.0 (wymienne)
Przycisk lewy i prawy: Kailh GM 80 000 000 kliknięć
Przyciski boczne: 3 000 000 kliknięć
Scroll: Huano
Przewód: sznurówka 1,8 metra
Wymiary: 121 x 63 x 39 mm
Waga: 75g
Podświetlenie: logo
Zawartość opakowania: mysz, instrukcja obsługi