Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

logo kdk.pl
Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta ikona szukaj
Testy Tech Historia Prawo Felietony Ekomoto Inspiracje KATALOG FIRM Cennik logo KATALOG dla kierowców SZUKAJ






Felieton

Czerwone światła



Czerwone światła

- choinka
- bezmózgowość
- czerwony dywan


Przełomowym wynalazkiem w zarządzaniu strumieniami samochodów w miastach okazały się sygnalizatory świetlne. To wynalazek, który wyzerował praktycznie wszystkie zmartwienia nie tylko drogowcom, strażakom i policjantom, ale również urbanistom i planistom miejskim. Tak się w nich rozkochali, że gdyby świeciły innym kolorem światła mogłyby zastąpić uliczne oświetlenie. Wydaje się, że w mieście nie jest w stanie powstać żadna droga bez sygnalizatorów świetlnych, a firma (firmy?) je montująca ma tego samego właściciela, co projektująca i zarządca drogi. A jeżeli aktualnie żadna ulica nie jest budowana, to można postawić sygnalizator na już istniejącej. Z pewnością w raportach Policji znajdzie się taka gdzie odnotowano
zdarzenie w ruchu lądowym, a nawet jeżeli takowej nie będzie, to i tak nie zaszkodzi go umieścić, tak na przyszłość, przewidująco. W końcu wszystko to dla bezpieczeństwa mieszkańców. Władza tak przyzwyczaiła się do takiego rozwiązania, że nawet jak okazuje się że wyłączony sygnalizator (przykładowo z powodu awarii) przyczynia się do upłynnienia ruchu, to i tak jest on włączany najszybciej jak tylko się da. Nieświadomi kierowcy pomstują na takie praktyki, tymczasem robione są one dla ich dobra. Przecież rządzący są dla ludzi i ułatwiania im życia, również kierowców.

Sygnalizatory świetlne to doskonałe odstresowywacze, i to nie tylko dla władzy, ale przede wszystkim dla kierowców. Dzięki nim, stojąc na czerwonym świetle można spokojnie wymalować się, czy też zjeść śniadanie, a nawet sprawdzić niecierpiące zwłoki wiadomości na mediach społecznościowych. Pewnym uniedogodnieniem, aby nie narazić się na mandat, może być konieczność umieszczenia smartfona w uchwycie samochodowym, ale to niewielkie wyrzeczenie za pozyskanie wiedzy „co tam słychać u naszych milusińskich których obserwujemy” oraz nabranie pewności że zjedli oni wartościowy posiłek, czy też znajdują się w kojącym zmysły miejscu na świecie. A jeżeli zbytnio zatraci się człowiek w tych czynnościach, to z pewnością i z należytą delikatnością, kierowca stojący za nami – a możliwe że nie tylko on, ale i

kilku innych – da nam znać, że zapaliło się zielone światło i możemy już zacząć rozpędzać nasze małe czterokołowe królestwo.

Prowadzenie samochodu ma być przyjemnością. Z coraz większą pieczołowitością dbają o to producenci aut umieszczając w nich coraz liczniejszą ilość systemów wspomagających prowadzenie. Jazda ma być bezstresowa, a przecież wyjazd z drogi podporządkowanej, czy też przejechanie skrzyżowania oznaczonego tylko znakami jest stresujące. Zarządcy miast nie są bezdusznymi maszynami, a cierpienie kierowców jest dla nich sygnałem do działania, trzeba zatem wybudować sygnalizator świetlny. Dzięki nim pokonywanie skrzyżowań stało się tak bezstresowe, że niektórzy kierowcy skręcając w lewo, bez zapalonej strzałki kierunkowej na sygnalizatorze, zapominają o przepuszczeniu pojazdów jadących na wprost. Przekaz jest prosty: jest zielone, to jedziemy.

Na koniec argument ostateczny. Powszechnie wiadomo że samochód jest śmiertelnym przedmiotem, o czym świadczą praktycznie codzienne komunikaty informujące o kolejnej tragedii która wydarzyła się na drodze. Czerwone światła powodują, iż pojazd pozostaje nieruchomy, tym samym jego niszczycielska moc w całości zostaje unicestwiona. Szach i mat, bezpieczeństwo górą, bo przecież głupota kierujących i brak przewidywania konsekwencji nie mają tutaj żadnego znaczenia.

Przestańcie zatem psioczyć na sygnalizatory umiejscowione na praktycznie każdym skrzyżowaniu i zacznijcie doceniać wysiłek (oraz pieniądze obywateli, czyli pochodzące z puli z której każdy wydatek nie tylko jest dokładnie przebadany, potrzebny, ale również zatwierdzony przez kolegium znawców oraz specjalistów z danej dziedziny) który władza wkłada w wasze bezstresowe poruszanie się po mieście.





Obserwator Pozytywów to napisany w ironicznym stylu tekst przedstawiający w pozytywny sposób złe lub nadużywane rozwiązania oraz niewłaściwe codzienne zachowania.

Obserwator pozytywów






Podziel się:




Listopad 2023

Tekst pochodzi z poniższego numeru miesięcznika motoryzacyjnego:


POBIERZ NUMER




Warte uwagi