Lektura specyfikacji technicznej praktycznie dowolnego modelu wzbudza uczucie beztroski. Zgodnie z nią, każdy z nich, potrafi nie tylko samodzielnie utrzymać się na swoim pasie, wyhamować w momencie zagrożenia, ale również - bez udziału kierowcy - poruszać się w korku. Wszystko to dzięki coraz większej
liczbie elektronicznych systemów. Po co zatem doskonalić swoje umiejętności, skoro model został przygotowany i przetestowany przez największych specjalistów marki, aby zapobiegać nie tylko wypadkom, ale by również odciążyć kierowcę w jego prowadzeniu. Tym samym dalsze polepszanie i przygotowywanie się na nieprzewidziane warunki drogowe jest bez sensu. Prawda?
Pomimo, że systemy ingerujące w samochód mają za zadanie wspomaganie kierowcy, a nie jego zastąpienie, to ten aspekt jest pomijany i bardzo często są one traktowane jak niedoskonała – bo trzeba trzymać dłonie na kierownicy - autonomiczna jazda. Rodzi to swoistego rodzaju komplikacje, a wręcz uwstecznianie się kierowców, co prowadzi do niebezpiecznych zachowań. Przestają oni przewidywać sytuacje na drogach i coraz częściej są nimi zaskakiwani. Stali się współczesną wersją psów Pawłowa i reagującą jedynie na pikanie, a nie to co widzą ich oczy, które – co jest zatrważające – nie patrzą przez przednią szybę tylko na smartfona trzymanego w ręce lub będącego w uchwycie (to u tych kierowców, którzy dotarli do zapisu w przepisach gdzie widnieje iż inaczej mogą zostać ukarani mandatem). Tym samym producenci stworzyli swoistego rodzaju zombie za kierownicami samochodów, oczywiście mające wszelkie stosowne uprawnienia do kierowania nimi.
Jednym z elementów doskonalenia jazdy jest ekojazda. Zajęcia mają na celu nauczenie kierowcy takiego zachowania za kierownicą, aby jego
samochód efektywnie spalał paliwo, tym samym ograniczając zapotrzebowanie na nie. Jednak i w tym zakresie producenci postanowili zadziałać i wprowadzili swoje rozwiązania. W Toyocie służy do tego technologia geofencingu. Analizuje ona trasę oraz ruch drogowy wykorzystując nawigację w chmurze. Zebrane dane zestawia z informacjami o stylu jazdy kierowcy oraz najczęściej pokonywanymi przez niego trasami i automatycznie zmienia tryby jazdy między napędem elektrycznym, a hybrydowym w zależności od lokalizacji. System samodzielnie dobiera odpowiedni tryb pracy napędu, uwzględniając poziom naładowania baterii i sytuację na drodze. Oczywiście to nie jedyna marka ingerująca w ten sposób. Kolejnym sposobem stosowanym przez producentów jest „nauka” przez samochód naszych codziennych tras. „Uczy się” on wykorzystując dane z nawigacji (czasami wymaga każdorazowego ustawienia celu podróży) oraz ruchu drogowego. Poznawszy rytuał i trasy kierowcy, tak dobiera bieżący tryb napędu, aby zapotrzebowanie samochodu na paliwo był jak najmniejsze.
Jakiego zatem można obecnie użyć argumentu, aby przekonać kogokolwiek do doskonalenia techniki swojej jazdy? Wydaje się, iż wszystkie zostały przez producentów „wytrącone z rąk”. W obiegowej opinii, takie kursy nie wniosą niczego nowego czego nie potrafi, i nie zrobi, współczesny samochód. Kierowca ma mu jedynie nie przeszkadzać. To mylne myślenie, ale takie jest i coraz bardziej się utrwala. Mamy zatem coraz „mądrzejsze” samochody (nie nieomylne) i coraz głupszych kierowców, którzy niebezpiecznie zbliżają się do odpowiednika pasażera, a nie dysponenta jazdy. Tym samym nie tyko poziom spalania paliwa, ale przede wszystkim bezpieczeństwo w ruchu drogowym coraz częściej uzależnione jest od prawidłowego działania systemów i elektroniki samochodowej. Dopóki robią to zgodnie z założeniami, nie jest najgorzej. Sytuacja diametralnie zmienia się kiedy kierowca nie może liczyć na ich ingerencję. Co gorsza, długotrwałe obcowanie z nimi, przyczynia się do praktycznie całkowitego zatracenia wszelkich odruchów za kierownicą. Powoduje to, że w sytuacji zagrożenia kierowca jest zaskoczony i traci cenne sekundy na wyjście z niebezpiecznej sytuacji. Posiadając stosowne umiejętności, a co za tym idzie właściwe odruchy, nawet w stresującej sytuacji – jaką niewątpliwie jest niespodziewana sytuacja drogowa – zdecydowanie łatwiej wyszedłby z niej. Niestety wydaje się, iż nie da się cofnąć powyższego trendu, ale warto próbować, zaczynając od właściwego traktowania systemów, jako elementów wyposażenia samochodu mających jedynie wspomagać kierowcę w prowadzeniu. Już sam ten fakt może spowodować, iż część z nich zda sobie sprawę ze swoich niewielkich umiejętności i postanowi to zmienić. Oby.