|
Wzloty i upadki
Roberta Kubicy w sezonie 2010
136 punktów na koniec sezonu 2010 to rekordowe osiągnięcie Roberta Kubicy w historii jego startów w Formule 1. I choć w 2008 roku, jeszcze w barwach BMW Sauber, był nawet liderem klasyfikacji kierowców, to ten rok można uznać za najlepszy na drodze do wymarzonego mistrzostwa.

Gdyby w marcu ktoś powiedział, że w barwach „odrodzonego” zespołu Renault nasz jedyny reprezentant zdobędzie połowę swoich wszystkich punktów w F1, większość znacząco popukałaby się w czoło. Mało kto bowiem, łącznie z Robertem, wierzył po pierwszych testach, że żółto-czarne bolidy będą konkurencyjne dla Ferrari, McLarena, Red Bulla czy utworzonego na bazie Brawn GP Mercedesa. Tymczasem rok 2010 przyniósł wiele niespodzianek, do tego bardzo miłych dla polskich kibiców. Przypomnijmy je.
Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. Dziewiąte pole startowe w inauguracyjnym sezon GP Bahrajnu wydawało się oddawać pozycję samochodów Renault w stawce F1. Na dodatek chmura dymu z Red Bulla Marka Webbera i kolizja z Adrianem Sutilem zepchnęły Polaka na koniec stawki. Wydawało się, że tak pechowo będzie wyglądał cały 2010 rok, ale Kubica znów pokazał pazur i mozolnie zaczął odrabiać straty, dochodząc do 11. pozycji. Na koncie nie przybyło punktów, a na zawodników czekało za chwilę GP Australii, którego jeszcze nigdy wcześniej Robert nie ukończył.
Pechowy dla Kubicy tor w Albert Park tym razem okazał się szczęśliwy. Co prawda wyścig nasz reprezentant znów zaczął z 9. pozycji, ale tym razem rozważna jazda, udane zjazdy na zmianę opon i pech rywali pozwoliły mu wskoczyć na drugi stopień podium, zdobyć bezcenne 18 pkt. i tchnąć w rozbitą niedawnymi aferami ekipę Renault nowego ducha.
GP Malezji na torze Sepang tradycyjnie rządziła pogoda. Podczas wyścigowego weekendu momentami lało jak z cebra. Uskrzydlony wynikiem w GP Australii Robert wywalczył w kwalifikacjach 6. pozycję (długo miał drugi czas), ale dzięki kapitalnemu startowi awansował o dwa oczka i czwartego miejsca nie oddał już do końca. Wyżej się nie dało, bo Mercedes Nico Rosberga był dla R30 za szybki.
Kończące dalekowschodni początek sezonu wietrzne GP Chin w Szanghaju Kubica rozpoczął z bardzo dobrej czwartej pozycji, a na mecie zameldował się na piątym miejscu, wyprzedzając o dwa pola swojego partnera z zespołu Witalija Pietrowa, który w końcu zdobył swoje pierwsze punkty w F1.
Po powrocie F1 do Europy GP Hiszpanii umocniło pozycję Kubicy w stawce ośmiu najlepszych kierowców tego sezonu. Ósme miejsce na mecie (startował z 7.) było maksimum tego, co można było osiągnąć. Na szczęście szybkimi krokami zbliżało się GP Monako na tak lubionym przez Polaka ulicznym torze. Ci, którzy wybrali się do Monte Carlo, nie zawiedli się. Mogli podziwiać uradowanego Kubicę na podium, tym razem na jego najniższym stopniu (już szósty w klasyfikacji generalnej). Kto wcześniej stawiał na takie wyniki w Renault?
GP Turcji to powrót na tradycyjną pozycję sezonu 2010. Siódme pole startowe do wyścigu na torze Instanbul Park i szósta pozycja na mecie pozwoliły Polakowi utrzymać się w generalce przed Felipe Massą. Renault błysnęło w tym wyścigu za sprawą Witalija Pietrowa, który ustanowił najszybszy czas okrążenia.
GP Kanady, jedyne jak dotąd, w którym Kubica wygrał, było dla niego bardzo trudnym wyścigiem. Sześć punktów zdobytych tam po pojedynkach z Schumacherem nasz reprezentant uznał za „najciężej wywalczone w tym sezonie”. Niestety, Nico Rosberg, który dojechał do mety przed Kubicą, przeskoczył go też w klasyfikacji generalnej. Na pocieszenie odnotujmy najszybsze tego dnia okrążenie toru autorstwa naszego reprezentanta.
Po krótkim wypadzie do Ameryki Północnej Formuła 1 wróciła na Stary Kontynent. GP Europy na kolejnym ulicznym torze znów pozwoliło Kubicy wyprzedzić w klasyfikacji Rosberga. Polak, po wywalczeniu 6. pola startowego, tym razem dojechał do mety piąty, tuż za nadspodziewanie dobrze spisującym się Rubensem Barichello.
Półmetek i GP Wielkiej Brytanii powitało kierowców nową, interesującą sekcją Arena. Niestety, nasz reprezentant nie mógł się z nią dokładnie zapoznać, bo wskutek awarii musiał zakończyć wyścig na 19. okrążeniu. Kroniki F1 odnotowały natomiast najszybszy postój Polaka (18.970 s od wjazdu do wyjazdu) i karę przejazdu przez aleję serwisową nałożoną na Fernando Alonso za wyprzedzenie Kubicy poza torem.
Tegoroczne GP Niemiec na Hockenheim zapamiętaliśmy głównie dzięki wymuszonemu zwycięstwu Fernando Alonso. Ciekawe, jak Robert Kubica, który w tym wyścigu startował i dojechał na swojej „ulubionej” 7. pozycji, zareagowałby na zakamuflowane polecenie otrzymane przez Felipe Massę? A przecież plotkom o przejściu Polaka do Ferrari nie było w tym sezonie końca.
GP Węgier, w którym w 2006 roku debiutował w Fomule 1 Kubica, tym razem najlepiej wymazać szybko z pamięci. Postój na 16. okrążeniu zakończył się fatalnie. Polaka wypuszczono wprost na zjeżdżającego na swoje stanowisko serwisowe Sutila. Uszkodzenia były tak poważne, że uniemożliwiły dalszą walkę. „Na szczęście” Rosberg także nie ukończył wyścigu.
Kolejny, po wakacyjnej przerwie, wyścig – GP Belgii – to powrót na szczyty tego sezonu. Kanał „F” w R30, trzecie pole startowe i to samo miejsce na podium dało kolejne, ważne punkty do wyprzedzenia Rosberga w generalce. Co prawda nie można gdybać, ale gdyby nie błąd w alei serwisowej, może...
Monza i GP Włoch oddały co cesarskie Ferrari i Fernando Alonso. Robert Kubica mógł się tam tylko skupić na zbieraniu kolejnych małych punktów. Choć miał dużą szansę dojechania do mety jako piąty zawodnik, musiał zakończyć wyścig na ósmym miejscu, po niefortunnej zmianie opon na 33. okrążeniu.
Po opuszczeniu Europy Formuła 1 przeniosła się do Azji. Nocny wyścig o GP Singapuru dostarczył sporo emocji. Kubica startujący z 8. miejsca dojechał jedną pozycje wyżej, odnotowując najwyższą prędkość wyścigu (292,451 km/h).
GP Japonii na Suzuce to jeden z bardziej pechowych wyścigów Kubicy w tym roku. Po bardzo dobrych kwalifikacjach i zajęciu w nich trzeciego miejsca wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na start. Niestety, koło, które na samym początku zawodów odpadło z Renault Polaka, pogrzebało jego szanse na bardzo dobre miejsce.
Na pierwszym GP Korei na torze Yeongam, rozpoczętym w koszmarnych warunkach pogodowych, Kubica wystartował z ósmego miejsca. Pech rywali i opanowanie Polaka pozwoliły mu na zdobycie punktów za piąte miejsce i ponowne wyprzedzenie Rosberga w klasyfikacji generalnej.
Przedostatnie GP sezonu, rozegrane na torze Interlagos, dało mistrzostwo konstruktorów Red Bullowi. Renault i Robert Kubica dojechali na 9. miejscu, mimo siódmego pola startowego. Tutaj Rosberg znów wskoczył przed Polaka w generalce.
W kwalifikacjach do ostatniego wyścigu pierwszy raz w tym sezonie Polak nie awansował do ostatniej sesji (11. czas). I choć na torze w Abu Zabi Kubica startował o przysłowiową pietruszkę, to jednak rozsądna jazda, dobrze zaplanowane postoje pozwoliły zakończyć wyścig na piątym miejscu i ósmym w klasyfikacji generalnej. Znamienne, że przed 7-krotnym mistrzem świata – Michaelem Schumacherem.
Trzy podia, trzy nieukończone Grand Prix i 136 pkt. na koncie to dorobek sezonu 2010 budzący szacunek. Szkoda, że Renault R30 nie było na tyle konkurencyjne, by walczyć o wyższe miejsca. Miejmy nadzieję, że Robert Kubica w końcu dostanie samochód na miarę swojego talentu i wywalczy mistrzowski tytuł. Tymczasem dziękujemy za to, co do tej pory zrobił.
Tekst: F1
Racing
[ zamknij
okno ]
|