Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

logo kdk.pl
Testy Tech Historia Prawo Felietony Inspiracje ikona szukaj
Testy Tech Historia Prawo Felietony Ekomoto Inspiracje KATALOG FIRM Cennik logo KATALOG dla kierowców SZUKAJ






Felieton

Reklama za którą obecnie Hyundai zostałby potępiony. Obawiam się, że nawet przez samego diabła


Robert Lorenc


Hyundai Kona N

Mam wrażenie iż w dzisiejszych czasach zrobienie czegokolwiek, co nie wzbudziłoby kontrowersji, a w następstwie „dyskusji” zakończonej potępieniem twórców jest praktycznie niemożliwe. Wydaje się że każdy z materiałów – tekstów, filmów, czy też reklam – konsumowany jest pod kątem niezgodności z obecnie przyjętymi normami lub – wyrażając się mniej parlamentarnie – żeby się do czegoś w nich przyczepić. Mam idealnego „chłopca do bicia”, jest nim reklama Hyundaia Kona N.

Na szubienicę z nim...


Reklama Hyundaia Kony N zawiera wszystkie elementy, którymi nie powinien epatować żaden model samochodu. Już od jej




pierwszych kadrów (długiej wersji, bo trwającej 72 sekundy) atakowani jesteśmy głośnym wydechem modelu, ruszaniem z piskiem opon i szybką jazdą (o czym świadczy błyskawicznie przesuwający się krajobraz ulicy i miasta). Potem jest tylko gorzej. Wraz z kamerą jedziemy na łono natury, aby posiedzieć przy ognisku. Czy my mało jeszcze ją zdewastowaliśmy, aby dodatkowo w ten sposób ją obciążać? W międzyczasie Hyundai Kona N rozjeżdża niemal dziewicze tereny (tak można wywnioskować z kadrów) gdzie z pewnością żyją stworzenia u których ryk wydechu modelu może wywołać traumę. Końcówka reklamy wcale nie jest lepsza. Pokazuje ona szaleńczą jazdę na torze. Tak szaleńczą, bo przycinane są zakręty, a światła stopu świecą się w trybie awaryjnym. To niedopuszczalne. Ta reklama powinna zostać zakazana, a wszelkie jej kopie trwale usunięte. Nawet strój kierowcy jest nieodpowiedni. Dlaczego on jeździ w kasku?

Nie wierzysz mi? Jeżeli masz na tyle słaby kręgosłup moralny, nie boisz się emocji które może wywołać reklama lub też „idziesz pod prąd” (w sumie to twoje pobudki nie mają dla mnie najmniejszego znaczenia), sam(a) możesz zobaczyć powyższą reklamę.



I jak żyjesz jeszcze po oglądnięciu, czy konieczne było sięgnięcie po lek na uspokojenie?

... a jednak trafił do sprzedaży.


Pomimo, iż reklama przedstawia prototyp, to Kona N znalazła się w sprzedaży, również w Polsce. Posiadała jedną wersję wyposażenia (N Performance), dziewiętnastocalowe felgi, napęd na jedną oś, ośmiobiegową automatyczną skrzynię biegów oraz dwulitrowy silnik benzynowy generujący moc 280 KM. Oferowała ona




przyspieszenie wynoszące 5,5 sekundy (od 0 do 100 km/h) i prędkość maksymalną 240 km/h, a wszystko to przy deklarowanym przez producenta spalaniu wynoszącym 8,6 l/100 km. Przy okazji Kony N, Hyundai dał pstryczek wszystkim tym, którzy uważają iż silnik musi posiadać przynajmniej cztery cylindry i wyposażył model w trzycylindrową jednostkę benzynową. Jej wyposażenie nie było spartańskie i na pokładzie znalazła się m.in.: automatyczna klimatyzacja z nawiewami w drugim rzędzie, Android Auto oraz Apple Car Play, wyświetlacz Head-Up, kamera cofania, ładowarka indukcyjna, bezkluczykowy dostęp, a nawet zawieszenie regulowane elektronicznie, czy też elektronicznie sterowany mechanizm różnicowy przedniej osi.

W 2022 roku Hyundai Kona N kosztował 180 900 zł (cennik z 4 maja 2022 roku), a lista dopłat obejmowała jedynie lakier – od 1000 do 2600 zł, oprócz Ignite Red – a także jeden z dwóch pakietów wyposażenia: Sport za 9900 zł (zawierał: fotele przednie sterowane elektrycznie, tapicerkę skórzano-zamszową N, fotele przednie i tylne podgrzewane, fotele przednie wentylowane, asystenta monitorowania martwego pola, asystenta ostrzegania o ruchu poprzecznym, inteligentne ostrzeganie o ograniczeniach prędkości) oraz Luxury za 12 900 zł (zawierał: okno dachowe elektrycznie sterowane, fotele przednie wentylowane i sterowane elektrycznie, tapicerkę skórzaną N, fotele przednie i tylne podgrzewane, asystenta monitorowania martwego pola, asystenta ostrzegania o ruchu poprzecznym, inteligentne ostrzeganie o ograniczeniach prędkości).

Tak, ta reklama zawiera wszystkie elementy, którymi teraz producenci samochodów nie mogą (nie chcą?) się chwalić, aby nie urazić jakiejś grupy społecznej. Tym samym nie ma w niej ani sekundy poświęconej ekologii, spalaniu, czy też zasięgowi modelu. Nie został on również przedstawiony jako sprzęt AGD, który nie generuje żadnych emocji, a jego głównym – i jedynym – zadaniem jest dowiezienie kierowcy oraz wszystkich pasażerów z punktu A do B. I bardzo dobrze. Samochody powinny wywierać ekscytację i sprawiać frajdę z jazdy, a nie stanowić bezdusznego pudełka na kółkach realizującego trzy zadania oraz cele (najlepiej łącznie): zysk dla producenta, bezemocjonalnego środka transportu i – najważniejszy – być przeźroczystym w przestrzeni, tak cyfrowej jak również w rzeczywistej, aby nikogo nie urazić. Nie wiem czym kierowały się osoby które kupiły Hyundaia Kone N, ale mają mój szacunek że spełniły swoje marzenie, a nie - dla „świętego spokoju” - zdecydowały się na inny model.

Na szczęście Hyundai opublikował powyższą reklamę w 2021 roku, co powinno go uchronić przed powszechnym potępieniem. Oby, bo mam wrażenie, że obecna rzeczywistość nie poszła w dobrym kierunku, również jeżeli chodzi o reklamy samochodów.





Hyundai Kona N



Podziel się:




Styczeń 2025

Tekst: Robert Lorenc
Zdjęcie: zrzut z reklamy

Zobacz ostatnie numery miesięcznika motoryzacyjnego:













Warte uwagi