Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

> O gazecie Numery Cennik Promocje Prenumerata Opublikuj tekst Katalog firm
Partner

Ekologia

Partner:


Prawdy o samochodach elektrycznych. Prawda druga - ładowanie



Ładowanie samochodu elektrycznego

Jedną z ważniejszych barier w popularyzacji samochodów elektrycznych jest ich zasięg oraz czas konieczny do naładowania baterii. Ładowania baterii, które – nie ma co tego ukrywać – trwa zdecydowanie dłużej niż tankowanie samochodów z tradycyjnym napędem. Zmierzmy się zatem z prawdą o ładowaniu modeli elektrycznych.

Ładowanie akumulatora trakcyjnego samochodu elektrycznego odbywa się na różne sposoby. Należy zacząć od tego, że zachodzi ono również podczas jazdy. Dzieje się tak dzięki rekuperacji, czyli odzyskowi energii kinetycznej wytwarzającej się podczas hamowania. W zdecydowanej większości samochodów spalinowych owa energia jest zamieniania w ciepło i w rezultacie bezpowrotnie tracona, tutaj natomiast zostaje ona przekształcona w prąd elektryczny, który doładowuje akumulator. Co więcej, aby zainicjować proces rekuperacji nie trzeba wcale wciskać pedału hamulca. Wystarczy jedynie zdjąć nogę z pedału przyspieszenia, a pojazd zaczyna samoczynnie zwalniać – silnik elektryczny działa wtedy jak generator prądu. W niektórych samochodach siłą rekuperacji można nawet sterować. Przykładowo, w Audi e-tron robi się to za pomocą łopatek umieszczonych przy kierownicy. W zależności od ustawienia po odpuszczeniu „gazu” auto zwalnia mniej lub bardziej wyraźnie. Alternatywnie decyzję można zostawić elektronice – wtedy siła rekuperacji będzie dopasowywana do ukształtowania i nachylenia drogo, którą się aktualnie poruszamy.

Jednak w pewnym momencie samochód i tak należy podłączyć do sieci energetycznej, aby uzupełnić zapas prądu. Najprościej jest oczywiście
Reklama
skorzystać z domowego gniazdka 230V, tyle tylko, że jest to opcja dla tych, którzy mieszkają w domach jednorodzinnych, najlepiej z garażem. Akumulator najkorzystniej jest ładować nocą, wtedy bowiem taryfa za prąd jest najniższa, a to z kolei pozwala na obniżenie kwoty widniejącej później na rachunku. No dobrze, ale ile właściwie trwa pełne naładowanie auta elektrycznego? Bardzo łatwo to policzyć – wystarczy podzielić pojemność akumulatora podawaną w kilowatogodzinach (kWh) przez maksymalną moc ładowania mierzoną w kilowatach (kW). W przypadku domowej instalacji jednofazowej ten drugi parametr ma wartość 2,3 kW (przy zabezpieczeniu wynoszącym 10 amperów) lub 3,68 kW (przy zabezpieczeniu wynoszącym 16 amperów). Jeżeli więc będziemy mieli „elektryka” z akumulatorem o pojemności np. 40 kWh, to jego pełne naładowanie w najlepszym przypadku potrwa około 11 godzin. Szybsze ładowanie umożliwia instalacja trójfazowa, ale nie każdy dom jest w takową wyposażony. Ciekawą opcją są na pewno ładowarki naścienne zwane wallboxami. Mają je w ofercie zarówno producenci samochodów, jak i firmy zewnętrzne. Przykładowo, najnowszy wallbox Mercedesa dysponuje maksymalną mocą ładowania na poziomie 22 kW. Dzięki temu ładowanie pojazdu elektrycznego przebiega kilkukrotnie szybciej niż przy użyciu domowego gniazdka. Ładowarka wyróżnia się elegancką obudową i posiadana trwale podłączony kabel o długości około sześciu metrów, który podczas ładowania jest zablokowany tak, że połączenie nie może zostać przerwane. O statusie procesu ładowania informuje ledowa kontrolka umieszczona na stacji wallbox. Nabywcy mają do wyboru trzy wersje ładowarki: bazową, zaawansowaną oraz wariant podwójny służący do ładowania dwóch pojazdów jednocześnie. Zaawansowana oraz podwójna wersja wallboxa posiadają łączność z internetem, wbudowany licznik energii elektrycznej i zezwalają na dostęp za pomocą fal radiowych. Pozwala to na zarządzanie kilkoma pojazdami różnych użytkowników i szczególnie przydaje się w przypadku flot, parkingów służbowych oraz wspólnot mieszkalnych. Aplikacja Wallbox Web App umożliwia łatwe sterowanie ładowaniem, zarządzanie ustawieniami użytkownika, optymalizację kosztów ładowania i zapewnia dostęp do jego statystyk – a wszystko za pośrednictwem smartfona. Co istotne, dzięki standaryzacji wtyczki stacja wallbox Mercedesa pozwala również na ładowanie samochodów elektrycznych innych marek.

Jeżeli chcemy jeździć za darmo (jeszcze) nie pozostaje nam nic innego jak ładowanie naszego „elektryka” za pomocą ogólnodostępnych wolnostojących ładowarek. Znajdziemy je najczęściej na parkingach przy centrach handlowych lub dużych biurowcach i z reguły dysponują mocą od 7,4 do 22 kW. Problem w tym, że póki co nie ma ich zbyt wiele i w związku z tym po przyjeździe może się okazać, że auta nie naładujemy, ponieważ miejsce jest już zajęte przez kogoś innego. Niestety, przeważnie nie ma co liczyć na to, że punkt ładowania szybko się zwolni, pełne naładowanie akumulatora musi bowiem chwilę potrwać. Najwięcej szczęścia wydają się mieć ci, którzy pracują w okolicy parkingu z darmową ładowarką, gdyż po dotarciu na miejsce mogą podłączyć auto do prądu i udać się spokojnie do pracy. Poza tym rano jest większa szansa na to, że stacja ładowania będzie wolna. Nie można jednak podchodzić do tematu w sposób samolubny. Jeżeli wiemy, że naładowanie akumulatora zajmie powiedzmy cztery godziny, to nie blokujmy stanowiska przez osiem godzin, tylko podczas przerwy w pracy odłączmy ładowarkę i przepakujmy samochód, bo być może ktoś inny czeka już na możliwość uzupełnienia zapasu energii w swoim „elektryku”. Obecnie darmowe ładowarki posiadają jeszcze jedną niedoskonałość, są tak ustawione, aby nie przez cały czas ładować samochód pełną mocą. Powoduje to komplikacje w obliczeniu czasu potrzebnego do jego naładowania. Innym z wybiegów ich właścicieli jest ukrywanie ich faktycznej mocy ładowania. Zdarzają się wspaniale wyglądające ładowarki o dużej mocy, które po podłączeniu samochodu okazują się pięknie zabudowanym zwykłym gniazdkiem sieciowym. Jeżeli natomiast zależy nam na jak najszybszym naładowaniu akumulatora, to najlepszym wyjściem jest skorzystanie z tzw. szybkiej ładowarki. Może mieć ona moc od 43 do nawet 120 kW (jak na razie dotyczy to tylko firmowych Superchargerów Tesli). Tutaj o żadnym darmowym ładowaniu nie ma już jednak mowy. Cena kilowatogodziny energii nie jest niska, ale za to szybkość ładowania – bezkonkurencyjna.

Jak wykazano wcześniej czas naładowania baterii w samochodzie elektrycznym jest – szczególnie w porównaniu z samochodem o tradycyjnym napędzie – bardzo długi. Na tyle długi, że praktycznie pozbawia nas, użytkowników i kierowców, możliwości bezstresowego poruszania się na długich odcinkach. Aby tego uniknąć producenci, którzy zdali sobie sprawę z tej przykrej niedoskonałości, wprowadzili możliwość szybkiego ładowania samochodów oraz planery online naszej trasy. Szybkie ładowanie, to nic innego jak podpięcie samochodu na niedługi czas (wynoszący niejednokrotnie 10 – 30 minut) do źródła prądu. Pozwala to na podładowanie baterii, abyśmy dalej mogli kontynuować podróż. To znaczne udogodnienie, ale czy bezpieczne w dłuższym okresie czasu dla baterii? Odpowiedź jest prosta i każdy może sam jej udzielić. Wystarczy spojrzeć na samochód elektryczny jak na telefon komórkowy. Czy częste i chwilowe doładowywanie baterii w perspektywie dłuższego czasu ma wpływ na jej zdolność magazynowania i przechowywania energii? No właśnie. Kolejnym elementem mającym usprawnić poruszanie się samochodem elektrycznym na długich odcinkach jest planer online podróży udostępniany przez niektórych producentów wraz z zakupem modelu. Wystarczy za pośrednictwem nawigacji ustawić punkt docelowy naszej podróży i to w zasadzie wszystko. W trakcie pokonywania kilometrów komputer będzie na bieżąco analizował stopień naładowania baterii, charakter i technikę naszej jazdy oraz porównywał wszystkie parametry z zasięgiem i dostępem do ładowarek tworząc ich mapę na trasie naszego przejazdu. Niewątpliwym atutem tego rozwiązania jest aktualizacja parametrów w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że jeżeli zostanie zwiększone zapotrzebowanie na energię naszego samochodu, program skoryguje swoje wcześniejsze obliczenia, a upatrzona wcześniej przez nas na mapie ładowarka do której, przykładowo mieliśmy dojechać z zasięgiem energii wystarczającym na pokonanie 50 kilometrów, wskaże mniejszy jej zapas.

Obecnie na rynku coraz większa ilość producentów zaczyna
Reklama

oferować samochody elektryczne. Tak samo jest z ładowarkami, różnią się nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim mocą. Na szczęście „elektryka”, za pośrednictwem odpowiednich przejściówek (które należy wozić ze sobą), dodawanych przez producentów wraz z zakupem samochodu można podłączyć i naładować w każdej z nich - ich złącza zostały znormalizowane. Jedyne co może nas wtedy zaskoczyć, to szybkość ładowania baterii. Nie zawsze jednak wina leży po stronie ładowarki, gdyż w trakcie ładowania, samochód analizuje dostarczaną energię i reguluje jej przepływ. Może się zdarzyć, że korzystając cały czas z tej samej ładowarki, oferującej – niezmiennie – ten sam prąd, nasz samochód będzie miał różne czasy naładowania tej samej ilości energii, a odpowiedzialna będzie za to temperatura powietrza i jego wilgotność.

Warto wiedzieć, że istnieją też samochody elektryczne, których nie trzeba ładować z zewnętrznego źródła prądu. Co więcej, nie ma nawet takiej możliwości, ponieważ nie posiadają one gniazd, w które można by wpiąć kabel do ładowania. O jakie samochody tutaj chodzi? Odpowiedź brzmi: wodorowe. To trochę niefortunne określenie, ponieważ sugeruje, że mamy do czynienia z pojazdami napędzanymi wodorem, a wcale tak nie jest. W rzeczywistości bowiem samochód wodorowy to po prostu „elektryk” mający na pokładzie „minielektrownię” w postaci ogniw paliwowych, którym do pracy niezbędny jest dostarczany z zewnątrz wodór – stąd też konieczność jego tankowania. Drugi potrzebny składnik, czyli tlen, pobierany jest z powietrza. W ogniwach paliwowych, w wyniku reakcji z tlenem wodór zostaje utleniony. W rezultacie dochodzi do wytworzenia energii elektrycznej oraz pary wodnej. Jako że prąd produkowany jest na bieżąco i bezpośrednio zasila silnik elektryczny samochody wodorowe nie potrzebują akumulatora trakcyjnego. Posiadają jedynie stosunkowo niewielką baterię, pod względem gabarytów i pojemności zbliżoną do tej z klasycznych hybryd. W niej gromadzona jest energia odzyskiwana w procesie rekuperacji, która zostaje wykorzystana, gdy zapotrzebowanie na prąd jest wzmożone (np. przy dynamicznym przyspieszaniu). Podstawę stanowi jednak energia wytworzona z wodoru. Problem w tym, że w Polsce póki co nie ma stacji, na których byłoby można go zatankować. Dlatego w chwili obecnej eksploatacja samochodów wodorowych nie jest u nas niestety możliwa.



Ładowanie samochodu elektrycznego Ładowanie samochodu elektrycznego Ładowanie samochodu elektrycznego

Październik 2019

Zdjęcia: Audi, Nissan, Volvo



POBIERZ NUMER


Warte uwagi