Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Testy Tech Historia Prawo Felietony Gazeta
Testy Tech Historia Prawo Felietony Cennik SZUKAJ





Felieton

Ustawowy minimalny roczny przebieg samochodu



Minimalny przebieg

Wydawać by się mogło, że elektromobilność nabrała już wystarczającego tempa i branża motoryzacyjna, postrzegana przez ekologów i aktywistów jako największy truciciel powietrza, będzie mogła na chwilę odetchnąć. Tak samo jak i kierowcy. Nic bardziej mylnego, samochody dalej są „na tapecie”, tym razem okazuje się, że zajmują za dużo miejskiego miejsca, a co gorsza, kierowcy niejednokrotnie sami dostarczają argumentów do tego twierdzenia.

Aktywiści miejscy nie odpuszczają, i o ile już zanieczyszczenia emitowane przez samochody są coraz
Reklama
bardziej rygorystyczne, jak również pojawia się coraz więcej miejsc – stref – do których nie można wjechać samochodem, to auta nie stały się dla nich przeźroczyste. Wręcz przeciwnie, są zarzewiem nowego niezadowolenia i roszczeń względem nich, a mianowicie (tak uważają) zajmują ponadnormatywnie dużo miejsca w miastach. Po części sami kierowcy do tego się przyczyniają kupując – obecnie niejednokrotnie stanowiące trzon sprzedaży każdego producenta – SUV-y, zupełnie pomijając w salonie, czy też komisie auta segmentu A czy B, czyli wręcz stworzone do poruszania się i parkowania w mieście. Cóż, taka moda. Najgorsze jednak jest to, iż często kupują je tylko po to żeby je mieć, a nie żeby nimi jeździć.

Pomimo, iż taka postawa jest pozbawiona logiki i w zasadzie oprócz własnego samozadowolenia nie posiada żadnych plusów, to jeżeli posiadają oni własne miejsce parkingowe lub garaż, można spróbować ją zrozumieć i „podciągnąć” pod spełnienie marzeń lub kaprys. Ich pieniądze, więc mogą z nimi robić (w zasadzie) co chcą. Gorzej jeżeli nie dysponują prywatną przestrzenią do parkowania i korzystają z publicznej, zamieniając samochód z ruchomości w nieruchomość, wtedy stają się doskonałym katalizatorem i powodem, aby spróbować wyrugować samochody z tkanki miejskiej jako zbyteczny jej element, czyli po prostu śmieć, a jak wiadomo śmieci powinno się utylizować, a nie mieszkać w ich otoczeniu. Skalę zjawiska najjaskrawiej widać zimą, kiedy to całe stada samochodów przysypanych śniegiem stoją zaparkowane i to pomimo, że śnieg nie padał już od paru ładnych dni. Powoduje to brak rotacji miejsc parkingowych, co w tym przypadku potrafi podnieść ciśnienie nie tylko ekologom i aktywistom, ale również innym kierowcom próbującym znaleźć miejsce do zaparkowania.

Przykro mi, ale nie widzę logiki w kupnie samochodu tylko po to żeby cieszyć się jego posiadaniem, a nie użytkowaniem (wyłączając klasyki, które mogą być inwestycją, ale takowe nie będą nabierać wartości „pod chmurką”). Oczywiście niektórzy mogą stwierdzić, że daje to poczucie komfortu iż w dowolnym momencie można z niego skorzystać, tylko że to uczucie jest złudne, a w dużych miastach, bo w takich aktywiści miejscy działają najgorliwiej, pewnych alternatyw aby dostać się szybko i sprawnie pod wskazany adres jest dużo (taksówki, ubery, boldy, wynajem samochodu na minuty, czy chociażby klasyczna wypożyczalnia aut – wybór jest spory). Złudna może okazać się również możliwość
Reklama

skorzystania z posiadanego, ale zastanego samochodu „na żądanie”. Samochód spędzający swój żywot na staniu ulega szybszej degradacji, niż ten systematycznie jeżdżony. Może zatem okazać się, że chcąc z niego skorzystać odmówi on posłuszeństwa, a w konsekwencji i tak konieczne będzie skorzystanie z alternatywnego – względem niego – środka transportu. Dodatkowo posiadanie samochodu generuje permanentne koszty, i to bez względu na to czy jest on użytkowany, czy stanowi element krajobrazu. Konieczne jest chociażby wykupienie dla niego ubezpieczenia, wykonanie corocznego przeglądu technicznego (wymiany olejów, filtrów) oraz dopuszczającego do ruchu (jeżeli samochód posiada więcej niż pięć lat). Summa summarum, to nie są małe kwoty, które – z pożytkiem nie tylko dla siebie, ale również dla okolicznej społeczności – można by lepiej wydać.

Rozwiązaniem powyższego zjawiska mogłoby być wprowadzenie minimalnego rocznego przebiegu pojazdu. I nie chodzi tutaj o jakiś wygórowany przebieg, ale parę tysięcy kilometrów rocznie z powodzeniem mogłoby spowodować nie tylko iż samochód zacząłby spełniać rolę do której został wyprodukowany (przemieszczania się), ale również głębsze zastanowienie się osób, które zapałały chęcią posiadania pomnika na czterech kołach, który mogą podziwiać z okna swojego mieszkania. Oczywiście to jest Polska, a więc musiałoby to być kontrolowane, a w przypadku niespełnienia obowiązku przejechania minimalnej rocznej liczby kilometrów podlegać karze. Taki obowiązek można by nałożyć na Stacje Kontroli Pojazdów które wykonują przeglądy. Sprawdzałyby one – co i tak już robią – stan licznika i porównywały z zeszłorocznym, zapisanym w systemie. W przypadku nie spełnienia kryteriów pobierałyby opłatę. Oczywiście powinna ona być nie tylko uzależniona od liczby nieprzejechanych kilometrów, ale również tak skalkulowana żeby właściciel nie porzucił samochodu w SKP. Aczkolwiek to drugie rozwiązanie wydaje się być kuszące. Ile zatem powinna wynosić? Przyjmując do wyliczeń średni koszt przejechania 100 kilometrów (bez amortyzacji), sensowna wydaje się kwota 0,35 PLN za nieprzejechanie każdego kilometra. Niektórzy stwierdzą, że to grosze i nic taka opłata nie zmieni, jednak jeżeli ktoś praktycznie nie użytkuje samochodu – a takie osoby ma ona zdyscyplinować – to brakująca liczba przejechanych kilometrów nie będzie dwu, czy trzy, a czterocyfrowa. Stosując zatem prostą matematykę, każde nieprzejechane 1000 kilometrów oznaczałoby uszczerbek w zasobach finansowych równy 350 PLN. Jeżeli równocześnie weźmie się pod uwagę, iż z reguły wartość powyższych samochodów nie oscyluje w okolicach 200, czy nawet 100 tysięcy PLN, a bliższa jest kwocie czterocyfrowej, i to w dolnych jej granicach, to już taki – kolejny – wydatek może być właśnie tym, który rozpocznie proces zwany powszechnie refleksją.

Wbrew pozorom nieużytkowany samochód nie przynosi żadnych korzyści, i to nikomu. Dla właściciela jest tylko generatorem kosztów, nie zarabiają na nim stacje benzynowe, a na jego obsłudze mechanicy. Dodatkowo zajmuje miejsce udając naturalny element architektury. Może tylko firma w której jest ubezpieczony, ma wymierne korzyści. Reszta żadnych. Na szczęście idzie wiosna i wraz z nią samochodowe nieruchomości znowu, ku uciesze ich właścicieli, wtopią się w lokalne tło.



Minimalny przebieg

Podziel się:
Reklama
Marzec 2021

Robert Lorenc



POBIERZ NUMER


Warte uwagi