Chlapacze samochodowe zwane są również błotochronami, osłonami przeciwbłotnymi lub - jak w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia - fartuchami. Ich zadaniem jest ochrona przed uszkodzeniami nadwozia samochodu, w którym zostały zamontowane oraz - co jest zdecydowanie ważniejsze - zatrzymanie wznoszonych przez toczące
się opony luźnych elementów z drogi. Wśród nich znajdują się między innymi: piasek, żwir, drobne kamyki, jak również - szczególnie w trakcie deszczu lub tuż po nim - zalegająca na drodze woda, a w porze zimowej błoto pośniegowe czy też sypki śnieg. Tym samym, jadąc za samochodem wyposażonym w chlapacze, jest się chronionym nie tylko przed spotkaniem z poderwanym przez jego koła obcym ciałem, ale w deszczu widoczność staje się zdecydowanie większa. Wszystko to dzięki ograniczeniu strumienia wody unoszącego się spod kół samochodów. Dzięki temu, pojazd poruszający się w tym samym kierunku staje się wcześniej widoczny - co przy obecnym zamiłowaniu do jazdy na automatycznym ustawieniu świateł, które bardzo często nie reagują na opady deszczu, a co za tym idzie automat nie włącza świateł mijania i samochód nadal porusza się na dziennych - może okazać się zbawienne i przeciwdziałające kolizji czy też wypadkowi. W tym aspekcie działanie chlapaczy jest nieocenione, a co najważniejsze skuteczne na tym samym poziomie przez cały okres ich poprawnego montażu w samochodzie. Odnosi się wrażenie, iż producenci zachowują się jakby nigdy nie wyjechali na dłużej z krajów, w których z pieczołowitością przedstawiają swoje nowe modele, gdzie - nawet jak spadnie deszcz - to klimat jest na tyle ciepły i słoneczny, że po niedługim czasie już prawie nikt nie pamięta o nim. Wydawać by się zatem mogło, że tak istotny element samochodu zwiększający bezpieczeństwo poruszania się po drogach powinien być niezbędnym jego wyposażeniem. No niestety nie, a przynajmniej nie w samochodach osobowych.
W przepisach informację o chlapaczach (pod nazwą fartuchy) można znaleźć w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Napisano w nim:
„Pojazd samochodowy wyposaża się w fartuchy odpowiednio przedłużające tylne błotniki od tyłu albo umieszczone dalej od kół niż błotniki, jeżeli przy masie własnej pojazdu błotnik lub inny znajdujący się w płaszczyźnie symetrii opony za tylnym kołem element nadwozia lub podwozia, osłaniający tylne koło (koła) położony jest wyżej nad jezdnią niż 0,25 odległości tego elementu od pionowej płaszczyzny przechodzącej przez oś tylnego koła (kół), a dla samochodu osobowego oraz autobusu, samochodu ciężarowego i pojazdu specjalnego o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t z pojedynczymi kołami na osi tylnej - wyżej niż ta odległość; odległość dolnej krawędzi fartucha od jezdni nie powinna przekraczać tych wielkości; szerokość fartucha nie powinna być mniejsza niż szerokość opony (opon), zaś sztywność fartuchów powinna zapewniać ograniczenie do minimum ochlapywania pojazdów jadących z tyłu; fartuchów nie wymaga się w pojeździe o konstrukcji uniemożliwiającej ich umieszczenie” (§ 11. 1. pkt 11).
Tyle przepisy, które - co nie powinno praktycznie nikogo dziwić - zrozumiałe są dla niewielkiej liczby osób. Zatem upraszczając. Dzięki nim obowiązek narzucony przez organy państwa w zakresie posiadania chlapaczy w samochodach osobowych dotyczy niektórych modeli terenowych i SUV-ów oraz praktycznie żadnego kombi, sedana, hatchbacka, liftbacka, czy
też roadstera. Nie trzeba zatem dodawać, iż skoro nie są obowiązkowe, to producenci ich w swoich samochodach nie montują.
Co gorsza, i nie są to wcale odosobnione przypadki, nie tylko chlapacze nie są standardowym wyposażeniem samochodu osobowego, ale również producent nie przewidział możliwości ich zamontowania. Nawet jeżeli wcześniej takowa istniała. Przykład? Proszę bardzo. W najpopularniejszym obecnie modelu Fiata, czyli Fiacie 500 do czasu przeprowadzenia w nim liftingu (2015 rok) możliwe było zamontowanie w nim chlapaczy. Znajdowały się one nawet na liście akcesoriów. Po liftingu ta pozycja zniknęła z listy dodatkowego wyposażenia, a zakup do modelu przed liftingiem ukazuje dlaczego tak się stało. Otóż wraz z odświeżeniem modelu producent zlikwidował możliwość montażu chlapaczy i nie ma jak ich przyczepić.
Trudno zatem wierzyć w narrację producentów samochodów o ich pierwszoplanowym traktowaniu bezpieczeństwa, jeżeli oszczędzając „kilka groszy” samodzielnie rezygnują z montowania chlapaczy w samochodach, a nawet całkowicie uniemożliwiają to użytkownikowi. Oczywiście postępują zgodnie z przepisami, ale czy równocześnie mogą twierdzić, iż „ich najwyższym priorytetem jest bezpieczeństwo”? Czy to już hipokryzja, czy tylko niedopatrzenie?