Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

> O gazecie Numery Cennik Promocje Prenumerata Opublikuj tekst Katalog firm


Felieton

Powinno zakazać się sprzedaży samochodów z małym przyspieszeniem



Kontrowersyjne? Czy ja wiem? Ale od początku.

Nie chodzi mi o przyspieszenie samochodu ze startu, czyli od 0 do 100 km/h. Zakaz miałby dotyczyć tych, które nie przyspieszają (czytaj: potrzebują na rozpędzenie się dłuższej drogi niż Boeing czy Airbus do oderwania się od ziemi) w zakresie od 40 do 80, no może 100 km/h. Jeżeli by wyeliminować takie
Reklama
pojazdy z drogi byłoby bezpieczniej. Tak bezpieczniej i uprzedzam od razu pytania, nie, nie zmieniłem dawkowania leków.
Oczywiście byłyby wyjątki. Powyższy zakaz nie dotyczyłby kierowców, którzy poruszają się po mieście. W nim i tak średnia prędkość zbliża się już do prędkości człowieka będącego od 30 lat na emeryturze „wyposażonego” w astmę płuc oraz laskę szybkobieżkę. Czy kierujący będzie pchał samochód, czy jechał na pierwszym biegu, znacząco nie wpłynie to na ogół wszystkich podążających w tym samym kierunku. Można by ją również wprowadzić dla tych, którzy jeżdżą tylko autostradami i drogami dwupasmowymi, pod warunkiem, że będą trzymać się prawego pasa, a nie uprawiać „biegu na dochodzenie” próbując wyprzedzić ciężarówkę jadącą 90 km/h.

Inaczej sprawa wygląda na drogach lokalnych. Tutaj nie mamy do dyspozycji dwóch pasów, ani niekończących się prostych (pamiętaj, nie jesteśmy w Arizonie). Polskie drogi lokalne to niejednokrotnie plątanina zakrętów z niewielkimi odcinkami prostej drogi z regularnie pojawiającymi się zabudowaniami, czasami nawet zwanymi miastami, no dobra, miasteczkami. Do tego dochodzą różnice wzniesień, które musimy pokonać oraz ruch poprzeczny, a czasami również światła. Przy takiej konstrukcji poruszając się za wolno jadącym pojazdem każda prosta i możliwość wyprzedzenia go jest oczekiwana jak św. Mikołaj przez dzieci, a wypłata przez dorosłych - przyczynia się do zrealizowania marzenia. W tym wypadku o szybszym poruszaniu się do celu drogi. Co zatem dzieje się jak do takiego wolno poruszającego się pojazdu dojedzie
Reklama

samochód nie mający przyspieszenia – nazwijmy go Speedy Gonzales? Będą jechali w tandemie. Pierwszy nie przyspieszy, a drugi – nasz Speedy - nawet jakby chciał, to nie wyprzedzi. Nie ma takiego odcinka prostej żeby się zebrał. Niewiele potrzeba czasu, żeby dotychczasowy tandem wzbogacił się o kolejne pojazdy. I tak tworzy się peletonik przypominający dżdżownicę lub, jak kto woli, węża dumnie sunącego po drodze. Bezpiecznie? Tylko pozornie. Zasada głosi, że – jeżeli pojawi się taka możliwość - drugi pojazd wyprzedza pierwszy, następnie kolejny itd. Wszyscy więc czekają aż Speedy Gonzales zacznie (i skończy) wyprzedzać. Tylko, że on nie zaczyna. Prosta, która dla pozostałych uczestników peletonu stanowiła pas startowy, dla niego była długości dojazdu do garażu przed nowo wybudowanym blokiem. Zaczynają się nerwowe wychylania będących dalej pojazdów. Efekt? Wyprzedzać zaczynają kierowcy z dalszej części peletonu. Jak zdążą wyprzedzić wszystkich, to super, jak nie, to trzeba im zrobić miejsce żeby z powrotem wjechali między auta peletoniku, czyli hamujemy. Gorzej jak ktoś z wcześniejszego miejsca w peletonie również zacznie manewr wyprzedzania. Robi się lekko nerwowo. Mamy hamowanie (czasami trąbienie) rozpędzonego już i wyprzedzającego kolumnę pojazdów samochodu, czasami unik i jazdę przez chwilę w trzy auta jednym pasem. Po prostu czysta rozkosz i sielanka niczym w Spa. Takie sytuacje nie są marginalne na naszych drogach. Niestety. Kiedy wszystko kończy się polubownie (czytaj: kto miał wyprzedzić, wyprzedził) po chwili zapominamy o niej. Kiedy jednak zabrakło czasu, metra czy też umiejętności, czytamy o tym w gazetach, a rodziny pokrzywdzonych właśnie przewartościowują swoje najbliższe dni (oby nie miesiące lub życie). Gdyby jednak Speedych nie było na drogach lokalnych i skupili się oni tylko na jeździe po mieście nigdy by do takich sytuacji nie dochodziło.

I co, teza postawiona w tytule nadal jest kontrowersyjna?

Kwiecień 2019

Robert Lorenc



POBIERZ NUMER


Warte uwagi