|
Prowadzenie auta F1 jest bardzo wymagające... cały czas musisz jechać na limicie. A to jest...
moje inne auto
W 2010 roku wystartował w dziesięciu rajdach i to daje wam dobre wyobrażenie o tym, co Robert Kubica lubi robić w wolne od F1 weekendy

Za drzewami wydech małego Clio z rykiem budzi się do życia. Autko wyrzuca w górę liście i rozbryzguje kałuże, a jego kierowca zakłada kontrę za kontrą, zbijając biegi w sekwencyjnej skrzyni. W drodze od zakrętu do zakrętu dynamiczna masa auta pozostaje świetnie zbalansowana i dzięki temu pęd do przodu nie jest wytracany. Spokojne koniuszki palców na kierownicy to znak talentu; auto tańczy po drodze, ale zawsze pozostaje pod kontrolą. Następny zakręt już czeka, kolejna wycieczka w nieznane. Nie brak ukrytych zagrożeń: kamień na wewnętrznej, głęboki rów na zewnętrznej, brud naniesiony na asfalt przez jadącego z przodu rywala. Jest też godny zaufania pilot, dyktujący z wyprzedzeniem trasę. To inny świat: opisu trasy, interkomów i punktów kontroli czasu. Milion kilometrów od supermiękkich slicków, gładziutkiej niczym stół bilardowy nawierzchni, dmuchanych dyfuzorów i połyskującej rzeźbą z włókna węglowego Formuły 1. – Poza czterema kołami, kierownicą i pedałami – Kubica przekrzykuje silnik, – rajdy to zupełnie inny sport niż F1.

Przez ostatni sezon, obok swoich normalnych obowiązków w F1 za kierownicą Renault R30, Robert Kubica był zajęty startami w rajdach za kierownicą innych aut Renault: Clio R3 i Clio Super 1600. Ogółem w sezonie 2010 Polak wystartował w dziesięciu rajdach, w tym Monte Carlo (cykl IRC), Antibes (mistrzostwa Europy) i Rally du Var (mistrzostwa Francji). W dwóch ostatnich imprezach wygrał swoją klasę oraz kategorię aut z napędem na przednią oś, podobnie zresztą jak we włoskich imprezach: Rally del Taro, Rally del Friuli czy Trofeo Maremma. Mimo okazjonalnych startów, zdołał wywalczyć tytuł wicemistrza Włoch w klasyfikacji samochodów przednionapędowych.
Na asfaltowych drogach południowej Francji i północnych Włoch granicząca z uzależnieniem żądza prędkości i rywalizacji przyciąga Kubicę w weekendy wolne od związanej z Formułą 1 pompy. To odmienna dyscyplina, inny format i kolejny test jego nieprzeciętnie szybkich reakcji.
W czasie testów i wyścigów kierowcy F1 z reguły pokonują tysiące kilometrów po torach pokroju Circuit de Catalunya. Wiedzą wszystko o każdym punkcie hamowania, skręcie w każdy zakręt, momencie otwarcia przepustnicy czy takich szczegółach jak kąt nachylenia nawierzchni i jej zmiany. Dla kontrastu rajdowy odcinek specjalny jest podróżą w nieznane. Po dwóch przejazdach zapoznawczych i zapisaniu trasy przez pilota masz w notatkach ogólny układ drogi, ale nigdy nie wiesz, jaki jest poziom przyczepności. – Znasz dokładny kształt zakrętów i promień, ale nie wiesz, czy ktoś przed tobą nie narzucił brudu na drogę – mówi Kubica. – Każdy zakręt to wiele pytań. Przy jeździe na limicie samochodu masz bardzo mało czasu, więc musisz sobie wizualizować w głowie to, co mówi pilot, i improwizować. Od 21 lat jeżdżę po niektórych europejskich torach i każdy zakręt jest zawsze taki sam. W rajdach możesz jeździć po tym samym odcinku, ale za każdym razem poziom przyczepności będzie inny.
Rajdy bardziej przypominają kwalifikacje w F1 niż samo ściganie. Ty, twój samochód i kawałek asfaltu kontra zegar. Dla niektórych kierowców to właśnie wywołuje dreszczyk. Osiąganie granic tego, czego można dokonać i sprawdzian własnych umiejętności. Dla innych pociągająca jest pogoń, gierki psychologiczne z rywalami i próba zmuszenia ich do błędów przed zakrętem. To ich kręci. Czy Kubica woli wyścig z czasem, czy z rywalami?
– Cóż, w Formule 1 ściganie się koło w koło jest dość ograniczone, ze względu na aerodynamikę – trudno jest wyprzedzać – żałuje. – Najlepszą formą ścigania jest karting, który też często uprawiam, bo nie ma tam aerodynamiki, za to jest dużo przyczepności mechanicznej. Chciałbym, żeby wyścigi F1 wyglądały jak karting, gdzie od startu do mety toczysz zaciętą walkę, ale niestety tak nie jest. F1 daje dobre odczucia, jeśli ciśniesz technologię prędkości do samego limitu.
Wygląda na to, że Polak kocha zaciętość kartingowego ścigania i czuje zastrzyk adrenaliny przy ogromnej prędkości w zakręcie, kiedy czuje przyczepność i moc współczesnego auta F1, ale nawet przy mocy o 600 koni mniejszej przeżycie towarzyszące jeździe na granicy przyczepności jest takie samo – nieważne, że jedzie się wolniej. – Tak, jest tak samo, kiedy pędzisz pełnym gazem po otwartej drodze. Nie sądzę, aby rajdy poprawiły moją formę w F1, ale robią ze mnie bardziej kompletnego kierowcę. To coś, co bardzo mi się podoba, a ostatnio moja prędkość też była dobra. Jednak bez odpowiedniego doświadczenia bardzo trudno jest jeździć w rajdach na bardzo wysokim poziomie.

Kubicę spotykamy we Francji, gdzie jego Renault Clio doglądane jest przez mechanika, który ustawia fotel i dostraja komputer sterujący pracą silnika. Jesteśmy na małym torze testowym Marcoussis na południe od Paryża, gdzie Kubica będzie wykonywał pokazowe przejazdy za kierownicą swojego „innego” Renault. Polak wyjaśnia, że kiedy był młody, w jego ojczyźnie cały sport samochodowy obracał się wokół rajdów. – Jako kibic jeździłem na wiele rajdów – przyznaje. – Mam wielu przyjaciół, którzy startują w różnych klasach. Kiedy byłem młodszy, ludzie próbowali wsadzić mnie do rajdówki, bo w Polsce nie było zbyt wielu okazji do ścigania się po torze. Jednak nie podobały mi się takie pomysły i dopiero w 2003 roku zacząłem wkręcać się w rajdy.
Kiedy mówi o swoich dwóch sezonach – jednym w otwartym kokpicie i jednym za szybą – R3 za nim ryczy i strzela spalanym w wydechu paliwem. O ile Kubicy podobały się wyzwania krętych dróg na południu Europy, o tyle ma właśnie za sobą umiarkowanie udany sezon na najlepszych torach wyścigowych świata. Do Grand Prix Abu Zabi zawsze kwalifikował się w pierwszej dziesiątce i za kierownicą Renault R30 zdobył kilka miejsc na podium. Jeśli Renault poprawi swoją formę, to nie ma wątpliwości, że Kubica może powalczyć o mistrzostwo. Jednak czy nowi właściciele ekipy z Enstone, razem z dyrektorem technicznym Jamesem Allisonem, będą w stanie zbudować sukces na bazie sezonu 2010?
– Ludzie chcą więcej, ale droga na szczyt jest długa – wyjaśnia Kubica. – Łatwiej się poprawić, kiedy tracisz dwie sekundy do najlepszych, ale ostatni fragment jest najtrudniejszy i najważniejszy. Dobrze, że w trakcie sezonu 2010 zespół wprowadzał poprawki, ale w niektórych wyścigach jest się bliżej czołówki niż w innych. Formuła 1 zmienia się bardzo szybko i czasami potrzebujesz więcej czasu na analizę i zrozumienie obszarów, w których musisz poprawić auto. Jestem przekonany, że w sezonie 2011 dobrze sobie poradzimy na nowych oponach Pirelli, ale trudno przewidzieć, co zrobią inni. Popatrzcie na zmianę formy Brawna z 2009 roku i Mercedesa z 2010 roku. Wszystko może się bardzo szybko zmienić.
W tym momencie mechanik Renault wychyla się spod maski Clio i daje Robertowi znak do kolejnego przejazdu. Szybko zapina pasy w szarym aucie, odpala silnik, jedynka i już go nie ma. Przednionapędowe auto szybko połyka drogę i znika z pola widzenia.

Nagłe przejście z F1 do rajdów nie jest tak łatwe, na jakie wygląda. W latach 50. i 60. dobrzy kierowcy z łatwością zmieniali dyscyplinę, ale we współczesnych czasach zaledwie garstce się to udało. W latach 90. Derek Warwick i Martin Brundle próbowali sił w Rajdzie RAC, a ostatnio Finowie – Mika Häkkinen i JJ Lehto – startują w Rajdzie Arktycznym. Jednak tylko dwóch kierowców F1 w ostatnich latach wykonało przejście pełną gębą: Stéphane Sarrazin i Kimi Räikkönen.
Podobnie w drugą stronę, przejścia z rajdów do F1 są wyjątkowo rzadkie. Colin McRae i Carlos Sainz wykonywali pokazowe przejazdy w maszynach F1, ale była to tylko zabawa. Najbliżej prawdziwego występu byliśmy w sezonie 2009, kiedy Toro Rosso prawie umożliwiło wielokrotnemu rajdowemu mistrzowi świata Sebastienowi Loebowi start w Grand Prix Abu Zabi. Niestety, przejście nie jest tak łatwe jak myślicie i obiecany występ nigdy nie doszedł do skutku. Räikkönen może i jest od czasu do czasu szybki, ale nie jeździ w WRC na równym poziomie. Dlaczego zmiana dyscypliny jest tak trudna?
– Trudno jest prowadzić auto F1: to niezwykle wymagające – mówi Kubica. – Zostało zaprojektowane do jazdy na limicie, okrążenie po okrążeniu. To wymaga ogromnej koncentracji, co jest wyjątkową zdolnością. W rajdach auta mają zupełnie inną charakterystykę. Są prostsze i bardziej przyjazne w prowadzeniu. Muszą takie być, bo jeździ się nimi po różnych nawierzchniach: szutrze, asfalcie, wybojach, szybkich sekcjach, ciasnych nawrotach, wąskich dróżkach. Prowadzenie rajdówki jest inne i daje inne odczucia. Trudno się przyzwyczaić do prędkości, bo zawsze jeździłem wyścigówkami z otwartym nadwoziem i wiatrem owiewającym kask, a tutaj mam szybę, klatkę bezpieczeństwa i mniej mocy, ale frajda z jazdy wciąż daje ogromną satysfakcję.
– Gdybym miał wskoczyć do auta WRC, jak Kimi, nie miałbym szans. Umiem jeździć samochodem, a on jest wielkim talentem, ale pokazał, jakie to jest trudne. Inni kierowcy latami wchodzili na poziom, na którym mogą wygrywać. Potrzebujesz bardzo dużo doświadczenia, a wejście na najwyższy poziom wymaga czasu.
Do tego rajdy nie są sportem indywidualnym. Nie jesteś sam w pędzącym samochodzie, tak jak w F1. Człowiek na prawym fotelu, pilot, podaje informacje o trasie. Ignorowanie go to igranie z ogniem. – To jak małżeństwo – ciągnie zwycięzca Grand Prix, który stał się demonem odcinków specjalnych. – Spędzasz 13-14 godzin w aucie ze swoim pilotem, a wiele załóg startuje razem od bardzo dawna. Musicie się dobrze bawić, ale zachować profesjonalizm. Jeśli pilot się spóźnia przy podaniu zakrętu i przed kolejnym jest opóźnienie, to tracisz zaufanie do niego i jedziesz wolniej. Możesz jechać to, co widzisz, ale nie zgadniesz, czy za ślepym łukiem nie ma 50-metrowej przepaści na zewnętrznej. Dlatego nie jest to łatwe. Rajdy to nie tylko prowadzenie auta. To coś zupełnie innego niż F1.
Dlatego wyzwanie związane ze startami na otwartych drogach jest tak pociągające. Po 21 latach jazdy po zakrętach Campsa czy Banc de Sabadell, Kubica próbuje swoich sił w innym sporcie. Nie takim, który odciągnie jego uwagę od ścigania się po torach – ale takim, który rozszerzy jego umiejętności jako kierowcy i mistrza prędkości.
Tekst: F1
Racing
[ zamknij
okno ]
|