Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

> O gazecie Numery Cennik Promocje Prenumerata Opublikuj tekst Katalog firm


Felieton

Zabierzcie wszystkie systemy bezpieczeństwa, a będzie... bezpieczniej



Systemy bezpieczenstwa

Jedną z kluczowych dziedzin w pracach UE jest poprawa bezpieczeństwa na drogach. Pod tą egidą praktycznie bez przerwy przygotowywane (i wprowadzane) są przepisy zwiększające ilość obowiązkowych systemów w samochodach. To błędne koło. Zabierzcie je wszystkie, a będzie bezpieczniej.

Od kilkunastu lat obserwujemy lawinowy wzrost ilości systemów wspomagających i starających się zniwelować ułomności
Reklama
kierowcy przy prowadzeniu samochodu. Tymczasem, jak przyznaje sama Unia, ostatnie lata to widoczne wypłaszczenie, a wręcz zatrzymanie na dotychczasowym poziomie liczby śmiertelnych wypadków na drogach UE. Obecnie branża motoryzacyjna jest w uścisku z UE przypominającym taniec godowy lub zakleszczone ze sobą postacie, które nie wiedzą jak z tego uścisku się wyswobodzić. UE nakłada obowiązek umieszczenia w każdym modelu danego systemu, producenci to robią, chwila na sprawdzenie i wniosek, że ... nic się nie dzieje. UE znowu wkracza do akcji i uchwala kolejny system (lub ich zbiór) obowiązkowy do wprowadzenia. Producenci znów spełniają wymagania, znów odczekiwana jest chwila, aby sprawdzić rezultaty i ... znów nie są one takie jakich oczekiwano. I tak w ciuciubabkę zabawa trwa w najlepsze bez przynoszenia jakiś widocznych korzyści, a tylko samochody robią się coraz bardziej skomplikowane i droższe.

Ciągłe dokładanie obowiązkowych aktywnych systemów w samochodach nie poprawi bezpieczeństwa na drogach. Ten stan nie ma prawa się zmienić, ponieważ problemem nie są samochody tylko ich użytkownicy (kierowcy). Doszliśmy do etapu gdzie mamy coraz mądrzejsze samochody i coraz głupszych ludzi, którzy nimi kierują. Samochody potrafią (oczywiście nie wszystkie) praktycznie samodzielnie poruszać się. Same zahamują w korku i ruszą jak samochód przed nami to zrobi. Same będą utrzymywały bezpieczny dystans przed poprzedzającym samochodem. Same skręcą i zaparkują. Coraz mniej jest obszarów w których jest im potrzebny kierowca. Teoretycznie, bo w praktyce to on cały czas ponosi
Reklama

odpowiedzialność za zachowanie samochodu i działanie algorytmów, które nim sterują. Odpowiedzialność nie tylko finansową, ale również zdrowotną – jak algorytm postanowi wjechać w drzewo, a kierowca go nie powstrzyma, to będąc już w szpitalu (oby nie w kostnicy) nie będzie mógł mieć pretensji do producenta, ale pewnie będzie starał się to zrobić. Szkoda tylko, że coraz rzadziej zdają sobie z tego sprawę kierowcy i poświęcają coraz mniej uwagi prowadzeniu wyręczając się zamontowanymi systemami w aucie.

Powodem jest lenistwo osób i przyswajanie przez nich tylko tych informacji, które im pasują. Wszystkie zamontowane systemy (co cały czas podkreślają producenci) są systemami wspomagającymi prowadzenie samochodu, a nie wyręczającymi kierowcę z tego obowiązku. Niestety ludzie słyszą i rozumieją tylko to, co chcą, a skoro system ma utrzymywać samochód w osi jezdni, to ... ma obowiązek robić to bez naszego – kierującego – udziału. Jeżeli system ma utrzymywać bezpieczną odległość od poprzedzającego pojazdu, to ma to robić, a my w tym czasie możemy oddać się bardziej konstruktywnym i pilniejszym zajęciom: sprawdzeniu najnowszych doniesień w mediach społecznościowych, wymianie poglądów przez komunikator lub wysłaniu kilku smsów. Takie teraz są priorytety. Tak oto na drogach mamy coraz większą ilość zombi, czyli samochodów, gdzie kierowca w zasadzie jest pasażerem siedzącym za kierownicą. Gdzie – jeżeli zawiodą systemy – będzie on biernym obserwatorem i manekinem bez jakiejkolwiek możliwość reakcji na zaistniałą sytuację.

Wydaje się, że taki stan rzeczy zaczyna być dostrzegany. IIHS (Insurance Institute for Highway Safety) – amerykańska organizacja finansowana przez ubezpieczycieli dbająca o podniesienie bezpieczeństwa na drogach - zauważyła, że obecne korzystanie z urządzeń wspomagających jazdę pozwalają na używanie ich przez kierowcę bez konieczności trzymania rąk na kierownicy, a nawet patrzenia na drogę, co jest niedopuszczalne i powoduje realne zagrożenie na drodze. Jakie zatem rozwiązanie proponuje IIHS? Chciałaby przykładowo, aby pojawiła się kamera monitorująca twarz kierowcy, która wykrywałaby czy patrzy on na drogę. Albo czulsze czujniki wykrywające puszczenie kierownicy z intensywniejszymi sygnałami zmuszającymi do ponownego jej złapania. Czyli według nich najlepszym rozwiązaniem, skoro obecne systemy zbyt automatyzują jazdę, byłoby dołożenie kolejnych systemów, żeby ją ograniczyć. Cóż za niesamowita logika i ciąg myślowy.

Problem również został dostrzeżony przez UE. Co zatem postanowiła zrobić? Tak, kolejny raz zwiększyć ilość obowiązkowych systemów w samochodzie. Tym razem m.in. o czarną skrzynkę (zapisywałaby ostatnie sekundy przed wypadkiem), asystenta pasa ruchu, system automatycznego hamowania, układ wykrywania i ostrzegania przed pieszymi i rowerzystami oraz układ inteligentnego ograniczenia prędkości mający automatycznie zmniejszać moc silnika po wykryciu dozwolonej prędkości w danym obszarze. W 2017 roku w całej UE (według danych Komisji Europejskiej oraz EPRC) w wypadkach drogowych straciło życie 25 300 osób, a kolejnych 135 000 odniosło ciężkie obrażenia. Jak sama przyznaje 8% ofiar śmiertelnych miało miejsce na autostradach, 55% na drogach wiejskich, a 37% na obszarach miejskich, co pozwala na wysunięcie
Reklama

wniosku, że za większość wypadków odpowiadają kierowcy, a w zasadzie ich brak umiejętności kierowania i przewidywania sytuacji na drodze, a nie ograniczona ilość systemów w pojazdach, którymi poruszają się. Obecnie większość ze stosowanych rozwiązań i tak „nudzi się” na drogach wiejskich.

Aby zwiększyć bezpieczeństwo na drogach wystarczy zamiast dokładać kolejne systemy do produkowanych samochodów, zabrać je. To bardzo proste rozwiązanie i na „wyciągnięcie ręki”. Zabierzcie praktycznie wszystkie systemy wspomagające pracę kierowcy, a na rezultaty wcale nie będzie trzeba długo czekać, wygra instynkt przetrwania. Wprowadzanie coraz to nowych systemów tylko ugruntowuje głupotę za kółkiem. Ludzie nie mają potrzeby nauki prowadzenia i doskonalenia swoich umiejętności. Bo i po co to robić, skoro automat zrobi to za nich. Nie, nie zrobi. Tylko instynkt przetrwania i doskonalenie umiejętności to zmieni. Jeżeli likwidacja wszystkich systemów wydaje się zbyt drastyczna wprowadźmy tylko jedną zmianę: telefon tylko do dzwonienia i to pod warunkiem, że będzie to robione przez zestaw głośnomówiący. Równocześnie komórka nie będzie odbierała żadnych powiadomień z portali społecznościowych i nie będzie mogła połączyć się z żadną aplikacją, czy też stroną internetową. Analogicznie nie wyślemy, ani nie odbierzemy żadnego smsa (chyba że samochód ma funkcję głosowego ich czytania i pisania). Takie rozwiązanie pozwoli na skupienie uwagi (nawet z nudów) na prowadzeniu i tylko na nim, co zwiększy bezpieczeństwo na drogach, a niektórym – pierwszy raz w życiu - da przyjemność z jazdy i poczucie odpowiedzialności za swoje decyzje.





Podziel się:
Kwiecień 2020



POBIERZ NUMER


Warte uwagi