Zawsze na postoju można oglądnąć jakiś film na centralnym ekranie
KONIEC GALERII
Zapoznanie
Jeżeli w trakcie testu Hyundai Kona Hybrid miałby okazać się nieruchomością, to wygodną, miłą w obyciu i w szerokim zakresie przemyślaną. Fotele przednie zapewniają niemal doskonały komfort. Posiadają odpowiednią twardość, jak również objętość oraz trzymanie boczne. Przy moim wzroście (178 cm) do ideału zabrakło jedynie trochę dłuższego siedziska (o parę centymetrów) lub możliwości jego podniesienia w okolicy kolan. Hyundai zadbał również o komfort pasażerów tylnej kanapy. Jest ona wygodna, dobrze wyprofilowana, a miejsca na nogi oraz
nad głową nie powinno zabraknąć nawet koszykarzom (chyba że przed nimi siedzieć będą również koszykarze). Ogólny dobry odbiór delikatnie zakłóca sposób umiejscowienia gniazd USB (typu „c”), jakby inżynierowie przypomnieli sobie o nich w ostatniej chwili i „dokleili” do wnętrza. Tym samym są, ale w formie niepasującej do ogółu.
Po odpaleniu Kony Hybrid możemy poczuć się jak przed ścianą RTV w sklepie. Wszystko to za sprawą jednolitej tafli ciągnącej się niemal od drzwi kierowcy aż za tunel środkowy, która tworzy dwa ekrany rozświetlające się informacjami. Ten umiejscowiony centralnie jest – oczywiście – dotykowy, na szczęście sprawnie reaguje na nacisk. Doskonale, że Hyundai nie zapomniał o fizycznych przyciskach, jest ich naprawdę sporo. Nie tylko do ustawień nawiewów oraz temperatury, ale też funkcyjnych (włączających ogrzewanie kierownicy i foteli, dających szybki dostęp do nawigacji, multimediów, telefonu, czy chociażby ustawień samochodu). Swój fizyczny potencjometr otrzymała także głośność multimediów. Natężenie ogrzewania foteli najprawdopodobniej projektowała osoba, która lubi prowadzić samochód w krótkich spodenkach, i to w najzimniejsze dni roku. Już pierwszy – najsłabszy - stopień (z trzech) jest mocno odczuwalny na ciele. Parowanie smartfona z Koną Hybrid trwa „mgnienie oka”. Jakość połączeń telefonicznych jest dobra oraz pozbawiona zakłóceń, a bezprzewodowy Android Auto działa sprawnie i – co równie ważne – nie jest napastliwy. Tym samym nie są wypluwane w naszym kierunku żadne komunikaty o jego gotowości oraz oczekiwania, że skorzystamy z jego usług.
Teoretycznie w kabinie Kony Hybrid jest dużo schowków, jednak w praktyce trzeba nauczyć się rozplanowania w nich bibelotów. Umiejscowiony w tunelu środkowym współdzieli przestrzeń z uchwytami na kubki. W podłokietniku nie jest głęboki, a ten pod nim tylko trochę większy. Mimo tego zabrakło miejsca na schowek na okulary. Co prawda za takowy może robić półeczka przed pasażerem (na szerokość futerał z okularami mieści się idealnie), ale jej spód jest twardy i nie został pokryty żadnym materiałem antypoślizgowym. Tym samym, każdy zakręt
powoduje efektowne przemieszczanie się futerału po niej połączone z efektami dźwiękowymi.
Zaskoczyła mnie jakość dźwięku multimediów oraz oferowane przez nie możliwości, tym bardziej iż testowany egzemplarz nie został wyposażony w system premium audio BOSE. Brzmienie, barwa, jak również ton zdecydowanie przypadł mi do gustu. Może nie przynoszą one ze sobą uniesień jakbyśmy siedzieli w filharmonii, ale znakomicie umilają jazdę, a nawet są w stanie skłonić do dłuższego pozostania w kabinie, po zakończonej jeździe. Oprócz sczytywania dźwięków z USB (typu „c”), równie sprawnie Kona Hybrid radzi sobie z tymi przesyłanymi ze smartfona, pozwalając na zmianę utworów za pośrednictwem centralnego ekranu (rewelacja). Uzupełnieniem działania multimediów jest możliwość oglądnięcia na centralnym ekranie filmu (tylko na postoju, przy zaciągniętym hamulcu ręcznym). Konie Hybrid nie robi różnicy w jakim formacie masz go zapisanego. W moim przypadku, bez najmniejszego problemu, radził sobie z tymi zapisanymi jako avi, mkv oraz mp4.
Ruchomość, czy nieruchomość
Kona Hybrid wyposażona została w trzy tryby jazdy: Eco, Sport oraz Snow. W teście skupiłem się na dwóch pierwszych. Pomiędzy nimi nieodczuwalna jest różnica w działaniu zawieszenia (jest zestrojone stosunkowo twardo, ale z pozostawieniem znacznego elementu komfortu pozwalającego nie bać się o plomby w zębach w trakcie pokonywania dziur), szybkości reakcji na naciśnięcie pedału przyspieszenia (spodziewanego, bez drażniącego opóźnienia), czy też wspomagania układu kierowniczego (bardzo duże przy prędkościach parkingowych i niewielkie, wręcz nakazujące prowadzenie z użyciem dwóch rąk, przy trzycyfrowej prędkości). Subiektywnie nieodczuwalna jest jakakolwiek zmiana w przyspieszeniu, a jedynie skrzynia biegów delikatnie inaczej żongluje przełożeniami. Zasadnicza różnica leży gdzie indziej, a mianowicie w działaniu manetek przy kierownicy. W trybie Eco służą one do wyboru jednego z trzech stopni rekuperacji (podhamowywania), a w Sport do zmiany biegów, i to w ciekawy sposób. O ile na wyższy przełączamy samodzielnie, to skrzynia biegów automatycznie - w momencie kiedy hamujemy - zbija biegi na niższe. Jednak kiedy po prostu włączymy tryb Sport, a nie będziemy dotykali manetek, skrzynia będzie działać w trybie automatycznym, żonglując biegami. Spodobało mi się takie rozróżnienie trybów jazdy.
Katalogowe 129 koni mechanicznych, którymi dysponuje Kona Hybrid, nie robi żadnego wrażenia i biorąc pod uwagę tylko je, bardziej obawiałem się górek niż nadmiernej dynamiki. Niepotrzebnie, gdyż jej elastyczność i przyspieszenie jest zadziwiające, jak na tak niewielką moc. Z uzyskaniem przelotowej prędkości autostradowej nie ma najmniejszego problemu, a nawet, i to bez żadnego „słowa sprzeciwu”, jest w stanie przekroczyć katalogową prędkość maksymalną, a wszystko to bez jakichś ponadnormatywnych dźwięków w kabinie, w której spokojnie można prowadzić konwersacje. Na Konie Hybrid nie robi jakiegokolwiek wrażenia zapakowany bagażnik, czy też maksymalna dozwolona liczba osób na pokładzie. Tak samo prowadzi się, przyspiesza oraz hamuje, jak wtedy gdy jedynym pozakonstrukcyjnym ciężarem jest kierowca, i w żadnym momencie nie zdarzyło mi się być najwolniejszym samochodem „w stadzie” drogowym. Prowadzi się nadzwyczaj przyjaźnie. Grzecznie podąża za wskazaniami kierownicy, automatyczna rekuperacja działa z wyczuciem i to na tyle dużym, iż można nabrać do niej zaufania, a hamulce – sterowane dobrze zestopniowanym pedałem - skutecznie wytracają prędkość. Dodatkowo jest niesamowicie zwrotna, co sprawia że zawrócenie, czy chociażby ostry skręt na ciasnych osiedlowych uliczkach, wykonywałem „na raz”. Dzięki dobrze skalibrowanym czujnikom parkowania – acz delikatnie nadwrażliwym - oraz dobremu obrazowi na centralnym ekranie z kamery cofania (z dynamicznymi liniami), również parkowanie jest praktycznie bezemocjonalne.
Najsłabszą stroną Kony Hybrid jest działanie systemów wspomagających kierowcę, a przynajmniej części z nich. Sczytujący znaki zachowuje się jakby jego kąt patrzenia wynosił 360 stopni, a tolerancja prędkości 0 km/h. Powoduje to, że nierzadko w trakcie jazdy, jego sygnalizacja nie milknie. System monitorowania uwagi jest równie nadopiekuńczy. Wystarczy na chwilę skierować wzrok na centralny ekran, aby już zaczął „grozić nam palcem”. Asystent utrzymania Kony Hybrid w pasie ruchu zachowuje się jakby był ojcem założycielem jazdy autonomicznej. Mamy jechać dokładnie tak jak on chce, bo w innym wypadku oznacza to walkę. I to prawie dosłowną, gdyż do zmiany kierunku jazdy trzeba użyć siły jakby właśnie zepsuło się wspomaganie układu kierowniczego, tak stanowczo działa. Marnym pocieszeniem jest, iż aktywuje się w okolicach 60 km/h. Na ich tle, system monitorowania martwego pola wypada jakby został stworzony przez innych ludzi, a przynajmniej fachowców. Jego sygnalizacja włącza się z wyczuciem, nawet gdy stoimy. Wybawieniem jest możliwość deaktywacji systemów lub zmiany ich sposobu działania oraz sygnalizacji. Jednak Hyundai nie postarał się, aby ułatwić to kierowcy. W najmniej angażującym wariancie, trzeba nacisnąć przycisk na kierownicy, następnie na centralnym ekranie wybrać odpowiedni system, wejść w jego menu i dopiero tam ustawić odpowiadającą nam jego funkcjonalność. To trochę dużo kliknięć.
Na całkowicie innym biegunie są rozwiązania ułatwiające prowadzenie oraz ogólną mobilność Kony Hybrid. Jednym z nich jest obraz spod lusterka zewnętrznego, wyświetlany na monitorze przed kierowcą w momencie włączenia migacza. Kolejnym, szczególnie dla osób które nie korzystają systematycznie z samochodu, jest przycisk resetu baterii. Pozwala on na doładowanie akumulatora rozruchowego z akumulatora trakcyjnego, a w efekcie odpalenie Kony Hybrid bez konieczności wsparcia się zewnętrzną pomocą. Przyciszające się multimedia po włączeniu biegu wstecznego również należą do tej kategorii. Tak samo jak automatyczne wbicie biegu „P” (parking) wraz ze zgaszeniem Kony Hybrid.
Jestem pod wrażeniem spalania, które udało mi się uzyskać w teście (nie nastawionym na oszczędzanie paliwa). Przy spokojnej jeździe drogami lokalnymi Kona Hybrid wskazywała 4,7 l/100 km, w mieście zadowalała się 5,7 l/100 km, a średnia z całego testu wyszła 6,2 l/100 km do czego znacznie przyczyniła się jazda po drogach szybkiego ruchu i autostradami.
Hyundai katalogowo wycenił Konę Hybrid w wersji wyposażenia Executive na 145 600 PLN. Testowany egzemplarz został doposażony w akcesoryjny pakiet Tech, co wraz z dopłatą za lakier podniosło jego cenę do 152 600 PLN.
Punkt odniesienia
Dla innych producentów i tego typu modeli, Kona Hybrid powinna stać się punktem odniesienia. Niestety nie wzorem, bo ma kilka niedociągnięć. To w gruncie rzeczy model, który spełni oczekiwania praktycznie każdego kierowcy, i wcale nie dlatego iż ma on niskie wymagania. Kona Hybrid jest jak dobrze zaplanowany dzień, którego wszystkie elementy „idą jak po sznurku”. Pomimo że nie zapada on w pamięć, nie przynosi huśtawek nastroju, to na jego końcu jesteśmy szczęśliwi, iż taki właśnie był.
Specyfikacja Hyundaia Kona Hybrid 6DCT 2WD:
Pojemność silnika benzynowego: 1580 cm3
Maksymalna moc silnika benzynowego: 93 KM
Maksymalny moment obrotowy silnika benzynowego: 134 Nm
Maksymalna moc silnika elektrycznego: 44 KM
Maksymalny moment obrotowy silnika elektrycznego: 170 Nm
Maksymalna moc układu hybrydowego: 129 KM
Maksymalny moment obrotowy układu hybrydowego: 265 Nm
Napęd: na jedną oś
Skrzynia biegów: automatyczna 6-biegowa DCT
Prędkość maksymalna: 165 km/h
Przyspieszenie 0 –100 km/h: 12,0 sek.
Zużycie paliwa w cyklu mieszanym: 4,5 – 4,8 l/100 km
Emisja CO2: 103 - 108 g/km
Długość: 4350 mm
Szerokość: 1825 mm
Wysokość: 1580 mm
Wnętrze Hyundaia Kona Hybrid 1.6 T-GDI 6DCT 2WD 129 KM Executive