Mgła
Greencell, bo o niej „mowa”, to firma owiana tajemnicą, i w tym stwierdzeniu nie ma przesady, czego sam doświadczyłem. Z racji posiadanego bogatego portfolio produktów, informacje o niej powinny pojawiać się przy okazji beznamiętnego przeglądania internetu, a tak się nie dzieje. Wyszukanie wiadomości o niej również nie przynosi zadowalających rezultatów, jest ich mało i w znacznej
części są lakoniczne. Wszystko to sprawia, iż odnosi się wrażenie, jakby funkcjonowała w bańce, do której trzeba mieć specjalny dostęp, a dla „zwykłego Kowalskiego” uzyskanie informacji o niej okryte jest mgłą. Czym więcej starałem się dowiedzieć o Greencell, tym zwrotnie dostawałem mniej konkretnych informacji, co tylko bardziej wzbudzało moją ciekawość. Ponad wszelką wątpliwość dało się jednak stwierdzić, że „zaprzyjaźnili się” z prądem, i to pod wieloma jego postaciami, a zakres oferowanych przez nich urządzeń może zapełnić niejeden elektromarket. Posiadają produkty codziennego użytku skierowane do konsumentów, a także wyspecjalizowane dla zdecydowanie węższej grupy odbiorców. Ale czy faktycznie są one wyprodukowane przez nich, czy tylko zostało naniesione na nie logo Greencell nie dało się jednoznacznie ustalić. Jednak bezsprzecznie posiadają je na stanie, co organoleptycznie sprawdziłem zamawiając dwie baterie do leciwych laptopów, które zostały dostarczone w błyskawicznym tempie. A zatem nie są to tylko pozycje mające wzbogacić ich portfolio. Czy jednak je produkują? Może tylko konstruują i wymyślają? A może Greencell to tylko metka przyklejona na zakontraktowanych w fabrykach produktach? Czy są jedynie sprzedawcą (importerem), czy też mają wpływ na kształtowanie rynku? Dużo pytań, niewiele odpowiedzi. Kiedy zatem pojawiła się możliwość poznania Greencell „od podszewki”, bez wahania skorzystałem z okazji i przystałem na spotkanie w ich siedzibie znajdującej się w Skawinie. Pełen entuzjazmu ruszyłem w drogę i to pomimo że pogoda postanowiła pokazać swój jesienny temperament, zasłaniając chmurami całe niebo oraz dostarczając na pokrywę ziemi wilgoć, nie tylko w postaci mgły.
Widzę jasność
Nie da się zrobić dwa razy pierwszego wrażenia, a to, które nastąpiło w siedzibie Greencell miło mnie zaskoczyło. Na miejscu okazało się, że nie będzie to stacjonarne spotkanie z pokazem slajdów, a pełnoskalowa wycieczka po obiekcie i to w gronie większym o jedną osobę, po ich stronie. Przyjemna niespodzianka, tym bardziej iż nie był to ochroniarz, a człowiek z wiedzą którą – co równie istotne – potrafił przekazać. Również agenda
mojej wizyty była krótka i brzmiała „pytaj, o co chcesz”. Tak też zrobiłem.
Pierwsze, co „uderzyło” mnie po wejściu na halę, to cisza tam panująca, temperatura (zbliżona do mieszkalnej), porządek i czystość. Gdyby nie wielkość oraz specyficzne wyposażenie mogłaby udawać pomieszczenie biurowe, oczywiście w formule open space. Wtedy też pewnie nie zostałbym wyposażony w kamizelkę odblaskową oraz kask. Hala Greencell ma specyficzny klimat, którego nigdy wcześniej nie spotkałem. Nie słychać na niej maszyn, a szum pracy poszczególnych działów nie przenika pomiędzy nimi. W tym względzie, po raz kolejny, bardziej przypomina biuro, aniżeli zakład produkcyjny, w którym trzeba uciekać się do korzystania ze słuchawek, aby mieć jakikolwiek kontakt z własnymi myślami. To naprawdę miłe i niespotykane uczucie. Pierwszy dział, z którym miałem okazję się zapoznać był odpowiedzialny za przygotowywanie prototypów. Jego wyposażenie mogę uznać za kompletne i przyznaję, iż nawet mój wrodzony smerf maruda nie znalazł pożywki do narzekania. Wytwarzane przez nich elementy są identyczne z tymi znajdującymi się na półkach sklepowych. Tutaj niestety rozczaruję cię – w szczególności, jeżeli pracujesz dla konkurencji Greencell – i nie zdradzę nad czym obecnie pracują. Obok niego znajduje się dział reklamacji, który co prawda nie był pusty, ale nie zauważyłem jakiejś niepokojącej liczby produktów czekających na sprawdzenie. A gdzie ta produkcja? Mógłby spytać ktoś niecierpliwy. Właśnie do niej dochodzimy. Jednym z produktów wytwarzanych w Skawinie są baterie do rowerów elektrycznych. Prześledziłem cały proces ich tworzenia wraz z kontrolą jakości (podlegają jej wszystkie wyprodukowane baterie). Sposób ich wytwarzania wzbudza zaufanie, a badania je potwierdzają. Wykazały one, iż wspomniane wyżej baterie wytrzymają przynajmniej 1000 cykli ładowania. Tutaj warto doprecyzować, co oznacza cykl. Według inżynierów Greencell jest to liczba ładowań baterii od 20 do 80%, przy czym jeżeli najpierw naładujemy ją do 50%, odłączymy od ładowania, a następnie do 80%, to liczone jest to jako jeden cykl, a nie dwa.
Firma, która nie jest tylko sprzedawcą, ale również twórcą produktów, szczególnie tych, których działanie opiera się na oprogramowaniu, a takie w swoim portfolio posiada Greencell, musi gdzieś je tworzyć. I taki dział znajduje się w ich siedzibie. Co ważniejsze, nie tylko o nim usłyszałem, ale również miałem możliwość obejrzenia go i porozmawiania z osobami tam pracującymi. To była dla mnie bardzo wymagająca rozmowa, a poziom ich wiedzy zdecydowanie świadczył, że naprawdę tworzą oprogramowanie, a nie tylko wpatrują się w monitory.
Jeżeli jesteś purystą proponuję pominąć poniższy akapit. Niejako na uboczu hali, ale nie w jej cieniu, zasłonięte przed wzrokiem nieproszonych gości, swoje miejsce odnalazło klasyczne Porsche 911, co już samo w sobie jest dużym zaskoczeniem. Bo jak to, „czystej krwi” model spalinowy w firmie, gdzie prąd jest najważniejszy? Jednak nie znalazło się tam bez przyczyny i stanowi bazę projektu mającego na celu rozwój kompetencji zespołu R&D i jego konwersję na wersję elektryczną, o parametrach technicznych odpowiadających współczesnym standardom. Zostało wyposażone w układ napędowy z Tesli S 400 kW, dysponuje bateriami o pojemności 62,7 kWh, co przekłada się na 600 Nm maksymalnego momentu obrotowego, przyspieszenie od 0 do 100 km/h w okolicach 4,5 sekundy oraz zasięg 290 kilometrów. Obecnie auto jeździ z ograniczeniem mocy i wykorzystywane jest do celów promocyjnych na wydarzeniach branżowych.
Chiny
Nie da się uciec od tego tematu. A zatem jak duży związek mają produkty oznaczone logiem Greencell z tym krajem Dalekiego Wschodu. Najkrótsza odpowiedź to: różny. Wiem, że ona nic nie wnosi, stąd mocno ją rozwinę. Niektóre produkty, jak przykładowo stacje ładowania HabuDen i mobilne ładowarki Habu, w całości produkowane są w Polsce. Tak samo baterie do e-bików oraz powerbank Powerplay Pro, który jest nowością w ich ofercie. Natomiast produkty wytwarzane w Chinach są tam składane, pod nadzorem Greencell. Jednak to polska firma dostarczyła dokumentację do nich, przetestowała rozwiązania oraz dba o odpowiednią jakość ich wykonania. Równocześnie muszę uczciwie przyznać, iż Greencell nie odżegnuje się od swoich kontaktów z Chinami i – co równie istotne – na produktach oznacza je w najbardziej precyzyjny z możliwych sposobów. One zostały jedynie tam złożone i przetransportowane na rynek zbytu. Nie wymyślone, ani zakupione.
Słońce
Opuszczając teren siedziby Greencell czułem, że to był dobrze spędzony dzień. Ludzie tam pracujący okazali się otwarci i nie uciekający od odpowiedzi nawet na najtrudniejsze (jak przypuszczałem) pytania. Czy mogła to być tylko ich gra? Oczywiście nie wykluczam tego, jednak wszystkie znaki temu zaprzeczają, a jeżeli dałem się nabrać i faktycznie posiadają tak wyrafinowane techniki aktorskie, to lepiej, aby zabrali się za granie w filmach, czy też na deskach teatrów, bo wtedy zdobycie statuetki Oscara wydaje się być w ich zasięgu. O tym, że było to ich naturalne zachowanie świadczy również fakt, iż gdzie chciałem, tam bez żadnego ich oporu mogłem zaglądnąć, a nawet zamienić kilka słów z innymi pracownikami (przepraszam za wytrącenie z rytmu pracy). Czy tak zachowują się osoby, które chcą ukryć jakieś niewygodne dla nich rzeczy? W moim odczuciu nie.
Pogoda jakby również dostosowała się do mojego nastroju i wyszło słońce, aczkolwiek nie wszystkie chmury postanowiły dać za wygraną i dalej zasłaniały błękit nieba jakby przypominając mi, że nie wszystko zostało jeszcze odkryte.