Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

> O gazecie Numery Cennik Promocje Prenumerata Opublikuj tekst Katalog firm


test

BMW X6 M50d - wszystkiemu winne są supersamochody



BMW X6 M50d

Tak, tym razem znów zacznie się od malkontenctwa, ale mam ku temu wyjątkowo dobry powód. Widzicie - jak większość z was należną czcią otaczam samochody, których moc można liczyć setkami niczym w portfelu Kulczyka. Intrygują, budzą podziw, ale także strach. Przynajmniej kiedyś.

Kilkanaście lat temu, gdy chciałeś się przejechać Lamborghini Diablo najpierw żegnałeś się z rodziną i przyjaciółmi. Nie wiedziałeś czy kiedykolwiek zdołasz wrócić. Wszystko zależało od tego narowistego samochodu i jego aktualnego humoru. Było nie w sosie? Cóż. Ale gdy miało akurat dobry dzień wracałeś spocony z brązowymi majtkami. Mimo tego byłeś królem świata. Dostąpiłeś zaszczytu obcowania z nitrogliceryną i przeżyłeś. Adrenalina była pompowana przez widlastą dwunastkę, a każdy fragment twojego ciała był żywy jak nigdy przedtem. Byłeś herosem, co prawda szalonym, ale jednak. Przechodzący ludzie widząc cię w supersamochodzie zazdrościli ci nie tylko maszyny, ale również odwagi, umiejętności.

Właśnie, umiejętności. Dzisiaj, żeby jeździć czymś co ma więcej niż pięćset koni mechanicznych wystarczy odpowiednia ilość pieniędzy. Dawniej też była niezwykle
Reklama
przydatna, ale drogi i szybki samochód był nie tylko na pokaz.

Teraz dzięki nowoczesnej technice instynkt samozachowawczy połączony z chęcią przetrwania zastąpił kunszt wszystkich inżynierów, którzy brali udział w projektowaniu twojego nowego cacka. Dzisiaj możesz być maniakiem, który rozjeżdża ludzi na molo a i tak nic ci się nie stanie, ponieważ jesteś otoczony miękkimi poduszkami, odurzony zapachem delikatnej skóry oraz otulony komfortowymi fotelami, które akurat serwują masaż. Wierzysz, że zakręt można przejechać z dowolną prędkością, a inteligentna skrzynia biegów korzystająca z satelity dobierze odpowiednie przełożenie. Nie grozi ci już zgaszenie silnika, gdy chcesz zaszpanować na światłach bo o wszystko zadba kontrola startu. Jazda nowym Turbo S przypomina drzemkę w bujanym fotelu. A co gorsza, żeby jeździć naprawdę szybko nie trzeba już kupować ciasnego coupe.

Przyspieszenie do setki w nieco ponad pięć sekund. Prędkość maksymalna wynosząca 250 km/h. Trzylitrowy silnik wsparty trzema turbosprężarkami. 381 koni mechanicznych. 740 Nm momentu obrotowego. Kusząca wyliczanka, nieprawdaż? Pewnie sądzicie, że to jakaś specjalna wersja 911-tki albo nowoczesne wcielenie Corvetty czy Mustanga. Nic z tych rzeczy. Co prawda ma nadwozie w typie coupe, przynajmniej tak twierdzi producent, jednak z prawdziwym nie ma wiele wspólnego.

Całe te pyszności kryją się w nadwoziu BMW X6. To prawie jakby trufle stały się nadzieniem knedlików. Ale od początku.

Terenówka bez zdolności terenowych okazała się prawdziwym hitem sprzedaży. Dzisiaj każdy oferuje własny przepis, a część z producentów nawet po kilka modeli. Nie ma problemu, żeby zastąpić Mercedesa Klasy S czymś na szczudłach, w końcu jest Klasa GL. Wolisz coś mniejszego do miasta? Renault ma dla Ciebie Captura a Ford Kugę.

Jednak BMW postanowiło zaszaleć i udowodnić, że potrafi połączyć praktycznego suva z gracją nadwozia coupe, który oferuje podwyższoną pozycję za kierownicą i może jeździć szybko po asfalcie oraz dzielnie radzić sobie w lżejszym terenie. Jakby to powiedział Maciej Stuhr, terefere.

Chociaż X6 jest minimalnie większe to nadwozie do słupka b jest blachą zdjętą wprost z X5-tki. Ma delikatnie inne zderzaki, zwłaszcza w przypadku zakupienia
Reklama

pakietu lub wersji M. Dopiero za tylnymi drzwiami zaczyna się zabawa. Niespodziewanie linia dachu się obniża przechodząc niemal w poziomą szybę, którą wieńczy delikatny spojler na tylnej klapie. Może wygląda to efektownie, ale nie jest kanonem piękna. Dodatkowo wygląda wyjątkowo śmiesznie z zamontowanymi relingami.

Poza tym X6-tka jest ogromna. Wydatne i rozdęte nadkola, pękate zderzaki oraz wysokość lekkoatlety biorącego udział w konkursie skoku o tyczce. Czy jednak jest ładna? Umówmy się, że jako właściciel najczęściej będziesz przebywał w jej wnętrzu.

A to jest złożone z perfekcyjnych materiałów i po mistrzowsku spasowane. Skóra jest miękka i przyjemna w dotyku, więc z pewnością pochodzi ze szczęśliwych krów. Miejsca z przodu jest dużo. Można się wygodnie umościć, regulując elektrycznie fotele we wszystkich płaszczyznach łącznie z podparciem ud i połykać kolejne setki kilometrów niczym się nie przejmując. Sytuacja ma się gorzej z tyłu, gdzie wspomniany opadający dach ogranicza ilość przestrzeni nad głową. Poza tym X6-tka występuje tylko w wersji czteroosobowej. Piątemu i tak byłoby niewygodnie.

Jest jednak parę minusów. Deska rozdzielcza została przeniesiona z X5-tki, więc stylistycznie wypada blado w porównaniu z designem nadwozia. Bagażnik ma rozsądne 570 litrów pojemności, ale za sprawą ściętej tylnej klapy nie przewieziecie w nim większych pudeł. Skoro mowa o klapie, to dzięki pochylonemu ukształtowaniu szyby niewiele zobaczycie przy parkowaniu. No i szumnie zapowiadane M ogranicza się do znaczków na kierownicy i obrotomierzu oraz dyskretnych przeszyć na fotelach. Poza tym to zwykłe X6.

BMW X6 M50d BMW X6 M50d

Grudzień 2014

Wojciech Dorosz (99octanow.pl)
Foto: BMW Press



POBIERZ NUMER


Warte uwagi