Stoliczek dla pasażera drugiego rzędu
Ułatwienie dla kierowcy, czyli możliwość sterowania fotelem pasażera od jego strony
Na kierownicy, to są przyciski
Centralna konsola posiada dolną półeczkę
Nawet podświetlenie w osłonie przeciwsłonecznej Forthing opracował na nowo
Jest i schowek na okulary. Brawo
W przerwie od podróży możemy oglądnąć film na centralnym ekranie
Widok z tylnej kamery...
... i przedniej
KONIEC GALERII
Forthing U-tour wyróżnia się na parkingu i w zasadzie nie sposób go pomylić z innym modelem, szczególnie jak podchodzi się do niego od przodu. Nie jest to bynajmniej zasługa święcącego się emblematu na wcięciu przedniej atrapy ponieważ jest on zgaszony, a całej jego aparycji. Drzwi zakrywają progi, a trójkolorowe wnętrze - w jasnej tonacji - jest szykowne i zadziwiająco estetyczne, przynajmniej dla mojego poczucia wrażliwości. Wydaje się być przemyślane oraz uporządkowane, a przynajmniej takie wrażenie robi przy pierwszym kontakcie. Schowek w podłokietniku jest sensownych rozmiarów, tak samo jak ten przed pasażerem. Kolejny, i to zamykany, znalazł się po lewej
stronie kierowcy. Forthing nie zapomniał również o osobach korzystających z okularów i wygospodarował miejsce na schowek na okulary. Fotel pasażera został wyposażony w dwa manipulatory – umieszczone od strony kierowcy – dzięki którym można zmienić jego położenie, jak również kąt nachylenia oparcia. Konsola centralna została przedzielona i na dole wygospodarowano miejsce na półeczkę, której część – idealnie mieszcząca smartfon – została wyłożona antypoślizgowym materiałem. W interesujący sposób Forthing rozwiązał podświetlenie (białe) w osłonach przeciwsłonecznych. Zostało ono umieszczone dookoła lusterka. Poniżej centralnego ekranu, pomiędzy nawiewami, znajduje się zamykany malutki schowek z dwoma półeczkami, którego zastosowania nie rozumiem. Jedyne, co udało mi się w nim zmieścić (na płasko) to monety. Do sterowania temperaturą oraz nawiewami przeznaczono osobny panel (doskonale) z dotykowymi przyciskami (dlaczego dotykowymi?) oraz dwoma pokrętłami. Posługiwanie się nim jest przyjazne. W momencie włączenia się świateł mijania, przed pasażerem oraz na panelach drzwi, zapalają się dekoracyjne bohomazy, których kolor i intensywność można dostosować pod własne upodobanie. Całość uzupełnia podświetlenie przy przednich drzwiach o kształcie loga Forthinga, kiedy otwieramy U-toura po zachodzie słońca.
Przy zgaszonym Forthingu U-tour można odnieść wrażenie, iż posiada on jeden potężny ekran. Tymczasem są to dwa niezależne (każdy o przekątnej 10,25 cala). Menu centralnego ekranu jest proste i nieskomplikowane, o co jest nietrudno, gdyż posiada jedynie pięć katalogów głównych. Niestety, nie jest dostępne w języku polskim (oprócz nieznanych mi języków, możliwy jest wybór pomiędzy angielskim i hiszpańskim). Ekran reaguje na dotyk z opóźnieniem, ale sygnał dźwiękowy oznajmia nam, że zarejestrował naszą komendę. Mam delikatne zastrzeżenia do jego rozdzielczości. Przy słonecznym dniu zdarza się, że niewiele na nim widać, wszystko w zależności od kąta padania
promieni słonecznych, a najgorzej jeżeli wtedy parkujemy. W pozostałych warunkach pogodowych spełnia on swoją rolę i nie trzeba zastanawiać się, co właśnie pokazuje. Pomiędzy panelem do sterowania nawiewami a drążkiem skrzyni biegów znalazło się miejsce na zamykany schowek, w którym umieszczono gniazdo USB (tradycyjne). Jest ono ważne, gdyż dzięki niemu możemy słuchać dźwięków lub oglądać filmy (z pliku avi - bez dźwięku, mkv - z dźwiękiem, ale bez napisów, a tylko pliki mp4 gwarantują i dźwięk, i napisy) na centralnym ekranie, które zapisaliśmy na pendrive. Gniazdo nie jest zbyt przemyślanie umieszczone, gdyż musimy mieć naprawdę małą gabarytowo pamięć USB, aby pozwoliła ona na zamknięcie schowka. Smartfon z samochodem paruje się szybko, a jakość połączeń stoi na wysokim poziomie. Multimedia dostarczają do naszych uszu dźwięk, który nie przynosi ze sobą uniesień potrafiących zatrzymać nas w kabinie po zakończeniu podróży, jednak potrafi ją umilić. Za to zmiana głośności jest niezwykłym doznaniem, szczególnie dla pasażera, który w zasadzie nie ma takiej możliwości. Kierowca może to zrobić za pośrednictwem przycisków (fizycznych) umieszczonych na kierownicy. Poziom głośności uzależniony od prędkości, na swojej średniej czułości posiada tak dużą amplitudę, że raz z pasażerem możemy do siebie szeptać, a przy większych prędkościach konieczne jest podniesienie głosu.
Doskonały jest szklany dach, który zajmuje praktycznie całą jego powierzchnię. Posiada elektryczną roletę i można go nie tylko uchylić, ale również otworzyć – przednią jego część. Wyzwaniem dla klimatyzacji są ciepłe i słoneczne dni, ponieważ szyby przepuszczają do wnętrza ciepłotę promieni słonecznych, tym samym w zasadzie nie ma co liczyć, że uda nam się zmarznąć w kabinie Forthinga U-tour.
Teoretycznie, tak zajęcie miejsca za kierownicą, jak również wyjście z kabiny zostało maksymalnie ułatwione. Kierownica jest spłaszczona na dole, a fotel kierowcy odsuwa się. Jednak w przypadku testowanego egzemplarza nie byłem w stanie się z nim „dogadać”. O ile bezbłędnie odsuwał się kiedy chciałem opuścić kabinę, to nie przysuwał się w momencie, gdy planowałem rozpocząć jazdę. Finalnie wyłączyłem tę funkcję i... zdałem sobie sprawę, iż wcale trudniej nie jest mi wsiadać ani wysiadać.
Fotele w Forthingu U-tour są wygodne, o odpowiedniej twardości oraz objętości i posiadają regulację prawie we wszystkich płaszczyznach (nie można podnieść samego siedziska na wysokości ud). Niemal doskonałe. Nawet pierwotnie wzbudzający mój niepokój, przyszyty emblemat na oparciu, zupełnie nie zaburza komfortu siedzenia. Fotel kierowcy ma pięć rodzajów masaży. Działanie dysz jest odczuwalne i potrafi sprawić przyjemność. Włączyć masaż można przyciskiem po lewej stronie fotela lub z poziomu ukrytego menu. Aby w niego wejść trzeba spuścić w dół niewidoczną górną belkę na centralnym ekranie, a następnie wybrać „fotele”. W ten sam sposób uruchamia się ogrzewanie oraz wentylowanie czterech foteli: kierowcy, pasażera z przodu oraz tych będących w środkowym rzędzie, na szczęście siedzące tam osoby mogą to zrobić samodzielnie dzięki umiejscowionym na ich fotelach przyciskom. Na najniższym stopniu – jednego z trzech - podgrzewanie foteli jest ledwo odczuwalne, ale już drugi i trzeci udowadniają, że nie uchylają się od pracy. Z wentylacją jest identycznie, czujemy chłodne powietrze docierające do naszych pleców. Genialna jest możliwość ustawienia automatycznego włączania się grzania foteli lub ich wentylowania w zależności od temperatury.
Forthing U-tour może być jednym z nielicznych modeli, w którym miejsca w drugim rzędzie będą szybciej zajmowane niż to obok kierowcy, gdyż oferują więcej praktyczności. Nie tylko są niezależnymi fotelami, tak jak te z przodu, to oprócz regulacji oparcia, trzystopniowego podgrzewania oraz wentylacji każdy z pasażerów posiada do dyspozycji stoliczek z uchwytem na kubek. W trzecim rzędzie teoretycznie mogą jechać trzy osoby. Teoretycznie, bo aby tak się stało lepiej żeby nie były postawne. Jednak dwie dorosłe osoby w miarę wygodnie spędzą tam podróż, ale w trakcie wsiadania muszą wykazać się pewną elastycznością. Ze względu na wielkość bagażnika Forthingiem U-tour niestety siedem osób nie wybierze się na wycieczkę z dużą liczbą bagaży. Tutaj potrzebny jest daleko idący kompromis. Jednak cztery osoby mogą zabrać ze sobą praktycznie wszystko co „wpadnie im w ręce”.
Zamykanie i otwieranie Forthinga U-tour za pomocą pilota, oprócz zaryglowania drzwi, mrugnięcia migaczy oraz złożenia się lusterek, przynosi ze sobą jeszcze efekt dźwiękowy w postaci chwilowego sygnału klaksonu. Jeżeli chce się tego uniknąć, trzeba skorzystać z dostępu bezkluczykowego, który działa dobrze, niestety występuje tylko w drzwiach kierowcy. Wtedy cała procedura odbywa się w ciszy.
U-tourem do przodu możemy poruszać się jednym z trzech trybów: Eco, Normal oraz Sport. W zachowaniu samochodu różnice pomiędzy nimi są praktycznie iluzoryczne i ledwo zauważalne, aczkolwiek są. W Normal trzymając pedał gazu w tej samej pozycji, kiedy przełączymy na Eco ma się wrażenie jakby zaczął mocno wiać wiatr od przodu i U-tour musiał pokonywać gęstsze powietrze. Włączenie trybu Sport daje efekt odwrotny, jakby ten sam wiatr tym razem nas popychał. Jest to odczuwalna różnica, ale bardzo subtelna. Bez względu na tryb jazdy reakcja napędu na pedał gazu jest delikatnie opóźniona. Jest ona wyczuwalna, ale nie denerwująca i da się do niej przyzwyczaić, aby sprawnie podróżować. Do prędkości 100 km/h czuć, że Forthing U-tour chce przyspieszać i nie ma się wrażenia jakiegokolwiek niedostatku w dynamice. Gorzej jest powyżej. Oczywiście przyspiesza, ale nie robi tego z delikatnością – nawet w trybie Sport – i zajmuje mu to więcej czasu niż oczekiwałem, aczkolwiek z osiągnięciem prędkości autostradowej radzi sobie sprawnie. Tryby nie zmieniają także działania układu hamulcowego, kierowniczego oraz zawieszenia. Nie zmienia się również zachowanie auta po puszczeniu pedału gazu i w każdym z trybów wpada on w stan pośredni pomiędzy żeglowaniem (efekt jakbyśmy nacisnęli pedał sprzęgła) a podhamowywaniem silnikiem. W trakcie przyspieszania gang silnika (przyjemny) jest słyszalny, a poruszając się z prędkością przelotową – bez względu ile ona wynosi – do kabiny nie docierają ponadnormatywne dźwięki. W kabinie jest miło, przyjemnie i swobodnie można prowadzić konwersację. Podtaczanie jest tak anemiczne, że w korkach jest praktycznie nieprzydatne, sprawdza się za to przy precyzyjnym manewrowaniu przy małych prędkościach. Zawieszenie zostało tak zestrojone, że najlepiej sprawdza się na drogach lokalnych i autostradach. Wtedy zapewnia bardzo wysoki komfort, którego nie jest w stanie zburzyć nawet boczny wiatr. Przy prędkościach miejskich z różną skutecznością radzi sobie z nierównościami asfaltu. Czasami całkowicie nie czujemy na ciele pokonywanych dziur, a innym razem, przy podobnych ubytkach, są one odczuwalne. Wspomaganie układu kierowniczego posiada bardzo dużą amplitudę. Przy prędkościach parkingowych jest bardzo mocne, a poruszając się autostradami – z maksymalną dopuszczalną prędkością – ma się wrażenie, iż praktycznie nie istnieje. Na szczęście utwardzanie układu kierowniczego - wraz z nabieraniem prędkości - przebiega liniowo, a nie skokowo, tym samym nas nie zaskakuje. Skrzynia biegów sprawnie dobiera przełożenia, a w momencie zgaszenia Forthinga U-tour automatycznie przeskakuje na „P” (parking) i zostaje zaciągnięty hamulec ręczny.
Na tle innych modeli dostępnych u większości producentów, w Forthingu U-tour jest zaskakująco cicho. Powodem nie jest zastosowanie ponadnormatywnego wyciszenia kabiny, a rezygnacja z niektórych systemów monitorujących i strofujących kierowcę. Nie podróżuje z nami odpowiedzialny za sczytywanie znaków, czy też monitorujący naszą uwagę. Zabrakło także systemu eCall (automatycznie powiadamia o wypadku) i nawigacji. Nie oznacza to, że U-tour został ich całkowicie pozbawiony. Na wyposażeniu znalazł się system monitorujący martwe pole (włącza sygnalizację z wyczuciem i to niezależnie od prędkości), ostrzegający przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu (działa sprawnie i nie ingeruje w tor jazdy pojazdu, a ostrzeżenie jest subtelne), czy też ostrzegający o ryzyku najechania na poprzedzający pojazd (nie jest paniczny i wierzy w umiejętności kierowcy). Za to system start-stop może spowodować atak serca, i to nie przez swoje działanie, bo je potrafi stonować, ale poprzez sygnalizację. W momencie zadziałania na ekranie przed kierowcą pojawiają się dwie czerwone ikony: braku ładowania akumulatora oraz braku ciśnienia oleju. Wtedy psychika podsuwa tylko jedno rozwiązanie: Forthing U-tour zepsuł się. A faktycznie tak nie jest, po prostu start-stop zadziałał. Na szczęście można go wyłączyć, i to fizycznym przyciskiem.
Cofanie i parkowanie Forthingiem U-tour producent postarał się maksymalnie uprościć, co wyszło mu tak na 90 procent. Promień skrętu jest odpowiedni, a włączenie biegu wstecznego powoduje maksymalne wyciszenie mediów oraz obniżenie obu lusterek zewnętrznych. Czujniki parkowania nie są nadwrażliwe, ale stosunkowo wcześnie sygnalizują brak miejsca przed i za pojazdem. Obraz z przedniej i tylnej kamery na centralnym wyświetlaczu zajmuje mniej miejsca niż oczekiwałem, a dodatkowo w dzień kiedy promienie słoneczne wdzierają się do kabiny jest on ledwo widoczny. Przydatnym uzupełnieniem jest kamera 360 stopni, ale obraz z niej również wyświetlany jest na tym samym ekranie.
Testowany przeze mnie egzemplarz U-toura był z 2024 roku. To o tyle istotna informacja, że na 2025 rok Forthing przeprowadził zmiany w modelu. Wyposażenie poszerzyło się o Android Auto i Carplay, ma on większe od dwa cale ekrany oraz posiada asystenta utrzymania pasa ruchu, zmiany pasa ruchu oraz jazdy w korku. Przy okazji wzrosła jego cena o 4000 PLN i obecnie wynosi 153 900 PLN.
Forthing U-tour to przemyślany i ciekawy model, w którym nie widać ingerencji księgowego, Wnętrze jest miłe dla oka i przyjazne, a spasowanie elementów stoi na wysokim poziomie. Posiada parę denerwujących przywar, ale nie są one dyskredytujące. Prowadzi się przewidywalnie oraz stabilnie, a największą frajdę sprawiało mi pokonywanie nim dróg lokalnych. Gdyby jeszcze kierownica miała większą grubość, to nie tylko mój chwyt na niej byłby pewniejszy, ale i radość z obcowania z nią większa. W trakcie testu – nie nastawionego na oszczędzanie paliwa – potrzebował średnio 10,6 l/100 km benzyny, co nie plasuje go w czołówce oszczędnych modeli. To niemal idealny model do rozwożenia dzieci, i to nie tylko na krótkie odległości. Zapewnia przyjemność z podróżowania, która praktycznie gwarantuje, że w kabinie nigdy nie padnie „daleko jeszcze”? Forthing U-tour jest modelem wartym zainteresowania.
Specyfikacja Forthing U-tour MY2024:
Silnik: benzynowy 1.5 DVVT GDI
Maksymalna moc silnika: 177 KM
Maksymalny moment obrotowy: 260 Nm
Napęd: na oś przednią
Skrzynia biegów: automatyczna 7DCT
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h: 9,5 sek.
Średnie zużycie paliwa: 7,1 l/100 km
Liczba miejsc: 7
Pojemność bagażnika: 234 – 1086l
Masa własna: 1790 kg
Długość: 4850 mm
Szerokość: 1900 mm
Wysokość: 1715 mm
Wnętrze Forthinga U-tour 177 KM 7DCT MY2024