Wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies) w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają: utrzymanie sesji Klienta (także po zalogowaniu), dzięki której Klient nie musi na każdej podstronie serwisu ponownie się logować oraz dostosowanie serwisu do potrzeb odwiedzających oraz innych osób korzystających z serwisu; tworzenie statystyk oglądalności podstron serwisu, personalizacji przekazów marketingowych, zapewnienie bezpieczeństwa i niezawodności działania serwisu. Możesz wyłączyć ten mechanizm w dowolnym momencie w ustawieniach przeglądarki. Więcej tutaj. Zamknij

> O gazecie Numery Cennik Promocje Prenumerata Opublikuj tekst Katalog firm


Test

A moja Kia ma siedem lat gwarancji. I jest fajniejsza niż BMW - Kia Stinger



Kia Stinger

Może wyda się wam dziwne co powiem, ale zupełnie nie śledzę wydarzeń motoryzacyjnych czy też premier nowych samochodów. Co jest szczególnie nietypowe dla kogoś, kto o tym pisze. Po pierwsze, mamy jakąś nowość co pięć minut. Po drugie, są niezmiernie nudne. Pewnie będzie to nieco na wyrost, ale żyjemy w czasach, kiedy wszystko już było. Jednak najgorsze jest, że wiemy czego się spodziewać. W czasach ekoterroryzmu, chorobliwej poprawności politycznej, uciemiężenia jednostki i płynięcia z ogólnym nurtem praktycznie nikt już nie ma odwagi ani nawet ochoty, by robić coś po swojemu. Prawdę mówiąc jedyne osoby jakie znam, które mają dość siły, by to robić to Jarosław Kaczyński i Władymir Putin. Ale do rzeczy.

Targi w Genewie. Cały wachlarz i przekrój oszczędnych i bezpłciowych samochodów. Niemal każde stoisko jest zielone, oferując elektryczny samochód albo miejską hybrydę z trzycylindrowym silnikiem do samochodu wielkości Superba.

Co za tym idzie nikt już nie interesuje się nowymi samochodami. Tego, jak jeżdżą, czy są wystarczająco szybkie albo jak w nich będą wyglądali przyszli
Reklama
właściciele. Niegdyś intrygującym samochodem można było zapewnić sobie ciekawy wieczór w towarzystwie płci przeciwnej. Dzisiaj bardziej interesuje je aparat fotograficzny. Poważnie, BMW zamieniły na Nikona. I nie ma to nic wspólnego z długim obiektywem fotografa, tzn. aparatu. Dzięki jednemu zdjęciu na Instagramie mogą stać się sławne. Tak więc zamiast blachar mamy lustrzanki.

I pomimo tego wszystkiego ktoś odważył się zaprojektować samochód inny niż wszystkie. Co więcej, jest produkowany i można go kupić zwyczajnie w salonie, a liczba egzemplarzy nie jest limitowana. Ma nawet jedną z najlepiej brzmiących nazw w świecie motoryzacyjnym, Stinger. Powinien się przedstawiać w stylu 007, Stinger, Kia Stinger. Chociaż Kia to bardziej nazwisko, więc raczej odwrotnie... Nieważne, do rzeczy.

Nie cierpię czterodrzwiowych coupe. Nie są dobre ani jako coupe, którymi nie są, ani jako praktyczne limuzyny, którymi również nie są. Wszystko, co robią to zaspokajają ego mężów i kupują pobłażliwość żon. Na szczęście Stinger jest liftbackiem. I to całkiem ładnym. Już od dawna żaden przód nowego samochodu nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Jest rozeźlony niczym rottweiler. Lampy mają intrygujący kształt. Liczne wloty powietrza, którymi można obdzielić kilka sportowych samochodów i które na dodatek pełnią swoją funkcję. W przeciwieństwie do tych na długiej masce. Są jednak w stylu XKR-a, więc im wybaczam. Niestety, im dalej w stronę tylnego zderzaka, tym nieco gorzej. Bok przypomina mi Opla Amperę, który nie jest stylistycznym majstersztykiem. Niestety, dla mnie tył jest lekko mówiąc brzydki. Ciekawy, jeśli chodzi o design, ale nadal brzydki. Przypomina mi jakąś starą Skodę na tyle, że mam ochotę się zatrzymać i poczekać aż się oddali. Wiadomo, są gusta, ale słyszałem już kilka równie mniej pochlebnych opinii.

Mimo tego Stinger na tle innych samochodów na rynku, a już szczególnie tych z gamy koreańskiego producenta, wygląda zjawiskowo. Stylistom udało się zaprojektować naprawdę
Reklama

kawał niezłego samochodu. Zwłaszcza, że dobrze mu w każdym kolorze, a jest ich dziewięć, co jest dzisiaj praktycznie niespotykane.

W przypadku, gdy lubicie stylizację wnętrz sprzed 2-3 lat i jednocześnie nienawidzicie wszechobecnych ekranów i braku przycisków Stinger będzie idealny. Kokpit jest elegancki i prosty. Skupiony na kierowcy, a wizualnie miejscami mocno podobny do Mercedesa. Chociaż wymieszano go z przyciskami z tańszych Kii i Hyundaiów. Materiały wykończeniowe są bardzo dobrej jakości i solidnie spasowane. Jednak na drugi rzut oka można znaleźć elementy, nad którymi nie rozczulali się ani księgowi, ani pracownicy linii montażowej.

Jeśli chodzi o ilość miejsca, inżynierowie skupili się na pierwszym rzędzie siedzeń. Kierowca i pasażer mają dużo przestrzeni, a dodatkowo tym o bardziej sportowym zacięciu spodoba się możliwość obniżenia siedziska znanego z prawdziwie szybkich coupe. Wówczas pasażerowie z tyłu nie będą mieli gdzie wcisnąć stóp, a i tak nie są rozpieszczani ilością miejsca, zwłaszcza nad głową, ale to typowa wada czterodrzwiowych coupe. Podobnie jak mały bagażnik, który jest mało praktyczny.



Kia Stinger Kia Stinger Kia Stinger Kia Stinger

Kwiecień 2018

Wojciech Dorosz
(99octanow.pl)
Zdjęcia: Kia



POBIERZ NUMER


Warte uwagi