Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

Kontakt Cennik
> O gazecie Numery Cennik Promocje Prenumerata Opublikuj tekst Katalog firm


Wywiad

Ahsan Ridha Hassan: W dużych miastach „elektryki” byłyby świetnym rozwiązaniem



Ahsan Ridha Hassan

Ahsan Ridha Hassan – pisarz młodego pokolenia. Jest Polakiem o irackich korzeniach. Zadebiutował w 2014 roku zbiorem opowiadań Wieża, w 2017 wydał powieść Trupojad i dziewczyna, a w 2020 - Zabobon. Publikował także w wielu serwisach kulturalnych. Stypendysta The Lord Provost’s International Residency w Edynburgu oraz absolwent Kursu Kreatywnego Pisania Kraków Miasto Literatury UNESCO, który ukończył z wyróżnieniem.

Robert Lorenc: Spotkaliśmy się, aby porozmawiać o pana twórczości literackiej, a także o doświadczeniach z motoryzacją. Zacznijmy od tego, czy czuje się pan bezpiecznie za kierownicą podczas jazdy po Krakowie.
Ahsan Ridha Hassan:
Generalnie tak, chociaż kilka razy zdarzyło się, że ktoś zajechał mi drogę i musiałem
Reklama
gwałtownie hamować, co nie było zbyt przyjemne. Jednak moim zdaniem w Krakowie nie jest jeszcze aż tak źle. Zdecydowanie gorzej wygląda to w Warszawie, szczególnie w godzinach szczytu, o czym sam miałem okazję się przekonać.

A jak pana zdaniem wypada bezpieczeństwo na polskich drogach względem innych państw?
Uważam, że jest u nas dużo lepiej, niż na przykład w Gruzji, gdzie również zdarzyło mi się jeździć. Zaobserwowałem tam między innymi zjawisko wyprzedzania „na czwartego”, w dodatku na krętej, górskiej ścieżce.

W Polsce z kolei plagą są nadal kierowcy wsiadający „za kółko” po alkoholu.
Sądzę, że nie jest to tylko polska specjalność. Bardzo podobnie jest też we Włoszech, co również widziałem na własne oczy.

Po jakim kraju jeździło się panu zatem najlepiej?
W pierwszej kolejności wymienię Bośnię. Kilka lat temu wybrałem się ze znajomymi do Sarajewa i muszę powiedzieć, że podróż po tamtejszych drogach była bardzo przyjemna, jechało się naprawdę super. Oprócz jednego epizodu, podobnie miło wspominam Portugalię, którą odwiedziłem wraz z narzeczoną w zeszłe wakacje.

Epizodu?
Zostawiliśmy wynajęty z wypożyczalni samochód na parkingu strzeżonym. Okazało się jednak, że strzeżony jest on tylko w określonych godzinach. Kiedy dotarliśmy po jego odbiór, nie był już strzeżony, a samochód stał z wybitą szybą i – jak okazało się chwilę później – bez części naszych rzeczy. Nie najlepszy początek wycieczki. Finalnie: 3000 PLN za nową szybę (udało się odzyskać z ubezpieczenia) oraz wiedza zasięgnięta od lokalnej policji, żeby nie pożyczać samochodów z dużych międzynarodowych wypożyczalni, bo to ich samochody najczęściej narażone są na kradzieże.

Przejdźmy teraz stricte do samochodów. Jaki napęd uważa pan obecnie za najlepszy?
Bez wątpienia elektryczny. Problem polega jednak na tym, że w Polsce nie ma jeszcze odpowiednio rozwiniętej infrastruktury umożliwiającej
Reklama

chociażby bezproblemowe i szybkie naładowanie takich pojazdów, co moim zdaniem mocno ogranicza ich popularność. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to przyszłość motoryzacji. Szczególnie w dużych miastach mających problem ze smogiem, czyli takich jak Kraków, „elektryki” byłyby świetnym rozwiązaniem. Oczywiście, samochody nie są głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza, ale swoje „trzy grosze” jednak dokładają. Jeżeli możemy do minimum zredukować ich wpływ na skład tego, czym oddychamy, to warto to zrobić. Uważam też, że w miarę możliwości po mieście powinniśmy się poruszać pieszo lub na rowerze, a z auta korzystać dopiero wówczas, gdy jest to konieczne.

A samochody hybrydowe?
Sądzę, że stanowią naturalny pomost pomiędzy klasycznymi samochodami spalinowymi a elektrycznymi. Z mojego punktu widzenia nadal są one jednak bardzo drogie. Nawet używane egzemplarze kosztują stosunkowo dużo. Ich ogromną zaletą jest natomiast znikoma awaryjność.

Jak wygląda codzienne poruszanie się po Krakowie z perspektywy osoby w wieku 30+, czyli takiej jak pan?
Muszę powiedzieć, że trochę się wkomponowuję w moje pokolenie, ponieważ zawodowo, poza pisaniem, pracuję w branży IT, a konkretnie kieruję projektami dla jednego z dużych międzynarodowych banków. W dużej mierze jest to praca zdalna, co wiąże się z tym, że nie muszę pojawiać się w biurze. Dość długo mieszkałem w centrum Krakowa, na ulicy Szlak, ale jakiś czas temu przeprowadziłem się do Nowej Huty, która generalnie jest dość dobrze skomunikowana z centrum i raczej nie narzekam na dojazdy. Kiedyś miałem własny samochód, ale z racji tego, że używałem go praktycznie tylko w weekendy, jego posiadanie przestało się po prostu kalkulować. Obecnie po mieście poruszam się pieszo, rowerem lub komunikacją miejską, a jeśli mi się bardzo spieszy, to zamawiam taksówkę, Ubera albo Bolta. Jeśli natomiast muszę wyjechać za miasto, to pożyczam auto od znajomego.

Czyli posiadanie własnego samochodu przestało już być jednym z życiowych celów?
To zależy od konkretnych preferencji, ponieważ ciągle są osoby, którzy uwielbiają samochody i cieszą się nimi. Ja do nich jednak nie należę i podchodzę do aut w sposób czysto praktyczny. Wiadomo, że fajnie byłoby jeździć jakimś Mercedesem, Audi lub Lexusem, ale w wyniku chłodnej kalkulacji doszedłem do wniosku, że byłoby to dla mnie zupełnie nieopłacalne. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wolę przeznaczyć na coś innego, np. wakacje, książki, kursy itd.

Kiedy zrobił pan prawo jazdy?
Dość szybko, w trzeciej klasie liceum. Zdałem zarówno kurs na samochód (w drugim podejściu), jak i na motocykl (w pierwszym podejściu).

Jeździ pan motocyklem?
Czasami jeżdżę na skuterze. Nie mam zamiaru kupować własnego motocykla, ponieważ po pierwsze klimat w Polsce pozwala na komfortowe
Reklama
korzystanie z niego tylko przez krótki okres czasu w ciągu roku, a po drugie kierowcy samochodów często traktują motocyklistów jako zło konieczne, co rodzi wiele nieprzyjemnych, a czasem nawet niebezpiecznych sytuacji.

Jeśli mówimy o sposobie zachowania się na drodze, to ile jest w panu książkowego Bartka, czyli głównego bohatera Zabobonu?
Myślę, że i trochę, i nic. Dotyczy to nie tylko zachowania na drodze, ale i całokształtu. Każda książka jest bowiem pewnego rodzaju przetworzeniem – przynajmniej tak właśnie jest w moim przypadku. Bartek to kierowca, który nie lubi czekać na bramkach. Nie lubi też być poganiany w agresywny sposób przez kogoś, kto jedzie za nim. Mi taka sytuacja zdarzyła się kilkukrotnie i nie jest to nic przyjemnego. Należy też zauważyć, że Bartek podczas prowadzenia samochodu bardzo dużo rozmyśla. Ze mną jest podobnie, ale na szczęście nie wpływa to negatywnie na moją rozwagę za „kółkiem”.

Do jakiego gatunku przypisałby pan Zabobon?
Zaliczam go ogólnie do polskiej literatury pięknej. Zawsze interesowały mnie książki nieszablonowe, nowatorskie i mogące czytelnika rozwinąć. Takie staram się też pisać. Chciałem, aby Zabobon był bardzo płynny w czytaniu, stąd nie ma tutaj prostych przeskoków z dialogu w opis. Wszystko jest ze sobą połączone, co wymaga od czytelnika większej uwagi i koncentracji, ale także pozwala mu wejść z książką w głębszą relację – tak mi się przynajmniej wydaje. Początkowo można odnieść wrażenie, że są to tylko urywki czy mozaika różnych wydarzeń z życia bohatera, ale ta dość nietypowa konstrukcja jest ściśle zaplanowana i przemyślana.

Jak trudny jest taki sposób pisania?
Muszę przyznać, że długo szukałem metody na napisanie tej książki. Mamy w niej bowiem trzy płaszczyzny czasowe: przyszłość, teraźniejszość i przede wszystkim przeszłość w różnych stadiach. Mam tutaj na myśli wydarzenia sprzed kilku dni, kilku miesięcy oraz kilku lat, które w dodatku mogą się łączyć i zazębiać w ramach jednego akapitu. Zastanawiając się, jak to „ugryźć” uświadomiłem sobie, że ludzie o przeszłości myślą w czasie teraźniejszym. Stwierdziłem, że skoro tak jest, to można by również w taki sposób pisać. Postanowiłem więc spróbować. Napisałem jeden akapit i poczułem, że to jest właśnie to, dlatego w takim właśnie kierunku poszedłem. Wiele trudności sprawiło mi natomiast zaplanowanie kolejności poszczególnych wątków. Spędziłem nad tym bardzo dużo czasu, ale uważam, że w pełni się to opłaciło.

Taka narracja książki wymaga od czytelnika ciągłego skupienia.
Moim celem jest przede wszystkim tworzenie dobrej literatury. Dobrej, czyli takiej, którą moim subiektywnym zdaniem charakteryzuje brak schematyczności i stereotypowości, pewien powiew świeżości oraz rzetelnie wykonana przez pisarza praca. Zdaję sobie sprawę, że żyjemy w czasach, w których liczą się krótkie komunikaty i treści. Uważam jednak, że dostosowywanie literatury do takiego właśnie trendu nie jest najlepszym pomysłem. Literatura rządzi się bowiem swoimi prawami. Stworzenie czegoś wartościowego zawsze wymaga dużo czasu i koncentracji. Zdaję sobie sprawę, że istnieje grono ludzi ceniących i chcących czytać dobrą literaturę. Dotyczy to nie tylko Polski, ale i całego świata. Zawsze byli pisarze specjalizujący się w literaturze masowej (którą bez względu na jej jakość kupowali wszyscy), jak i pisarze tworzący dzieła wnoszące coś więcej i w pewien sposób ubogacające czytelnika. I ja właśnie ku tego typu literaturze bardziej się skłaniam.

Jak długo pracował pan nad Zabobonem?
Około dwa lata, z czego samo pisanie zajęło mi mniej więcej sześć miesięcy, po około cztery godziny dziennie. Po pewnym czasie zrobiłem jeszcze drobną korektę całości i książka była gotowa.

W jakich warunkach najlepiej panu się pisze?
Do pisania podchodzę jak do pracy, mam plan i go wykonuję. Według mnie odcięcie się od bodźców zewnętrznych nie jest dobre, ponieważ relacje i spotkania z ludźmi oraz wszelka
Reklama

aktywność poza pisaniem bardzo pozytywnie wpływają na autora i jego twórczość. Działają bowiem w sposób mobilizujący i sprzyjają postępowi prac nad książką. Z drugiej jednak strony przychodzi moment, w którym jest się tak bardzo pochłoniętym pisaniem, że dobrze by było, aby niektóre bodźce z zewnątrz chociaż przez chwilę do człowieka nie docierały. Ja tak właśnie mam pod koniec pisania książki. Jestem wtedy tak wciągnięty w fabułę, że przydałyby mi się trzy miesiące zupełnego odcięcia od otaczającej rzeczywistości. Jak wiadomo, nie jest to jednak możliwe.

Sprawdza pan na bieżąco opinie o książce?
Wolałbym po prostu napisać książkę i od razu poświęcić się pracy nad nową, jednak to nie takie łatwe, ponieważ obecnie jest tak, że autor musi aktywnie uczestniczyć w działaniach promocyjnych, co jest oczywiście miłe, ale i czasochłonne. Wymaga też wiedzy na temat odbioru książki przez czytelników. Jako że żyjemy w epoce, w której wielkie znaczenie mają media społecznościowe taką wiedzę można zdobyć w szybki i łatwy sposób. Do wszelkich opinii, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, staram się mieć neutralne podejście, bo wiem że napisałem dobrą książkę. Każdą opinię jednak szanuję i jestem za nią wdzięczny.

Co pan sądzi o nagrodach literackich? Czy rzeczywiście przekładają się one na wzrost popularności i renomy danego autora, czy zaspokajają jedynie jego ego?
Cóż, w każdej dziedzinie nagrody są przyznawane według pewnego klucza. Literatura nie jest tutaj wyjątkiem. Można więc pisać w taki sposób, aby książka miała jak największe szanse na zdobycie nagrody lub pisać po swojemu, według własnego uznania, nie bacząc na aktualne trendy, obierając sobie za cel stworzenie czegoś ponadczasowo wartościowego. Ja zdecydowanie preferuję tę drugą metodę, ponieważ mody przemijają, a dobra literatura zawsze będzie ceniona. Natomiast osiągnięcie przez nią komercyjnego sukcesu i zdobycie nagród to moim zdaniem zupełnie drugorzędne kwestie. Dla mnie liczy się przede wszystkim poczucie dumy, że udało się stworzyć naprawdę dobrą książkę. A jeżeli podoba się ona także czytelnikom oraz w jakiś sposób ich uwrażliwia i ubogaca, to wtedy jest już naprawdę wspaniale. Ja nigdy nie piszę z myślą o nagrodach, ponieważ uważam, że jest to prosta droga do frustracji. Otrzymanie nagrody jest jednak naprawdę miłym doświadczeniem i w bardzo duży sposób wpływa na promocję autora oraz jego dzieła.

Czego życzyć pana najnowszej książce?
Przede wszystkim chciałbym, aby trafiła do czytelników, którzy naprawdę ją docenią i wyciągną z niej coś dla siebie. Dla mnie jako autora to właśnie jest najważniejsze.
Ahsan Ridha Hassan

Ahsan Ridha Hassan
Zabobon
Premiera: 5.02.2020
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Marginesy






Podziel się:
Kwiecień 2020

Zdjęcie: Jakub Dziedzic



POBIERZ NUMER


Warte uwagi