Jeep Hurricane
Ekstremalna „terenówka” zaprezentowana w 2005 roku na salonie samochodowym w Detroit. Wyposażono ją w dwa benzynowe, 5.7-litrowe, 335-konne silniki V8. Jeden znajdował się z przodu, a drugi z tyłu i jak łatwo obliczyć razem generowały 670 KM. Tak ogromna moc nie zawsze była jednak potrzebna, dlatego jednostki zaopatrzono w system dezaktywacji części cylindrów. W rezultacie pełny potencjał obu silników był wykorzystywany tylko wtedy, gdy naprawdę zachodziła taka konieczność, natomiast w mniej wymagających warunkach w jednym z nich wyłączane zostawały cztery cylindry. Podczas jeszcze mniejszego obciążenia jeden z silników ulegał całkowitemu wyłączeniu, a za wprawianie auta w ruch odpowiadał wyłącznie ten drugi. Z kolei w bardzo sprzyjających warunkach w jedynym pracującym wówczas silniku wyłączane zostawały dodatkowo cztery cylindry. Innymi słowy, samochód mógł się poruszać z wykorzystaniem szesnastu, dwunastu, ośmiu lub w skrajnym przypadku zaledwie czterech cylindrów, a wszystko zależało od aktualnego zapotrzebowania na moc. Silniki
połączone były z pięciostopniowymi, automatycznymi skrzyniami biegów, które przekazywały generowane przez „V-ósemki” momenty obrotowe do centralnej skrzyni rozdzielczej, a ta je sumowała i dystrybuowała pomiędzy cztery koła. Każde z nich posiadało własny wał napędowy, dzięki czemu mogły być napędzane niezależnie od siebie. Ponadto, siła powstająca w wyniku obracania się danego wału była w przypadku wszystkich kół skierowana w dół, co z kolei zapewniało znakomitą przyczepność podczas przyspieszania. Hurricane został również wyposażony w niezwykły system czterech kół skrętnych, który oferował pięć trybów pracy noszących nazwy „Normal”, „All Steer”, „Crab”, „Zero Steer” i „Skid”. W trybie „Normal” skręcały się tylko przednie koła, a tylne cały czas pozostawały w ustawieniu „na wprost”. W trybie „All Steer” tylne koła skręcały się w kierunku przeciwnym do przednich, pozwalając zmniejszyć promień skrętu i w rezultacie czyniąc auto bardziej zwrotnym. W trybie „Crab” przednie i tylne koła skręcały się w tym samym kierunku pod kątem 45 stopni, co sprawiało, że samochód mógł jechać w bok bez zmiany swojej pierwotnej orientacji względem stron świata. W trybie „Zero Steer” przednie i tylne koła skręcały się do wewnątrz pod kątem 45 stopni, dzięki czemu auto mogło obracać się wokół własnej osi. Natomiast w trybie „Skid” wszystkie koła pozostawały w ustawieniu „na wprost”, z tym że te z jednej strony kręciły się do przodu, a te z drugiej - do tyłu. W rezultacie samochód mógł skręcać w miejscu, jednak najrozsądniej było z tego korzystać tylko w trakcie jazdy po słabo przyczepnej, umożliwiającej łatwy poślizg kół nawierzchni. Włączanie trybu „Skid” na nawierzchniach gwarantujących dobrą przyczepność wiązało się bowiem z realnym ryzykiem uszkodzenia opon. Za doskonałe zdolności terenowe ważącego 1746 kg Hurricane’a odpowiadało między innymi zaawansowane, niezależne zawieszenie, którego skok wynosił około 50 cm. Tak imponująca wartość sprawiała, że podczas terenowych eskapad opony mogły uderzać w górne fragmenty błotników, w skrajnym przypadku powodując ich oderwanie od nadwozia. Aby temu zapobiec zamontowano je na zawiasach, dzięki czemu w razie kontaktu z oponą podnosiły się, a następnie powracały do swojej pierwotnej pozycji. Mające 97-centymetrową średnicę koła składały się z sześcioramiennych, dwudziestocalowych felg oraz terenowych opon Goodyear MTR o szerokości 30,5 cm i profilu 70. Całości dopełniały ponad 36-centymetrowy prześwit oraz kąty natarcia, zejścia i rampowy wynoszące odpowiednio 64, 86,7 i 31,5 stopnia. Mierzące 386 cm długości, 203 cm szerokości i 173 cm wysokości auto posiadało samonośne, wykonane z włókna węglowego nadwozie, do którego w sposób bezpośredni zamocowano układ napędowy i zawieszenie. Pod spodem, na całej długości znajdowała się natomiast aluminiowa płyta ochronna, mająca za zadanie wzmacniać nadwozie i chronić elementy mechaniczne przed uszkodzeniami podczas jazdy po bezdrożach. Z przodu uwagę zwracał solidny zderzak oraz umieszczona za nim wyciągarka. Nie mogło także zabraknąć okrągłych reflektorów i charakterystycznego dla marki Jeep siedmioszczelinowego grilla. Natomiast z tyłu wzrok przyciągały kwadratowe światła z motywem litery „X”, mające w zamyśle kojarzyć się z kanistrem na paliwo. Silniki znajdowały się pod perforowanymi pokrywami (a nawet trochę z nich wystawały), dzięki czemu były widoczne z zewnątrz. Hurricane nie posiadał dachu, a w razie wywrotki pasażerów chroniły masywne pałąki przeciwkapotażowe połączone z grubą ramą przedniej szyby za pomocą wzdłużnego, centralnie umieszczonego elementu w kształcie litery „Y”. Samochód nie miał również drzwi. Zamiast nich po obu stronach nadwozia znajdowały się wysokie burty, których pokonanie ułatwiały boczne stopnie (górne - stałe i dolne - wysuwane spod pojazdu). We wnętrzu zamontowano dwa wyraźnie wyprofilowane fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, pokryte materiałem w kolorach pomarańczowym i czarnym. Pomiędzy nimi widniał wysoki tunel środkowy, na którym umieszczono między innymi dźwignię do jednoczesnej obsługi obu skrzyń biegów oraz dźwignię do wyboru trybu pracy układu kierowniczego. Prowadzący miał przed sobą wklęsłą kierownicę z wieńcem obszytym pomarańczową skórą. Deskę rozdzielczą zdobiło pięć okrągłych wskaźników z daszkami. Były to: dwa obrotomierze (dla przedniego i tylnego silnika), na których tarczach znajdowały się dodatkowo wskaźniki temperatury cieczy chłodzącej, temperatury oleju i ciśnienia oleju; prędkościomierz, na którego tarczy znajdował się dodatkowo wskaźnik poziomu paliwa; kompas oraz wskaźnik przechyłu poprzecznego i wzdłużnego. Poniżej umieszczono natomiast panel zawierający między innymi dwa przyciski do uruchamiania jednostek napędowych, siedem przełączników w lotniczym stylu oraz przenośne urządzenie PDA z systemem nawigacji satelitarnej. Do wykończenia wnętrza użyto włókna węglowego i polerowanego aluminium, co jeszcze bardziej zwiększało wizualną atrakcyjność tego jedynego w swoim rodzaju auta.
Nissan NEO-X
Elegancki, luksusowy sedan pokazany w 1989 roku na salonie samochodowym w Tokio. Mierzące 498 cm długości, 187 cm szerokości i 135 cm wysokości auto posiadało obłe nadwozie, charakteryzujące się czystością formy i brakiem zbędnych ozdobników, a także bardzo niskim jak na owe czasy współczynnikiem oporu aerodynamicznego. Zaokrąglony przód zwracał uwagę za sprawą niewielkich reflektorów, grilla mającego postać kilku wąskich szczelin oraz zamontowanych w zderzaku kamer na podczerwień, które monitorowały odległość od poprzedzającego pojazdu (gdy była ona niebezpiecznie mała w kabinie rozlegał się alarm), a dodatkowo rejestrowany przez nie obraz ułatwiał jazdę w nocy. Natomiast z tyłu wzrok
przyciągały pionowe, wąskie światła oraz poziomy pas świetlny znajdujący się pod dolną krawędzią pokrywy bagażnika. Innymi ciekawymi detalami samochodu były wysuwane, mające nietypową formę klamki, wysuwana, pojedyncza wycieraczka przedniej szyby, kierunkowskazy w obudowach lusterek bocznych oraz szyba w drzwiach kierowcy podzielona na dwie części, w przeciwieństwie do jej odpowiedniczki w drzwiach pasażera. We wnętrzu, które doświetlał podwójny dach panoramiczny (w razie potrzeby jego szkło można było przyciemnić), zamontowano cztery skórzane fotele z asymetrycznymi zagłówkami. Zarówno te w pierwszym, jak i w drugim rzędzie oddzielono od siebie konsolami oraz zaopatrzono w elektryczną regulację i funkcję automatycznego pompowania boczków, która miała zapewniać pasażerom odpowiednie trzymanie podczas pokonywania zakrętów. Co więcej, po otwarciu drzwi dany fotel samoczynnie przesuwał się do tyłu, a po zajęciu na nim miejsca powracał do pierwotnej pozycji. Za jednoramienną kierownicą, na której kolumnie umieszczono dźwignię do obsługi skrzyni biegów, znajdował się cyfrowy zestaw wskaźników, na czele z dużym, efektownym prędkościomierzem. Auto wyposażono również w wyświetlacz przezierny pokazujący aktualną prędkość i różne ostrzeżenia na przedniej szybie. Z kolei pośrodku deski rozdzielczej zainstalowano wolnostojący ekran dotykowy, który umożliwiał obsługę pokładowych funkcji oraz wyświetlał mapę nawigacji satelitarnej, obraz z kamer na podczerwień i konkretne wartości ciśnienia w poszczególnych oponach (samochód posiadał bowiem także system monitorujący ten parametr). Na pokładzie nie zabrakło również asystenta cofania ostrzegającego o obiektach znajdujących się za autem. Do wprawiania Nissana NEO-X w ruch służył benzynowy, 4.5-litrowy, 280-konny silnik V8, który połączono z pięciostopniową, automatyczną skrzynią biegów. Wykorzystaniu jego możliwości sprzyjał zaawansowany napęd na cztery koła, wielowahaczowe, hydrauliczne zawieszenie oraz system czterech kół skrętnych. Kontrolę nad wszystkimi elektronicznie sterowanymi układami samochodu sprawował wydajny komputer, który na podstawie zebranych informacji dostosowywał pracę owych układów do aktualnych warunków w celu zapewnienia jak najwyższego komfortu i bezpieczeństwa jazdy.
Renault Racoon
Rekreacyjne, wszechstronnie uzdolnione auto zaprezentowane w 1993 roku na salonie samochodowym w Genewie. Warto dodać, że rok wcześniej pojawiło się w formie wirtualnej w filmie mającym demonstrować możliwości Renault w dziedzinie obrazowania cyfrowego, który zdobył nagrodę na festiwalu grafiki komputerowej i technologii komunikacyjnej IMAGINA w Monako. Ten niekonwencjonalny pojazd łączył obłe, przywodzące na myśl sportowe auto nadwozie z solidnym, wieszczącym znakomite zdolności terenowe podwoziem. Co więcej, mógł się poruszać nie tylko po drogach i bezdrożach, ale także pływać po wodzie, posiadając tym samym cechy amfibii. Na lądzie mobilność zapewniał mu centralnie umieszczony, benzynowy, trzylitrowy silnik V6, który dzięki dwóm turbosprężarkom osiągał moc 262 KM. Jednostka współpracowała z sześciobiegową skrzynią ręczną. Ważący 1580 kg Racoon potrafił przyspieszać od 0 do 100 km/h w 13,5 sekundy i rozpędzać się do około 155 km/h, jednak w jego przypadku znacznie ważniejszy był terenowy potencjał warunkowany między innymi przez zaawansowany, stały napęd 4x4 oraz duże koła, spośród których przednie składały się z felg o średnicy 20 cali oraz opon o szerokości 30 cm i profilu 50, a tylne - z felg o średnicy 21 cali oraz opon o szerokości 30 cm i profilu 55. Ogumienie dostarczone przez firmę Michelin miało nie tylko imponującą wielkość, ale także bieżnik o ciekawym wzorze i zupełnie nietypowy, zielony kolor. Samochód charakteryzował się również możliwością płynnej zmiany prześwitu od standardowych 30 cm do ponad 50 cm. W tym celu obie osie zostały połączone za pomocą ramion z centralnym przegubem. Po aktywacji odpowiedniej funkcji w kabinie do akcji wkraczały hydrauliczne siłowniki, dzięki którym osie zbliżały się do siebie (ich rozstaw ulegał zmniejszeniu), a prześwit się zwiększał. Co ciekawe, w razie potrzeby można było podnosić niezależnie przód lub tył auta (np. podczas pokonywania przeszkód terenowych), a nawet jeden z jego boków (np. w trakcie trawersowania zboczy). Natomiast w wodzie pojazd poruszał się dzięki dwóm turbinom, pozwalającym mu pływać z prędkością wynoszącą maksymalnie nieco ponad 9 km/h. Dostęp do wnętrza zapewniała dwuczęściowa, elektrycznie sterowana kopuła: najpierw jej mniejsza, tylna część unosiła się do góry i odsuwała do tyłu, a następnie większa, przednia, obejmująca reflektory - otwierała się do przodu. Szkło, z którego kopuła została wykonana pokryto warstwą hydrofobową. Efekt jej działania był dodatkowo wzmacniany przez urządzenie generujące ultradźwięki, rozbijające krople wody na mikroskopijne cząsteczki. Tym samym klasyczne wycieraczki okazały się zbędne, stąd też ich brak, podobnie zresztą jak lusterek, które zastąpiono kamerami na podczerwień (aby należycie spełniały swoją funkcję także po zmierzchu), umieszczonymi po bokach i z tyłu nadwozia. Tego typu kamerę zamontowano również w przednim pasie, a konkretnie w lewym rogu dodatkowego, wąskiego okna, ułatwiającego obserwację podłoża przed pojazdem (np. podczas pokonywania naprawdę trudnego terenu). Owa kamera miała przede wszystkim wspomagać jazdę w nocy. W charakteryzującym się minimalistycznym stylem wnętrzu znajdowały się trzy fotele (dwa z przodu i jeden pośrodku z tyłu) ze zintegrowanymi zagłówkami i czteropunktowymi pasami bezpieczeństwa. Za mocno spłaszczoną u góry kierownicą, na jej masywnej kolumnie, centralne miejsce zajmowała owalna szybka, na której informacje prezentował wyświetlacz przezierny. Natomiast dźwignię zmiany biegów oraz elementy służące do obsługi niektórych pokładowych funkcji umieszczono po lewej stronie siedzenia kierowcy. Wyposażenie samochodu obejmowało takie elementy, jak komputer pokładowy, telefon z zestawem głośnomówiącym oraz system geolokalizacji. Dzięki temu ostatniemu ryzyko zgubienia się podczas eksploracji nowych, ciekawych miejsc, do której Renault Racoon wydawało się wręcz stworzone, zostało ograniczone do minimum.